urodaiwlosy.pl

FBemailTwitterlinklink

poniedziałek, 2 maja 2016

Ciekawy gadżet, czyli dopinana grzywka Elite z Rossmanna

Uwielbiam się przebierać i tymczasowo zmieniać wygląd, dlatego bardzo żałuję, że mam ku temu tak mało okazji. Gdy zobaczyłam już jakiś czas temu dopinaną grzywkę w Rossmannie od razu wiedziałam, że muszę ją mieć. Dziś mam dla Was małą jej prezentację i kilka słów o tym, czy warto kupić grzywkę clip in.

doczepiana grzywka, grzywka clip in

Gdzie kupić  i jakie kolory są dostępne?

_______________

Grzywka kosztuje 27 zł i występuje w czterech odcieniach - jasnym blondzie, ciemnym blondzie, średnim brązie i ciemnym brązie. Kupicie ją w praktycznie każdym Rossmannie! Mój kolor to ten średni brąz (nazwa firmowa złocistobrązowy) i obecnie uważam, że lepiej wyglądałaby chyba jednak grzywka ciemnobrązowa. Na zdjęciach nie widać tego aż tak dokładnie, ale jest ona lekko jaśniejsza od moich włosów. Grzywka ma pod spodem dwie spineczki, które za pomocą zatrzasków sprawiają, że całość bardzo dobrze się trzyma bez konieczności poprawek. Włosy są oczywiście sztuczne, ale bardzo dobrej jakości - gładkie, miękkie i z pewnością niewyglądające sztucznie. Wyglądają jak klasyczne włosy niskoporowate :)

doczepiana grzywka, grzywka clip in


Jak dostosować ją do siebie?

_______________

Moją grzywkę do wersji, której widzicie na zdjęciu musiałam samodzielnie przyciąć pod swoją fryzurę i twarz. Początkowo grzywka jest bardzo gęsta i dla mnie zdecydowanie za długa, jednak uważam to za plus, bo bez problemu przytniecie ją wedle własnych potrzeb. Ja lekko skróciłam ją z długości ale przede wszystkim przerzedziłam, cieniując znacznie włosy od spodu. Nadal jest dość gruba, ale zdecydowanie mniej niż na początku. Jej wielkim plusem są dłuższe boki, dzięki czemu wygląda naturalniej i lepiej wpasowuje się w całą fryzurę. Zakładanie grzywki to banalna sprawa! Wystarczy, że odegniemy obie spinki, przyłożymy do czubka głowy w odpowiednim miejscu, dociśniemy, przesuniemy lekko w dół tak, aby spinki złapały włosy oraz dociśniemy same spinki do głowy, aby się zamknęły. Trwa to kilka sekund i trzyma się bardzo dobrze, ale trzeba pilnować, aby spinki złapały większe kosmyki włosów, bo inaczej będą ciągnąć.


Dla kogo dopinana grzywka?

_______________

Moje włosy nie są cieniowane i aby dopinana grzywka się nie odznaczała muszę odpowiednio je ułożyć lub nawet podpiąć. Najnaturalniej wygląda gdy zasłonię jej boki własnymi pasmami, które najlepiej podpiąć. Myślę, że cieniowane fryzury będą pasować do niej najbardziej, bo krótsze pasma skutecznie przykryją brzegi grzywki. "Włosy" są na tyle dobrej jakości, że o ile uda Wam się dobrać pasujący kolor i przyciąć grzywkę pod siebie, spokojnie można nosić ją na imprezy czy nawet na co dzień. Niestety kolorów nie ma zbyt wiele, więc tutaj może być problem. Taka dopinana grzywka to również dobra opcja dla tych z Was, które zastanawiają się nad grzywką na stałe. W moim przypadku taka grzywka skutecznie oddaliła tego typu plany bo uważam, że jednak lepiej wyglądam bez niej :)

doczepiana grzywka, grzywka clip in






Grzywkę można prostować i układać pod warunkiem użycia temperatury do 180 stopni. Ostatnio w Rossmannie pojawiły się również doczepiane pasemka i jestem ich strasznie ciekawa, ale z wiadomych przyczyn raczej się na nie nie skuszę, bo pewnie są krótsze niż moje własne włosy :) Myślę, że tego typu doczepiana grzywka to świetna sprawa do wszelkiego rodzaju przebrań czy kostiumów ale również jako tymczasowa zmiana wyglądu od czasu do czasu!

***
Co sądzicie o mnie w grzywce? :)
PS Ten post publikuje się automatycznie podczas gdy ja jestem w Chorwacji. Postaram się odpowiadać na wszystkie pytania, ale mogę mieć małe opóźnienia :)

Czytaj dalej

komentarze: 42

piątek, 29 kwietnia 2016

Włosy w kwietniu - pielęgnacja, do jakiej długości zapuszczam i czy zmieniam kolor

Na szczęście dla moich włosów, mamy obecnie najłaskawsze warunki pogodowe. Brak skrajnych temperatur i brak większego wiatru sprawiły, że moje włosy wyglądały przez większość czasu bardzo dobrze. Niedawno zostały profilaktycznie podcięte,tak więc końcówkom nie mam nic do zarzucenia poza faktem, że w minionym miesiącu lubiły się nieco puszyć. Jakie są moje plany na najbliższe miesiące i obecna pielęgnacja? Tego dowiecie się niżej :)


Do jakiej długości zapuszczam włosy?

_______________

To pytanie zadajecie mi bardzo często! Mój obecny plan, to tak jak wspominałam już parę razy, długość do łokci. Do tej długości obecnie mi jeszcze trochę brakuje, ale mam nadzieję, że po wakacjach będę mogła się nią cieszyć. Na przyrost włosów znacznie wpłynął mój plan ich zagęszczenia, choć to nie przyrost był moim priorytetem, ale odzyskanie straconych podczas wypadania włosów. Jeśli widzieliście mój post o suplemencie, który pozwolił uzyskać mi masę baby hair na pewno wiecie, że i mój główny cel zbliża się coraz bardziej, co niesamowicie mnie cieszy. 



Czy zmieniam w najbliższym czasie kolor?

_______________

Kolor moich włosów jest w tym momencie w 99% naturalny, nie licząc może kilku centymetrów pozostałości po farbowaniu na samych końcach. Co do tego nie jestem jednak całkowicie pewna, ponieważ kolor moich końców nie różni się zupełnie od koloru włosów przy nasadzie. Z tego względu podejrzewam, że pozostały barwnik po prostu się wypłukał, jako że była to w większej mierze henna. Z mojego naturalnego koloru jestem bardzo zadowolona i żałuję, że decyzję o zaprzestaniu farbowania podjęłam tak późno. Tak naprawdę moje wyobrażenia co do niego zanim pozbyłam się z głowy barwników były zupełnie inne i nieco gorsze niż stan faktyczny. :) Jak widzicie na zdjęciach, kolor moich włosów to ciemny brąz z lekko ciepłymi refleksami. W najbliższym czasie nie planuję tego zmieniać, chociaż wciąż kusi mnie kilka słonecznych refleksów, o czym pisałam Wam w tym poście. Od tamtego czasu nie podjęłam jednak decyzji o żadnej zmianie z prostej przyczyny - jestem bardzo przyzwyczajona do tego, że moje włosy są po prostu zdrowe. Niestety, nie ma się co oszukiwać, że jakiekolwiek rozjaśnianie nie wpłynie na ich strukturę. Choć mam wybraną świetną fryzjerkę, którą poleciła mi jedna z Was i z którą nawet przedyskutowałam cały plan, to jego realizację wciąż odwlekam w czasie! Ostatnio jednak przypomniałam sobie o tych planach ze względu na nowy produkt L'Oreala, który ma dawać efekt właśnie refleksów "bronde". Tutaj filmik, jeśli miałybyście ochotę zobaczyć. Jeśli któraś z Was testowała - dajcie znać :)



Pielęgnacja - maski, szampony...

_______________

W kwietniu królowały głównie dwie maski oraz jedna odżywka, której nie ujęłam na zdjęciu, czyli Nivea Long Repair w nowej, znacznie gorszej od poprzedniej wersji. Dwie pozostałe to maska Kallos Aloe (mój ulubieniec do mycia!) oraz Gliss Kur Ultimate Repair jako porządna dawka protein. Do mycia poza wspominanym wcześniej Kallosem używałam świetnego szamponu Perfect.Me, który dostaniecie w Biedronce lub w Carrefourze. Jest naprawdę godny polecenia! Kilka razy przetestowałam również kremowy olejek do mycia Ziaji jako szampon i muszę przyznać, że zapewnia on spore dociążenie. Może okazać się idealny dla kręconych czy bardzo puszących się włosów.



Pielęgnacja - olejowanie, płukanki, końcówki...

_______________

Jeśli chodzi o olejowanie, to górował tutaj olej z pestek dyni oraz olejek Swati w połączeniu z żelem aloesowym, o czym pisałam Wam tutaj. Do nawilżania i zabezpieczania końcówek używałam serum Indola Glamorous Oil (klik), które moje włosy lubią chyba najbardziej ze wszystkich, jakie mam w domu. Świetnym produktem do końcówek okazał się być krem do rąk Instant Help od Evree - świetnie dyscyplinuje! W kwietniu starałam się po każdym myciu wykonać również płukankę octową, która przynosi naprawdę spore efekty w wygładzeniu i nabłyszczeniu włosów. 

***
Koniecznie napiszcie mi jakie są Wasze plany włosowe na najbliższe miesiące! Zamierzacie je ściąć, a może zmienić kolor? PS Ten post publikuje się automatycznie podczas gdy ja jestem w Chorwacji. Postaram się odpowiadać na wszystkie pytania, ale mogę mieć małe opóźnienia :)


Czytaj dalej

komentarze: 48

środa, 27 kwietnia 2016

My morning routine, czyli rzeczy, które pozwalają mi miło zacząć dzień z mnóstwem energii

W ostatnim poście mogliście przeczytać o rzeczach, które odpowiadają za przyjemny, efektywny oraz dobry dla urody sen, a dziś mam dla Was poranki! To nie do końca typowy dla blogosfery tekst "my morning routine", ale to jednak czynności, które powtarzam prawie każdego ranka. Dzięki nim mój dzień jest znacznie przyjemniejszy i przede wszystkim pełen energii!

my morning routine

Zanim przejdziemy do konkretnych elementów moich poranków, nie mogę wspomnieć o plusach, jakie płyną z przestawienia się na wczesne wstawanie. Sama przez większość życia uważałam siebie za typową "sowę" i chodziłam spać praktycznie nad ranem. Rano spałam zdecydowanie za długo, marnując pół dnia, albo wstawałam wcześnie z konieczności i byłam nieprzytomna również pół dnia. Dziś nawet w wolne dni wstaję w okolicach 7:00-7:30, ale chciałabym przestawić się na jeszcze wcześniejsze wstawanie! Dzięki temu do południa mam sporo czasu na różne czynności, na które zazwyczaj było mi go brak, ale czuję się również znacznie lepiej.

my morning routine


Start - ciepła woda z cytryną

_______________

Każdy dzień zaczynam bezapelacyjnie od szklanki ciepłej wody z cytryną. Uwielbiam efekt odświeżenia i pobudzenia, jaki daje ten napój, ale ma on również wiele plusów dla całego organizmu. Poprawia trawienie i przyspiesza metabolizm, ale również oczyszcza i odkwasza organizm. Naprawdę polecam! Woda nie powinna być gorąca, ale ciepła na tyle, aby ogrzać organizm od środka.


Kilka minut jogi

_______________

Nie ćwiczę jogi profesjonalnie, ale gdy tylko będę mieć więcej czasu, chętnie zapiszę się na jakieś konkretne zajęcia. Jak na razie joga służy mi za sposób na zrelaksowanie się i ćwiczenia rozciągające. Uwielbiam poświęcić jej kilka minut na samym początku dnia, dzięki czemu od razu czuję przypływ energii, ale joga pozwala mi również na pozbycie się uczucia spięcia. Polecam Wam np. ten filmik z ćwiczeniami na YT. Chwila na macie przy otwartym oknie a dzień od razu staje się piękniejszy! Zwłaszcza, jeśli wstanę na tyle wcześnie, że nie muszę się spieszyć. :) Jeśli macie ochotę spróbować, zerknijcie na ceny mat tutaj, które wcale nie należą do najwyższych.

my morning routine




Ubrania przygotowane poprzedniego dnia

_______________

Moje licealne poranki wyglądały w większości tak, że mimo kilkukrotnego przestawiania budzika zwlekałam się z łóżka zmęczona i z góry spóźniona. Większość czasu poświęcałam na wyrzucenie całej zawartości szafy na środek pokoju i wyszukiwanie w desperacji czegoś, co by do siebie pasowało. Koniec końców zazwyczaj zarzucałam na siebie pierwszą lepszą rzeczy i do końca dnia byłam niezadowolona. Na studiach nauczyłam się przygotowywać swój strój poprzedniego dnia wieczorem, który teraz czeka na mnie rano grzecznie na wieszaku wraz ze spakowaną torebką. Jeśli nie macie takiego rytuału, koniecznie to zmieńcie! Nawet nie wiecie ile czasu i nerwów sobie oszczędzicie! Swoją drogą, marzę o takim białym wieszaku - widziałyście gdzieś stacjonarnie? :)

my morning routine



Trochę błonnika rano - wegański pudding

_______________

To krok, który wykonuję, gdy mam więcej czasu, bo jednak priorytetem jest dla mnie zwykłe śniadanie. Uwielbiam jednak zacząć dzień od wegańskiego puddingu, czyli niczego innego niż roślinnego mleka (zazwyczaj używam kokosowego lub migdałowego) zagotowanego z siemieniem lnianym lub nasionami chia. Z dodatkiem wanilii smakuje wspaniale i naprawdę dodaje sporo energii, a poza tym sprawia, że dłużej nie odczuwamy głodu. Przy okazji ma oczywiście wiele plusów jeśli chodzi o cerę czy włosy :)

my morning routine


Lekkie, odświeżające kosmetyki

_______________

Mimo, że moja skóra należy zdecydowanie do suchych, to nie przepadam za zbyt ciężkimi kosmetykami jeśli chodzi o poranki. Zdecydowanie wolę lżejsze konsystencje i produkty, które dają uczucie świeżości. Z tego powodu uwielbiam zacząć dzień od kilku psików rożanego toniku w sprayu Evree, który chłodzi i odświeża. Jako krem pod makijaż służy mi obecnie Yves Rocher Elixir 7.9, a jedno lekka, żelowa konsystencja sprawia, że szybko się wchłania. Przy okazji ładnie pachnie!

***
Koniecznie napiszcie, jakie Wy rzeczy lubicie wykonywać każdego ranka. Macie jakieś swoje poranne rytuały? :)


Czytaj dalej

komentarze: 73

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Piękniejsza w jedną noc czyli co zrobić, aby rano wyglądać ładniej

Do napisania dzisiejszego wpisu zainspirowały mnie moje własne ostatnie noce, kiedy to ze względu na nawał obowiązków nie mogłam porządnie się wyspać. W moim przypadku brak odpowiedniej jakości snu widać od razu - wysuszona i ziemista cera, podkrążone i opuchnięte oczy... Braku snu nie da się nadrobić żadnymi magicznymi zamiennikami czy kosmetykami, ale można postarać się, żeby w czasie nocy nasz organizm (no dobrze, z maleńką pomocą urodowych trików) pracował na naszą urodę sam! Dziś mam dla Was sposoby, dzięki którym w stu procentach wykorzystacie sen i jego potencjał.


Po pierwsze, dobrej jakości sen w dobrych warunkach

_______________

Jak zwykle - wszystko zależy od podstaw. Mi samej kiedyś zdarzało się przykładać mniejszą wagę do jakości snu, ale okazuje się, że znacznie łatwiej wyspać się śpiąc 6 godzin w świetnych warunkach (o których za chwilę) niż 10 godzin przy świetle, włączonym monitorze czy bez odpowiedniego wyciszenia się przed snem. Do koniecznych dla efektywnego dla urody snu warunków zaliczyć w pierwszej kolejności można odpowiednio wywietrzony pokój na krótko przed zaśnięciem. Jeśli często budzicie się z bólem głowy i uczuciem jej ciężkości, być może problemem jest brak tlenu. Ja sama otwieram okno przynajmniej na pół godziny przed snem, niezależnie od pory roku. Kluczowa jest też świeża pościel, najlepiej porządnie wytrzepana przed snem. Pamiętajcie, że pościel powinna być na wierzchu tylko w czasie snu - przebywanie w niej cały dzień niczemu nie pomaga :) Świetnym urodowym trikiem jest zainwestowanie w jedwabną poszewkę. Nie jest to najtańsza sprawa, ale minimalizuje możliwość obudzenia się z odgnieceniami na twarzy i jest znacznie bardziej korzystna dla włosów.


Po drugie, wycisz się w czystym i uporządkowanym pomieszczeniu

_______________

Mój sen najbardziej zaburzają dwie rzeczy - wskoczenie do łóżka prosto z "biegu" dnia codziennego z mnóstwem spraw do załatwienia na głowie i nieuporządkowane otoczenie. Z tego względu każdego dnia staram się poświęcić minimum pół godziny przed snem na relaksujące czynności bez użycia urządzeń elektrycznych. Oglądanie seriali odpada, ponieważ światło monitorów i smartfonów negatywnie wpływa na jakość snu, ponieważ działa stymulująco na mózg i może powodować bezsenność. Swoją drogą, jeśli już koniecznie musicie przeglądać Instagram przed snem, zainstalujcie aplikację Twilight, która zmienia temperaturę ekranu na ciepłą. Moje ulubione sposoby to spokojna joga czy medytacja, przelanie swoich myśli czy spraw do załatwienia jutrzejszego dnia na papier (ten sposób odciąga nieco poczucie niezałatwionych spraw na bok) i przede wszystkim czytanie. Nic nie wycisza mnie bardziej niż zatracenie się w dobrej książce! Uwielbiam ten moment na koniec dnia, kiedy w wysprzątanym, pachnącym pomieszczeniu mogę wskoczyć z książką pod kocyk! Jeśli szukacie fajnych elementów wystroju wnętrz do organizacji rzeczy, to w Biedronce pojawiły się właśnie TAKIE osłonki na doniczki identyczne jak te z Ikei. Są idealne na pędzle! Sama mam zamiar zaopatrzyć się w białe :)







Po trzecie, zastosuj 'sleeping mask' czyli maseczkę całonocną

_______________

Sleeping masks to bardzo popularne rozwiązanie w Azji, dla wielu Azjatek to nieodzowny element pielęgnacji. U nas jeszcze jakiś czas temu można było dostać je jedynie w specjalnych sklepach online, jednak ostatnio sporo maseczek całonocnych pojawia się w polskich drogeriach. To naprawdę świetna sprawa, bo jeśli maseczka jest dobra, powinna zapewniać naszej skórze intensywne działanie przez całą noc. Zazwyczaj mają one bardziej bogate składy niż kremy i faktycznie sprawiają, że skóra rano wygląda pięknie, promiennie i jest dobrze nawilżona. Ze swojej strony najbardziej mogę polecić Wam Dermikę Senne Marzenie, która jest bogata w olejki, masło shea i inne dobroci. Jeśli jesteście jednak posiadaczkami tłustej skóry, lepsza może okazać się Sleep Mask Perfecty w wersji nawilżającej a dla cer pozbawionych życia te "na krótkie noce" - naprawdę tak się nazywa :) 




Po czwarte, gruba warstwa balsamu na usta, krem pod oczy niezbyt wysoko oraz bawełaniane rękawiczki

______________

O tym, jak wiele zmienia nakładanie na usta grubszej warstwy dobrego balsamu każdej nocy pisałam Wam już o tym nie raz. Gładkie i nawilżone usta od samego rana to gwarancja dobrze wyglądającej na nich szminki, a ta za to poprawi nasz nastrój na cały dzień :) Druga rzecz może Was jednak zaskoczyć - okazuje się, że skóra pod oczami przez swoją wyjątkowo cienką strukturę ma dużą skłonność do wchłaniania kremów. Z jednej strony to dobrze, a z drugiej strony nałożenie kremu zbyt wysoko i zbyt blisko górnej powieki może spowodować, że jego odrobina w czasie snu przedostanie się zbyt blisko oczu, a to skutkować może ich opuchnięciem, podrażnieniem i zaczerwienieniem następnego poranka. Bawełniane, kosmetyczne rękawiczki to za to cudowny sposób na piękne paznokcie i dłonie. Wystarczy wetrzeć w dłonie ulubiony krem lub olejek i założyć rękawiczki na całą noc. Efekt jest milion razy lepszy, niż nałożenie samego kremu, który w sekundę zniknie wśród pościeli. Rękawiczki można prać, a para kosztuje kilka złotych w każdej drogerii. Spróbujcie!

Po piąte, aromaterapia czyli woski, olejki eteryczne i spray do poduszek

_______________

Na koniec mój chyba ulubiony punkt! Dobrze wiecie, że uwielbiam wszelkiego rodzaju piękne zapachy, które towarzyszą mi nieustannie przez cały dzień, nie tylko pod postacią perfum. W ciągu w domu zazwyczaj palę woski (zawsze Yankee Candle) lub nalewam do kominka odrobinę wody z dodatkiem wybranego olejku eterycznego. Woski jedynie ładnie pachną i poprawiają humor, ale olejki eteryczne mają już dużo więcej właściwości. Potrafią oczyścić zatoki, pozbyć się bólu głowy, uspokoić, dodać energii, wyciszyć... do wyboru do koloru! Moim ulubionym olejkiem jeśli chodzi o jakość snu jest oczywiście olejek lawendowy. Do wody w miseczce kominka dodaję kilka kropli olejku, dzięki czemu pomieszczenie wypełnia się przepięknym zapachem, który dodatkowo ułatwia zasypianie i bardzo dobrze wycisza oraz uspokaja. Z tego względu uwielbiam również spryskiwać moje poduszki domowym lawendowym sprayem do poduszek, który składa się z niczego innego jak po prostu wody i oczywiście olejku lawendowego. Takim sprayem spryskuję poduszki przed snem, ale również rozpylam go w pomieszczeniach w czasie dnia. W tym celu możecie użyć dowolnego, lubianego przez Was zapachu. Taka opcja jest znacznie zdrowsza i tańsza niż sztuczne spraye zapachowe!




***
Koniecznie dajcie mi znać jakie są Wasze sposoby na dobry sen! Buziaki!
Czytaj dalej

komentarze: 63

sobota, 23 kwietnia 2016

Moje 3 ulubione aplikacje do edycji zdjęć na telefonie - darmowe!

Uwielbiam aplikacje do obróbki zdjęć na telefonie, choć rzadko która spełnia moje oczekiwania. Zazwyczaj pobieram wszelkie polecane nowości, jednak często szybko je usuwam, bo okazuje się, że są najzwyczajniej w świecie przekombinowane. Do moich faworytów należą te proste, które pozwalają na lekkie podrasowanie kontrastu czy nasycenia, a dodatkowo zawierają ciekawe, naturalne filtry. Dziś mam dla Was moje trzy ulubione aplikacje do edycji zdjęć, z których korzystam najczęściej i które Wam bardzo polecam.


W ramach szybkiego przypomnienia - telefon z jakiego obecnie korzystam to Samsung s5. Jestem z niego bardzo zadowolona, ale z czystego gadżeciarstwa chętnie zamieniłabym go na s7 :) Jego plusem i minusem jednocześnie pod względem zdjęć jest fakt, że wszystko wygląda lepiej na jego ekranie, a to wszystko za sprawą ekranu Amoled. Na moim komputerze i "nieamoledowych" ekranach barwy są zdecydowanie mniej nasycone.

VSCO

______________

Aplikacja z pewnością znana większości z Was, a zarazem moja ulubiona, z której korzystam najczęściej. Mój ulubiony filtr to T1, ale zdarza mi się używać również F2. VSCO posiada kilka filtrów, jednak największą zaletą aplikacji to możliwość naprawdę porządnego dostosowywania zdjęć. Bez problemu zmienicie w niej kontrast, temperaturę czy nasycenie bez sztucznego efektu. 



Line Camera

_____________

Line Camera to bogactwo najróżniejszych filtrów, od tych klasycznych po efekt "bokeh". Ma także przy okazji kilka opcji pozwalających na korekcję wyglądu cery, ale szczerze mówiąc z tej części nie zdarza mi się korzystać :) Najczęściej wykorzystuję właśnie filtry, ale Line uwielbiam również za możliwość nałożenia rozmycia tła w znacznie lepszy niż instagramowy sposób. Aplikacja pozwala również na tworzenie kolaży zdjęć czy dodawania naklejek i tekstu. 



PIXLR

_______________

Pixlr znacznie lepiej sprawdza się w przypadku obróbki zdjęć przyrody czy krajobrazu, ale można za jego pomocą również w ciekawy sposób podrasować "selfie". W przypadku tej aplikacji zdecydowanie polecam zmniejszanie nasycenia filtrów, bo ich pełna wartość wygląda dość sztucznie i nienaturalnie, Pixlr to również wiele możliwości niebezpośredniej edycji, bo zawiera bardzo dużo opcji, zaczynając na tradycyjnych po bardziej skomplikowane.


***
Koniecznie dajcie mi znać, jakie aplikacje należą do Waszych ulubionych w tej kategorii. Być może macie jakieś perełki, których ja nie znam? :)
Czytaj dalej

komentarze: 41