urodaiwlosy.pl

FBemaillinkTwitterlink

poniedziałek, 24 września 2018

Zakupy za kilka złotych? Jak kupować na Aliexpress, aby wydać jak najmniej

Jak dobrze wiecie, uwielbiam zakupy na Aliexpress. Co jakiś czas tworzę dla Was teksty z polecanymi produktami z „chińskiego Allegro”, jednak zdecydowanie nadal brakuje tutaj tekstu podsumowującego, zbierającego najważniejsze zasady dotyczące zakupów z Chin, dzięki którym będziecie mogli zamówić wcale nie kiepskiej jakości produkty dosłownie za grosze i zaoszczędzić co najmniej kilkadziesiąt złotych na wielu produktach, które nieświadomie kupujecie z ogromną przebitką, a które sprzedawca zamówił… z Chin! Tak więc: jak kupować na Aliexpress aby oszczędzić jak najwięcej? 

jak kupować na Aliexpress

1. Darmowa przesyłka, zawsze! 


Miliony produktów na Aliexpress zamówić można z darmową przesyłką i nie jest to wcale żart. Tak, naprawdę możecie zamówić coś za 5 złotych i jeszcze otrzymać to prosto z Chin nie płacąc za dostawę. Mimo to wciąż sporo sprzedawców ma opcję dostawy płatnej i tutaj właśnie polecam rozwagę – ja sama zamawiam produkty tylko z darmową przesyłką, bo jeśli nie jest dostępna, to jej koszt często przewyższa wartość samego produktu. Jest to oczywiście standardowa przesyłka pocztowa, która zajmie od 2 do nawet 6 tygodni (średnio jest to 3-4), jednak chcemy zaoszczędzić jak najwięcej i zrobić zakupy naprawdę za grosze, to warto! 

jak kupować na Aliexpress

2. Dodatkowe -10% od wartości koszyka, czyli trik cebula 


Aliexpress bardzo rzadko oferuje jakiekolwiek zniżki, choć jeśli już występują, to są one naprawdę spore, np. podczas słynnych wyprzedaży 11.11. Jednak nawet wtedy i dokładnie przez cały rok, niezależnie od wartości zakupów, warto pamiętać o tym, że istnieje sposób, aby obniżyć wartość swoich zakupów nawet o 10% za każdym zamówieniem! 

Jak? Robiąc zakupy przez portale, które naliczają cashback z zakupów, czyli robią zwrot na Wasze konto kilku % wartości koszyka. Sprawdziłam i najwyższy zwrot z Ali oferuje obecnie Tipli, bo jest to do 10%, a dodatkowo otrzymacie jeszcze 10 zł zwrotu za pierwsze zakupy, jednak tylko jeśli zarejestrujecie się z TEGO LINKA. Tipli ma też sporo innych sklepów, od których zwraca, jak np. Zalando, Allegro, Empik itd. Jak uzyskać zwrot 10% przy zakupach na AliExpress (przy innych sklepach analogicznie)? Należy zarejestrować się TUTAJ, następnie przejść do „sklepy” na stronie głównej, kliknąć „AliExpress” i już. Po przekierowaniu do Ali robimy zakupy, a zwrot sam się nalicza. 

Biorąc pod uwagę fakt 10% zwrotu wartości koszyka i dodatkowe 10 zł za pierwsze zakupy możemy na tym… zarobić :) Np. kupując case do telefonu za 7 złotych, na konto otrzymamy 10,70 zł zwrotu, magia! :) Przy większych zakupach zwrot też jest większy. 

3. Czytaj opinie! 


Najlepiej wybierać produkty, które mają dużo opinii i wysoką ocenę, a dodatkowo najlepiej zdjęcia użytkowników dodane w recenzjach. Ich oglądanie to czasem świetna rozrywka, bo czasami bardzo różnią się od tych produktowych, chociaż to bardzo łatwo wyłapać, bo produkt ma wtedy niską ocenę. Te zamówione przez kilkadziesiąt lub setki osób raczej na pewno są sprawdzone i dobrej jakości, a zdjęcia użytkowników rozwiewają wszelkie wątpliwości. Na szczęście wybór produktów jest tak duży, że bez większego problemu można znaleźć ten sam u wielu różnych sprzedawców, co pozwala na wybór tego z najlepszą oceną. 

jak kupować na Aliexpress

4. Zamawiaj u jednego sprzedawcy, ale uważaj na cło 

Ja zazwyczaj na Aliexpress spędzam na tym właśnie godziny :) Szukając np. case do telefonu, (które z resztą bardzo polecam, bo to dokładnie to samo co na Allegro za kilkadziesiąt złotych, nie mówiąc już o sklepach stacjonarnych…) szukam sprzedawcy z bardzo dużą ilością produktów, które potem przeglądam i wybieram kilka. Dlaczego warto zamawiać u jednego sprzedawcy? Bo macie wówczas większą pewność, że produkty dojdą. Wydając 20 zł na kilka rzeczy szansa jest właściwie stuprocentowa, niestety zamawiając coś za 3 zł z darmową przesyłką, czasem Chińczykowi się po prostu… nie chce! Albo nie opłaca. Uważajcie jednak na cło, chociaż wątpię, że ktoś robi tak duże zakupy na Aliexpress, choć rzeczy do domu czasem kuszą. Może zostać naliczone od przesyłek o wartości wyższej niż 150 euro. 

5. Najważniejsze – nie bój się! To łatwe i bezpieczne 


Chciałabym zamówić te bardzo tanie rzeczy na Aliexpress, ale się boję/nie wiem jak zapłacić/nie rozumiem angielskiego… Często dostaję od Was właśnie takie komentarze. Jak to z tym jest? 

… ale się boję – nie ma czego, bo Aliexpress bardzo, bardzo dba o kupujących. Jeśli rzecz nie przyjdzie do 60 dni i klikniecie o tym informację w panelu, dostaniecie po prostu od Aliexpress zwrot pieniędzy. Nie polecam pisać do sprzedawcy, bo w większości przypadków usłyszycie, że „nie mam pieniędzy na jedzenie”, „okradli mnie”, „moje dzieci głodują” czy coś w tym stylu, a jednocześnie zauważycie, że nowe produkty są wciąż dodawane. Klikajcie od razu w spór, bo pieniądze zawsze do Was wrócą. Tak samo w przypadku, jeśli sprzedawca czegoś nie dośle, coś pomyli… Ali działa w tym przypadku znacznie szybciej i lepiej niż nasze Allegro :) 
…nie wiem jak zapłacić – to proste, bo używa się przelewy24, czyli czegoś na tej samej zasadzie co PayU na Allegro. Wystarczy wybrać swój bank i zrobić automatyczny przelew. Można też zapłacić kartą 
…nie rozumiem angielskiego – stronę można sobie ustawić po polsku, choć ja polecam jednak wyszukiwać po angielsku, chociażby używając translatora. Strona jest bardzo intuicyjna i naprawdę nie ma z tym żadnego problemu.

jak kupować na Aliexpress

***
Jak często robicie zakupy na Aliexpress? Zgadzacie się z tymi zasadami?
Czytaj dalej

czwartek, 20 września 2018

Jakie perfumy na jesień i zimę?

Jesień to dla mnie okres, w którym jeszcze chętniej niż normalnie sięgam po perfumy. Jakoś tak wyjątkowo pasują mi do swetrów czy chust zarzuconych wokół szyi i tych wszystkich jesiennych spacerów wśród liści. Potrafią przemiło otulić, w przeciwieństwie do lata, kiedy to źle dobrane perfumy mogą wręcz dusić podczas bardzo upalnego dnia. Ostatnio kilka z Was zaproponowało, abym stworzyła wpis o perfumach, bo nic z tej serii dawno się nie pojawiało, także zapraszam! Dziś mam dla Was perfumy na jesień i zimę, zarówno te droższe jak i tańsze, czy słodsze i intensywniejsze.

perfumy na jesień i zimę


Jakie perfumy na jesień i zimę?


Właściwie nie jestem fanką klasyfikowania perfum na perfumy na jesień i zimę oraz te na wiosnę i lato, bo zdarza mi się i podczas siarczystej zimy używać czegoś, co normalnie kojarzy mi się głównie z latem, jednak jakoś tak naturalnie podczas tych pór roku przechodzę z lżejszych i bardziej owocowych perfum na te cięższe, słodsze i otulające. Nie znaczy to jednak, że jeśli tolerujecie tylko świeże kwiatowe zapachy czy wręcz cytrusy, musicie zmuszać się do stosowania ciężkiego piżma aż do wiosny! :) Dziś przygotowałam dla Was zarówno słodkie, a wśród nich lżejsze i cięższe zapachy, jak i te bardzo intensywne i aromatyczne.

perfumy na jesień i zimę

Perfumy na jesień i zimę - słodkie 


1. D&G The one to przepięknie ciepły, kwiatowo-owocowy zapach z nutą wanilii. Zwraca na siebie dość dużą uwagę, ale nie jest "krzykliwy" ani nie daje po nosie, to raczej delikatne perfumy. Gdy je noszę, zawsze zbieram komplementy od płci przeciwnej :) KLIK

2. Britney Spears Fantasy - jeśli nigdy nie kupiłybyście same z siebie perfum Britney, to nie jesteście wcale w mniejszości. Ja sięgnęłam po nie kilka lat temu w Rossmannie tylko dlatego, że zaciekawiła mnie dziwna buteleczka, nie wiedząc czyim nazwiskiem są sygnowane. Muszę przyznać jednak, że od razu je kupiłam, bo to bardzo uroczy i wcale nie oklepany zapach! Pełen słodkości, ale tej wyrafinowanej, bo zamiast landrynek znajdziecie tam białą czekoladę. Pachnie jak gorąca, biała czekolada z bitą śmietaną. I bardzo długo się utrzymuje! KLIK

3. Guerlain La Petite Robe Noir to moim zdaniem bardzo klasyczny zapach, ale nadal po stronie słodkich. Trochę wiśniowy, trochę migdałowy. Słodki, z delikatnym pazurem. Ja polecam wersję różową właśnie - KLIK

4. Jessica Simpson Fancy to moje kolejne celebryckie odkrycie, które pachnie bardzo wyrafinowanie i w ogóle nie przywodzi na myśl tanich perfum. W skrócie? To pieczona gruszka oblana sporą, naprawdę sporą ilością karmelu. Fanki tego typu zapachów pokochają te perfumy od razu! To wręcz idealne perfumy na jesień i zimę, no i bardzo tanie. Niestety trzeba szukać ich online - KLIK

5. D&B Pour Femme to słodka wersja perfum dla tych z Was, które lubią słodycz wyważoną i coś, co nie zdominuje od razu całego pomieszczenia. To bardzo uroczy, kobiecy zapach. Słodko-pudrowy, w którego nutach dominują pianki marshmallow, wanilia oraz malina. Koniecznie go przetestujcie! KLIK

6. La Vie Est Belle, czy ktoś nie zna jeszcze tego zapachu? Mimo wszystko musi pojawić się w tego typu zestawieniu, bo to wręcz jesienno-zimowy klasyk. Słodycz z irysem i otulającą nutą czekoladowych pralinek. Baaardzo słodki zapach i bardzo trwały! KLIK

7. Lancome Hypnose to dla wielu perfumomaniaków zapach... gumy Donald :) Pamiętacie ją z lat 90-tych? Jedno trzeba przyznać - jest bardzo niepowtarzalny i wręcz niemożliwe jest pomylić go z czymś innym. KLIK

8. Victor&Rolf Bonbon to zapach dla fanek słodkości takiej, po której aż bolą zęby :) Nazwa oznacza po prostu pralinki, cukierki i to dokładnie takie perfumy. Boleśnie słodkie! Jeśli lubicie słodycz, polecam: KLIK

9. Diesel Loverdose to raczej tanie, korzenno-słodkie perfumy z pazurem. Dla fanek tych z Was, które szukają zapachu nie do końca tylko słodkiego. KLIK

perfumy na jesień i zimę

Perfumy na jesień i zimę - intensywne


1. Kenzo Amour to jedne z moich pierwszych perfum! Podkradane najpierw mamie, ale po czasie skończyłam również ze swoją buteleczką. Zdecydowanie zbyt "dojrzałe" jak na nastolatkę, no ale już od samego początku lokowałam swój gust w wyższej półce, co potem mocno odbiło się na moim portfelu i odbija się do dziś :D

2. Lolita Lempicka to słodycz, lukrecja ale i trochę rogów, bo to na pewno nie typowy, słodki zapach pełen cukru. Długo był moim absolutnym ulubieńcem, ale trochę mi już z nim przeszło :) Mimo wszystko bardzo polecam sprawdzić! KLIK

3. Gucci Guilty zachwyci wszystkie z Was, które lubią intensywne, bogate zapachy. Ten kojarzy mi się z osobami o silnym charakterze i świetnie sprawdzi się u osób na wysokich lub ważnych stanowiskach. KLIK

4. Thierry Mugler Alien to zapach... dziwny i nie z tej ziemi! Jak sama nazwa wskazuje. Właściwie to po prostu bardzo intensywny, niepowtarzalny i szalenie trwały jaśmin. Jeśli lubicie białe kwiaty, musicie go poznać! KLIK

5. Kenzo Jungle Elephant to dla mnie zapach niesamowicie ciepły, korzenny, intensywny, słodko-przyprawowy, lekko świdrujący. Niepowtarzalny i nie sposób z niczym go pomylić! KLIK

6. Calvin Klein Euphoria to perfumy, które właściwie ciężko opisać. Na pewno wiele z Was je zna, bo to dość popularny zapach. Łatwy do rozpoznania i szalenie intensywny. Charakterny, drzewno-kwiatowy. KLIK

7. Lady Million, czyli przepiękne, ciepłe w odbiorze kwiaty. Bardzo radosny zapach, właściwie na każdą porę roku, ale najbardziej lubię go właśnie jako perfumy na lato i zimę. Bardzo trwały! KLIK

8. Shalimar Parfum Initial to zapach klasyczny i elegancki. Wyczuwalny, ale nie niesamowicie intensywny, jednak ma pewnego rodzaju niepowtarzalną klasę. Lekko pudrowy. Przywodzi mi na myśl bardzo elegancką kobietę w ołówkowej spódnicy i szpilkach :) 

9. Versace Crystal Noir to jeden z moich ulubieńców, a przede wszystkim zapach bardzo seksowny! Intensywny, głęboki, z odrobiną kokosa i nut drzewnych... Uwodzicielski, zmysłowy i elegancki. Niekoniecznie pasuje do dżinsów  i t-shirtu, raczej wieczorowy :) KLIK

***
Co dopisałybyście do listy? Koniecznie dajcie mi znać i nie zapomnijcie zaobserwować mnie na INSTAGRAMIE, gdzie znajdziecie więcej mojego życia prywatnego! :)



Czytaj dalej

czwartek, 13 września 2018

Od ortodoksyjnej włosomaniaczki do minimalistki, czyli jak zmieniło się moje podejście

Jeśli ktoś czyta mojego bloga od dobrych kilku lat wie, że na włosach od tamtej pory miałam praktycznie wszystko. Każdy rodzaj domowej maseczki na jaki możecie wpaść, większość polecanych hitów i sposobów podbijających internet, prawie wszystkie półprodukty... Wpadając w wir włosomaniactwa chciałam testować jak najwięcej i sądziłam, że im więcej czasu poświęcę włosom oraz im więcej na nie nałożę, tym ładniej będą wyglądać. Poświęcałam się nawet wykonując płukanki z keratyny, śmierdzącej zgniłym jajem czy wcierki z kozieradki o zapachu czegoś pomiędzy tanim kurczakiem z rożna, a rosołem z proszku. Dziś doszłam do momentu, w którym moja pielęgnacja wygląda zupeeełnie inaczej!


Odrodoksyjna włosomaniaczka, czyli jak to się zaczęło


Jak każda włosomaniaczka, swoją "świadomą" pielęgnację zaczęłam od odstawienia silikonów, co skończyło się bardzo źle. Później przeszłam przez etap "im więcej tym lepiej", nakładając na włosy właściwie wszystko! Testowałam na nich najróżniejsze specyfiki i mieszanki, przez co wciąż nie mogłam dojść do upragnionego efektu, bo był to po prostu zbyt duży misz masz. Po pewnym czasie odkryłam, że moim włosom służą jednak zarówno silikony jak i porządne porcje olejów, które powinny stanowić bazę pielęgnacji, a proteiny i składniki nawilżające być jedynie dodatkiem. To pozwoliło mi uzyskać naprawdę świetny efekt i... zachłysnąć się nim. Perfekcyjny wygląd moich włosów był dla mnie priorytetem i poświęcałam naprawdę sporo czasu, aby go uzyskać. Muszę przyznać, że szło mi to bardzo dobrze, bo moje włosy wyglądały każdego dnia świetnie, jednak w tym wszystkim zabrakło jednego - luzu.

Zmęczona, ledwo stojąca na nogach zamiast iść spać, maszerowałam do łazienki naolejować włosy, a następnie odczekać godzinę do mycia, podczas którego wykonywałam całkiem sporo kroków. Długo, zdecydowanie za długo nie zrobiłam upragnionych refleksów, bo przecież na pewno zniszczą mi włosy (nawet jeśli, to co z tego?), używałam jedynie szczotek z włosia dzika i poprzez wszelkie eksperymenty nabyłam tak dużej wiedzy, że obecnie wiem jak doprowadzić moje włosy do idealnego stanu nawet np. po rozjaśnianiu, co zresztą szybko zrobiłam po zeszłorocznych eksperymentach z kolorami. Mimo tego, zamiast cieszyć się świetnym stanem włosów i wrzucić na luz, chodząc czasami spać w mokrych czy związując je byle jak albo używając samej odżywki albo i samego szamponu, zamiast całego zestawu, sama narzuciłam sobie konieczność wzorowej pielęgnacji. Błąd!


Dlaczego zmieniłam podejście?


Punktem kulminacyjnym, w którym zrozumiałam, że coś tu jednak jest troszkę nie tak, był moment, w którym rozjaśniłam włosy, a właściwie chwilę przed. Kto mnie zna wie, że o ich rozjaśnieniu mówiłam już znacznie, znacznie wcześniej, jednak ciągle miałam w głowie myśl, że przecież zniszczę włosy i zaprzepaszczę lata pielęgnacji, zmieni się ich porowatość wysuszą się końce... Nie zrozumcie mnie źle, nadal dbam bardzo mocno o swoje włosy, jednak moment, w którym mam ochotę na zmianę koloru na jaśniejszy i nie robię tego, bo nie pozwala mi na to własnoręcznie narzucony kodeks włosomaniaczki, otworzył mi mocno oczy. Po miesiącach (!) rozważań postanowiłam: trudno, to tylko włosy, odrosną! Z resztą, byłam świadoma, że nawet jeśli je zniszczę, to z obecną wiedzą bardzo szybko powrócę do ich pierwotnego stanu. I zgadnijcie co? Nic właściwie się im nie stało. Nie spadł grad z nieba za grzechy na włosomaniactwie, nie spaliły mi się końce, nie wypadły mi włosy z połowy głowy. Refleksy powtórzyłam nawet kilkukrotnie i miałam całkiem jasne włosy! TUTAJ post z pierwszego rozjaśniania, a TUTAJ z drugiego. Z refleksów zrezygnowałam później w sumie naturalnie, ale jak teraz na nie patrzę, to mam ochotę je powtórzyć :)

To już dość mocno zmieniło moje podejście z ortodoksyjnej włosomaniaczki na bardziej "YOLO" włosomaniaczkę, a następnym krokiem było już tylko ścięcie moich włosów na boba. Tak, tych włosów o które dbałam przez kilka lat jak o własne dzieci (których nie mam :)) i tych samych, na które chuchałam i dmuchałam. I te dwa kroki właśnie zmieniły znacznie moje podejście.


Jak wygląda to teraz?


Moja pielęgnacja stała się zdecydowanie bardziej minimalistyczna. Oczywiście moja łazienka nadal wygląda jak magazyn, a zapasy są zdecydowanie zbyt duże, jednak raczej nie nakładam pięciu kosmetyków na raz, a ograniczam się do mniejszej ich ilości. Jeśli wiem, że będę olejować moje włosy, to nie nakładam na nie później maski z dodatkowym olejkiem, odżywki, serum i mgiełki, a raczej jedną, ale porządną maskę (polecam moje ostatnie ODKRYCIE) i serum na końce. I wiecie co? Naprawdę im to służy. Nawet nieco rzadsze olejowanie, bo wcale nie przed każdym myciem, jak miałam to w zwyczaju, wydaje się być dla nich lepszą opcją. Jedno jest tutaj jednak bardzo ważne - stosowane przeze mnie produkty są bardzo przemyślane i dobrze dobrane pod kątem potrzeb moich włosów. Nie jest to więc zmiana z całego zestawu na byle jaki jeden kosmetyk, a raczej bardziej świadoma pielęgnacja, która daje więcej i lepiej przy mniejszej ilości produktów oraz poświęconego czasu. Poza tym, moje podejście do włosów jest bardziej luźne. Jeśli nie chce mi się ich olejować, po prostu tego nie robię. Jeśli mam ochotę pływać przez cały dzień w morskiej wodzie, a potem wystawić je na słońce, to po prostu nakładam odrobinę olejku lub mgiełkę z dobrym filtrem i cieszę się życiem, zamiast chować je obsesyjnie pod kapelusz czy chronić przed zamoczeniem za wszelką cenę. W ten sam sposób staram się postępować na każdym kroku, jednocześnie stawiając na bardzo dobre jakościowo (wcale niekoniecznie drogie!) produkty, które wiem, że przyniosą moim włosom same korzyści. Jednocześnie pamiętam, że to... tylko włosy! Wyświechtana prawda, ale nadal prawda. :)


***
A Wy? Jakie macie podejście? Bardziej minimalistyczne czy może ortodoksyjne?
Czytaj dalej