urodaiwlosy.pl

FBemailTwitterlinklink

poniedziałek, 23 marca 2015

Pochwal się włosami - Ika - duża zmiana w pół roku! + INFO

Dzisiaj mam dla Was kolejne piękne włosy czytelniczki i celowo dopisałam w tytule informację o tym, że dojście do takich efektów zajęło jedynie Monice pół roku, w razie gdyby któraś z Was tej informacji nie doczytała :) Uważam, że to spory sukces, gdyż mi samej zajęło to o wiele dłużej, dlatego wróżę Monice pięknej tafli za kolejne sześć miesięcy i oczywiście czekam na aktualizacyjne zdjęcia! Dodatkowo pielęgnacja włosów dzisiejszej bohaterki  jest wręcz wzorcowa, więc włosy mimo anemii (!) prezentują się świetnie.

"Włosomaniaczką jestem od pół roku. Na początku mojej walki włosy wyglądały tragicznie, ale w sześć miesięcy doprowadziłam je do przyzwoitego stanu. Dopóki nie zachorowałam na anemię i nie zaczęłam prostować i tak prostych włosów, to były one piękne, długie, lśniące i gęste. Jednakże na własne życzenie sprawiłam sobie siano na głowie. Włosy kilka razy mocno ścięłam. Nigdy nie farbowałam. Czasami są proste jak druty, a innym razem lekko skręcają się na wysokości uszu. Kochają różnorodność i emolienty. Proteiny tolerują nie częściej niż raz w tygodniu. Pielęgnacja moich włosów jest bardzo bogata. Olejuję przed każdym myciem na co najmniej godzinę. Raz w tygodniu staram się zostawić olej na włosach przez całą noc. Oleje zazwyczaj emulguje maskami (czepek kąpielowy i czapeczka na 30min). Myję trzy razy w tygodniu. Dwa mycia szamponem Bambino a trzecie Joanną Naturią oczyszczającą. Po umyciu odżywka Nivea Long Repair, a jeśli nie nakładałam wcześniej maski to maska na 30 min. Pozwalam włosom podeschnąć a później dosuszam je ciepłym nawiewem. Używam Tangle Teezera i szczotki z włosia dzika. Oleje których używam to: olej kokosowy, makadamia, arganowy, z czarnuszki, migdałowy i Babydream fur Mama. Maski: Domowe Receptury - Rosyjska maska do włosów z białą glinką i ekstraktem ryżowym, Planeta Organica - Czarna Maska Marokańska, Stapiz - Sleek Line, Bioetika - Crema di Essenza, Kallos - Latte, Planeta Organica - Balsam Cedrowy. Do zabezpieczania końcówek: olejek arganowy, Loreal - Mythic Oil i serum Mariona. Włosy lecą z głowy w ogromnych ilościach. Jest to skutek anemii i wypadanie trochę jeszcze potrwa. Na skalp stosuję wcierkę Jantar albo olej rycynowy, żeby trochę to wypadanie zahamować. Na szczęście mam mnóstwo baby hair! Łykam cynk, tran, codziennie piję kubek pokrzywy i zielonej herbaty. 

Włosy na wakacjach przed włosomaniactwem, zero stylizacji, szampon wygładzający Dove ale i tak super sianko:


Włosy na samym początku świadomej pielęgnacji, na etapie 'sylikony to zło':


Zdjęcie z lewej z fleszem zaraz po wysuszeniu, nierozczesane. Zdjęcie z prawej zaraz po wizycie u fryzjera (wysuszone na szczotce):


Zaraz po powrocie z zajęć, rozpuszczone i nieczesane cały dzień, w świetle dziennym:


Pozdrawiam
Ika ;)"

Standardowe pytanie do Was - podobają Wam się włosy Iki? Obie czekamy pewnie na Wasze komentarze :)

INFO

Mam dzisiaj dla Was dodatkowo dwie informację, jedną średnią a drugą świetną. Po pierwsze, mój laptop, a konkretniej dysk twardy, postanowił odmówić mi posłuszeństwa po zaledwie tygodniu od rozwiązania problemów z ładowaniem, dlatego z góry przepraszam za opóźnienia w odpisywaniu na maile i komentarze, gdyż operuję obecnie na telefonie i tablecie. Po drugie, na pewno kojarzycie suszarkę Remingtona z nakładką dającą efekt drobnych loków podczas suszenia, która wygląda tak (zdjęcie), prawda? Suszarkę niestety wycofano z produkcji zanim zdążyłam ją kupić, jednak dziś ze odkryłam, że właśnie od dzisiaj kilkukrotnie tańszy zamiennik w swojej ofercie ma...Lidl. W komplecie dostajemy nawet dyfuzor i oczywiście zimny nawiew. (KLIK KLIK). Daję Wam znać, gdyż sama zamierzam szybko się po nią wybrać, póki zniknie ze sklepów, bo produkt wydaje się ekstra, nie biorąc już pod uwagę śmiesznej ceny.
Czytaj dalej

piątek, 20 marca 2015

10 łatwo dostępnych produktów z kwasami

Zauważyłam, że temat kwasów bardzo Was interesuje, a jednocześnie tego typu składniki dopiero zdobywają popularność na polskim rynku, więc czasem trudno o dobre produkty dostępne stacjonarnie. Sama kwasy do mojej pielęgnacji wprowadziłam około trzech lat temu i od tamtego czasu wybór kosmetyków z nimi dostępnych stacjonarnie bardzo się zwiększył, dlatego mam dzisiaj dla Was dziesięć najciekawszych. Pamiętajcie jednak, że kwasy to nie krem nawilżający i należy podejść do ich stosowania z rozwagą, dobierając ich typ oraz stężenie do rodzaju swojej skóry. Nie zapominajcie również o konieczności stosowania filtrów w przypadku fotouczulających kwasów hydroksylowych (AHA, BHA). Do dzisiejszego zestawienia wybrałam tylko łatwo dostępne (chociaż w jednej drogerii) kosmetyki o dobrych i bezpiecznych składach.



Odpowiednie podejście do tego typu pielęgnacji i dobry wybór nie zaskoczą Was jednak niczym innym, niż rewelacyjnymi efektami. Kwasy to spory przełom w mojej pielęgnacji, dlatego zachęcam Was do zainteresowania się tematem. Dzięki nim możecie zauważyć znaczną poprawę w wyglądzie skóry nie tylko pod względem niedoskonałości, ale także jej napięcia, pogrubienia, kolorytu, zmarszczek mimicznych a nawet redukcji naczynek w przypadku kwasu laktobionowego. 

1. Effaclar Duo plus - następca dawnego zwykłego Effaclaru Duo, choć nie jest typowym kosmetykiem opierającym się tylko na kwasach (zawiera kwas LHA i kwas linolowy), znalazł się w dzisiejszym zestawieniu nie bez przyczyny. Obecnie nie wyobrażam sobie jego braku w mojej kosmetyczce, choć nie używam go codziennie. Sięgam po niego co jakiś czas, gdy moja skóra zaczyna wyglądać z jakiegoś powodu nieco gorzej. Cena: ok. 60 zł. Dostępność: Super-Pharm (obecnie -50% na drugi produkt La Roche Posay KLIK), apteki, Hebe.

2. Bielenda, serum korygujące - świetne serum z nowej serii Bielendy, zawiera 10% kwasów migdałowego i laktobionowego. Poza tym w składzie znajdziemy również nawilżający kwas hialuronowy. Warte uwagi! Cena; 30 zł. Dostępność: większość drogerii. 

3. Bielenda, tonik korygujący - łatwiejsza opcja z tej samej serii Bielendy, również z tymi samymi kwasami w składzie. Cena: 10 zł. Dostępność: większość drogerii.

4. Dermika, tonik z kwasami AHA - kolejny dobry tonik z kwasami, zbierający bardzo dużo pozytywnych opinii. Nieco droższy niż Bielenda, ale wciąż w dobrej cenie 20 zł. Dostępny głównie w Rossmannie.

5. Flos Lek, tonik wybielający przebarwienia - działa delikatnie i stopniowo, ale widocznie. Zawiera kilka kwasów. Cena: 24 zł. Dostępność: mniejsze drogerie, czasem Super-Pharm lub Natura.

6. Iwostin, perfectin purritin, peeling na noc dla skóry tłustej i trądzikowej - peeling chemiczny nakładany na całą noc, w składzie 5% kwasu migdałowego, 3% kwasu laktobionowego oraz 2% alfa- i beta-hydrokwasów. Jeden z trzech peelingów chemicznych firmy. Cena to 45 zł, dostępny jest głównie w Super-Pharmie, gdzie często też występuje w promocji.

7. Iwostin, perfectin purritin, peeling na noc dla skóry z przebarwieniami - w tym przypadku mamy tutaj 12% kwasu glikolowego, właśnie dla osób borykających się z uporczywymi przebarwieniami. Cena i dostępność jak wyżej.

8. Iwostin, perfectin purritin, peeling na noc dla skóry dojrzałej - dla skóry dojrzałej w nazwie, jednak najdelikatniejszy w działaniu. Zawiera 7% kwasu laktobionowego, który w tym stężeniu bardzo delikatnie złuszcza, głównie rozjaśniając skórę i spłycając zmarszczki mimiczne a także redukując i wzmacniając naczynka. Kwas laktobionowy nie bez przyczyny należy do jednych z moich ulubionych :) Cena i dostępność jak wyżej.

9.  Bingospa, Mocny peeling błotny do twarzy z kwasem glikolowym i mlekowym oraz kwasami owocowymi - jeden z moich ulubieńców, występuje także w wersji średniej. Naprawdę mocny i naprawdę złuszczający, do stosowania raz na jakiś czas. Cena: około 10 zł. Dostępność: małe drogerie, Natura.

10. Pharmaceris, krem z kwasem midałowym 5% - występuje także w wersji 10%, polecam obie, z czego druga przynosi szybsze i intensywniejsze efekty, szczególnie w przypadku przebarwień. Cena tych kremów to około 40 zł, ale często występują w promocji, jak np. obecnie na -30% TUTAJ

Co dopiszecie do listy?
Czytaj dalej

wtorek, 17 marca 2015

Usta na co dzień - NYX Lip Gloss, 160 Tea Rose

Będąc w podstawówce, jedynymi kosmetykami dostępnymi dla mnie były błyszczyki. Jeśli jesteście mniej więcej w moim wieku, na pewno pamiętacie, że kilkanaście lat temu w sklepach znaleźć można było głównie te bezbarwne lub leciutko koloryzujące, najczęściej w opakowaniach z kulką. W związku z tym, że był to wtedy mój jedyny element "makijażu", miałam ich dość pokaźną kolekcję w różnych smakach i zapachach. Tak naprawdę każdy z nich dawał ten sam efekt lekkiego, bezbarwnego błysku, za to dzisiaj sklepy oferują nam błyszczyki we wszystkich szalonych kolorach i formułach. Pewnie dlatego miłość do tego typu produktów została ze mną do dziś. :) Lubię szminki i mam ich dość sporo, ale nie należę do osób używających ich na co dzień. Bardzo jednak nie lubię nie mieć na ustach niczego, więc w torebce mam zawsze choć jeden balsam i jeden błyszczyk, bo to właśnie te produkty goszczą na moich ustach najczęściej. Dziś mam dla Was jednego z ulubieńców z tej półki.



Produkty firmy NYX nigdy nie interesowały mnie jakoś specjalnie, do czasu odkrycia ich genialnego korektora HD. Od tamtej pory przy okazji każdej wizyty w Douglasie zerkam do szafy NYX, w poszukiwaniu kolejnych cudeniek. Ostatnim kosmetykiem tej firmy, który bardzo mnie zauroczył, jest błyszczyk z serii Mega Shine Lip Gloss w kolorze 160 Tea Rose. Jego cena jest nieco wyższa niż cena standardowych błyszczyków np. polskich firm, jednak produkt ten nie ma żadnych wad i byłabym w stanie dać za niego spokojnie kilka razy więcej. Z resztą, zamówiłam go podczas większych zakupów w Douglasie ze zniżką, którą znalazłam tutaj, więc powiedzmy, że zapłaciłam za niego 10 zł :) Jego standardowa cena to 32 zł. Jednym z moich ulubieńców jest również błyszczyk Bell z serii BB 3D, jednak w jego przypadku opakowanie jest jakości adekwatnej do ceny, ponieważ niestety nie domyka się i brudzi torebkę. Tutaj za 32 zł dostajemy wszystko - jakość, piękne kolory i obłędny zapach.


Błyszczyk NYX na ciekawą, żelową konsystencję, która absolutnie nie lepi się ani nie klei. Jednocześnie nie jest wodnisty, więc wytrzymuje na ustach dość długo jak na błyszczyk. Ja posiadam dość jasny kolor, który jednak mimo tego jest bardzo ładnie napigmentowany, intensywny kolor widać nawet przy cienkiej warstwie. Jest bardzo aksamitny w odczuciu i świetnie nawilża usta, ideał :) Na poniższym zdjęciu widzicie moje usta w naturalnej wersji oraz z Tea Rose podczas nakładania. Zwróćcie uwagę jak pięknie odbija światło, mimo że nie ma zupełnie żadnych drobinek. 


Poza tymi wszystkimi zaletami, urzekają mnie w nim jeszcze dwie, które co prawda nie są niezbędne, ale bardzo umilają użytkowanie. Po pierwsze, opakowanie jest naprawdę porządne, z zamknięciem "na klik", dzięki czemu nie musimy martwić się, że w ciągu dnia błyszczyk odkręci się w torebce. Po drugie ma obłędny zapach, który kojarzy mi się z połączeniem balonowej i owocowej gumy albo jakiegoś rodzaju żelek. To drugi z produktów do ust, zaraz po masełkach Revlonu, który mam ochotę wykupić we wszystkich możliwych kolorach, co prawdopodobnie też zrobię! :) Na ustach:


Tea Rose to bardzo dziewczęcy róż w chłodnym odcieniu, pasuje do wszystkiego i do każdego rodzaju makijażu. Niżej możecie zobaczyć go w towarzystwie innych błyszczyków, po kolei są to: Bourjois 3D kolor 08 framboise tonic, Bell Hypoallergenic 07, bohater posta czyli Tea Rose, Bell Hypoallergenic 06 oraz Eveline Colour Celebrities w kolorze 588.

 

Podoba Wam się NYX Tea Rose? Dajcie znać, czy tak jak ja przepadacie za błyszczykami, czy może uważacie je za zbędny element kosmetyczki! Jeśli wolicie balsamy, to koniecznie wstąpcie do Biedronki, bo jeszcze przez parę dni będą tam Lip Smackersy o smaku m.in coli czy chupa cups <3 KLIK KLIK


Czytaj dalej