urodaiwlosy.pl

FBemailTwitterlinklink

piątek, 30 stycznia 2015

Manicure hybrydowy w domu - jak wykonać, co o nim sądzę?

Dzisiejszy temat to praktycznie post "na zamówienie", ponieważ wiele z Was jest zainteresowane manicure hybrydowym, a konkretniej jego wykonywaniem w domu. Ten typ manicure stał się ostatnio bardzo popularny, wcale nie bez przyczyny. Sama mam za sobą zarówno hybrydy prosto z salonu jak i te wykonywane przeze mnie w domowych warunkach, a ostatnio na paznokciach noszę praktycznie tylko hybrydki, głównie ze względu na niesamowitą wygodę. Jeśli interesuje Was ten temat, zapraszam do czytania :)

Manicure hybrydowy w domu, jak wykonać manicure hybrydowy

Czym jest manicure hybrydowy?

Hybrydy to połączenie klasycznego lakieru i żelu. Taki manicure jest przede wszystkim trwalszy, bo wytrzymuje średnio od 2 do 3 tygodniu lub dłużej, ma większy połysk przez cały czas jego trwania na paznokciach oraz wymaga użycia lampy UV. Lakier nakłada się na naturalną płytkę. Obecnie usługę wykonywania hybryd świadczy większość salonów, jednak osobiście bardzo polecam zainteresowanie się wykonywaniem hybryd w domu, ponieważ nie jest to wcale tak trudne, jakim się wydaje. 

Dlaczego hybrydy są lepsze (moim zdaniem) od klasycznego manicure?

Osobiście bardzo nie lubię samej czynności malowania paznokci, a dodatkowo w moim przypadku zwykły lakier zazwyczaj nie utrzymuje się dłużej niż 2-3 dni. Należę także do tych osób, u których minimalny odprysk kwalifikuje się już do zmycia, stąd też pewnie tak krótki okres jego noszenia :) Nie mówiąc już o wszelkich odgnieceniach od kołdry, włosów, dżinsów... Jednocześnie bardzo nie lubię mieć "gołych" paznokci. Poza tym, moje paznokcie są dość cienkie z natury, więc klasyczny lakier jest na nich bardzo nietrwały. Hybrydy utrzymują się u mnie dwa tygodnie i na pewno wytrzymałyby dłużej, gdyby nie odrost, który pojawia się po tym czasie i który zmusza mnie do ich usunięcia. Dzięki manicure hybrydowemu maluję paznokcie dwa razy w miesiącu, a jednocześnie przez 30 dni są one w nienagannym stanie. Dodatkowo hybrydy cechują się też wspomnianym wyżej wysokim połyskiem oraz naturalnie utwardzają płytkę, co pomaga w zapuszczeniu naturalnych paznokci.

Czy hybrydy niszczą płytkę?

Poprawnie wykonany manicure hybrydowy nie niszczy płytki paznokcia a wręcz przeciwnie, wzmacnia ją, poprzez fakt, że pozwala jej na spokojne rośnięcie z dala od wszelakich złamań czy zadrapań. Niestety, część kosmetyczek nie będzie mieć takiej cierpliwości, której wymaga odpowiednie wykonanie hybryd. Podstawą, dzięki której nasza płytka pozostanie w nienaruszonym stanie, jest bardzo delikatne zmatowienie jej bloczkiem przed nałożeniem oraz odpowiednie ściągnięcie hybryd, o czym później. Dla przykładu, ostatnio z usunięciem hybryd firmy CND  z dwóch paznokci dodatkowo przyprószonych brokatem męczyłam się dosłownie godzinę, dzięki czemu mam nauczkę, aby odpuścić sobie brokat, definitywnie :) Ściąganie samych hybryd jest jednak o wiele sprawniejsze i trwa szybciutko.

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Marta (@urodaiwlosyblog)

Czego potrzebujemy do wykonania manicure hybrydowego?

Najlepiej zaopatrzyć się od razu w pełen zestaw. Podstawą jest dobra baza, top coat oraz oczywiście wybrany kolorowy lakier. Ja używam tych firmy Semilac ze względu na bardzo dobrą jakość i w miarę niską cenę, zamawiam w sklepach online albo na allegro. Koszt bazy, topu i jednego lakieru to ok. 70 zł. Poza tym na pewno niezbędny będzie pilniczek, lakier z acetonem do późniejszego zmycia hybryd (na zdjęciu Isana z Rossmanna - taniutka i najlepsza), bloczek polerski do zmatowienia płytki (na zdjęciu kupiony w Kauflandzie za grosze) oraz patyczki do odsuwania skórek oraz ściągania hybryd. Do dostania także m. in. w Kauflandzie. Bardzo dobrze byłoby mieć również preparat zmiękczający skórki, ponieważ ich nienaganny stan jest bardzo istotny, o czym później. Ten z Wibo z Rossmanna świetnie się sprawdza i kosztuje grosze. Oczywiście niezbędna jest także lampa UV. Moją lampę mam w domu już dobre kilka lat, więc nie musiałam jej kupować, ale ich koszt to kilkadziesiąt złotych. Wiem, że są również małe latarki UV czy lampy na jeden palec, które jeśli się nie mylę ma w swojej ofercie Essence. Oczywiście do tego konieczny jest wydatek 3 zł na waciki i folię aluminiową (KLIK KLIK) :))

manicure hybrydowy w domu, jak wykonać manicure hybrydowy

Jak wykonać manicure hybrydowy?

Przed nałożeniem bazy należy delikatnie zmatowić (opiłować) płytkę paznokcia bloczkiem polerskim oraz odtłuścić cleanerem. W moim przypadku cleaner, płyn do ściągania hybryd oraz płyn do ich przemywania to wszystko rossmannowska Isana, która sprawdza się perfekcyjnie, więc osobiście niekoniecznie polecam wydawania pieniędzy na każdy produkt z osobna, ale to zależy już od Was. Później nakładamy jedną cienką warstwę bazy, którą utrwalamy w lampie 2 minuty. Następnie kładziemy jedną warstwę koloru, utrwalamy dwie minuty, drugą warstwę koloru, utrwalamy dwie minuty, a na koniec jedną warstwę topu, który także utrwalamy, jednak osobiście tutaj przedłużam czas do 4 minut, aby mieć pewność co do utrwalenia. Na koniec przemywamy paznokcie cleanerem (u mnie Isaną :)), aby pozbyć się lepkiej warstwy. Voila! Należy jednak pamiętać o kilku rzeczach:

- jakiekolwiek zalanie skórek w 99% spowoduje podejście powietrza pod lakier i jego zniszczenie w dość szybkim tempie, dlatego tak ważny jest nienaganny stan skórek oraz ich odsunięcie przed malowaniem
- lepiej nakładać kilka cienkich warstw niż jedną grubą, ponieważ w innym wypadku mogą się one pofałdować przy utrwalaniu w lampie
- kciuki polecam wykonywać osobno, ponieważ zdarza się, że lakier spływa przed utrwaleniem i konieczne jest wykonanie ich od nowa
- zdecydowanie łatwiej wykonać taki manicure sobie samemu niż komuś, dlatego bardzo podziwiam osoby, które robią cuda na paznokciach drugiej osobie. Sama robiłam hybrydy mamie i o wiele lepiej wychodzą mi na własnych paznokciach :)

manicure hybrydowy w domu, jak wykonać manicure hybrydowy

Jak usunąć lakier hybrydowy?

Część salonów usuwa hybrydy tak samo jak żele, czyli poprzez ich spiłowanie. Zdecydowanie nie polecam tej czynności! Hybrydy bardzo ładnie schodzą jeśli zawiniemy je w wacik nasączony acetonem (zmywaczem z acetonem) a następnie wacik owiniemy folią aluminiową. Po 10 minutach część lakieru sama odejdzie a część będzie wymagała delikatnego (bez użycia zbytniej siły) zsunięcia drewnianym patyczkiem. W przypadku bardzo twardych osobników czasem konieczne jest wstępne przypiłowania hybrydy (samego koloru!), aby całość łatwiej zeszła. Osobiście uważam, że lepiej potrzymać paznokcie w folii 5 minut dłużej niż na siłę zeskrobywać lakier. Jakiekolwiek odrywanie hybryd oczywiście również skutkuje uszkodzeniem płytki, dlatego tak bardzo istotny jest sposób ich usuwania. 

manicure hybrydowy w domu, jak wykonać manicure hybrydowy

Czy lakier hybrydowy szybko odrasta?

U mnie paznokcie po dwóch tygodniach wyglądają tak, jak na zdjęciu poniżej. To, czy jest to dla Was stan do przyjęcia czy nie, zależy od Was. Mnie taki odrost już mocno denerwuje, dlatego też wykonuję manicure co dwa tygodnie. Wiem, że część osób po czasie zamalowuje odrost zwykłym lakierem, jednak moim zdaniem różnica między hybrydą a klasycznym lakierem jest zbyt widoczna, bo hybrydy są przede wszystkim grubsze, ale i bardziej błyszczące.

Komu polecam manicure hybrydowy?

Przede wszystkim osobom, które nie przepadają za malowaniem paznokci ale uwielbiają mieć ładny manicure jak najdłużej :) Również tym z Was, których dłonie są wizytówką np. w pracy, lub tym, które dużo pracują dłońmi przez co klasyczny lakier nie wytrzymuje dnia. Hybrydy sprawdzą się także u osób, które mają problem z zapuszczeniem długości, ponieważ hybryda wzmocni naturalną płytkę i pozwoli na zapuszczenie dłuższych paznokci bez ich złamania. Nie polecam ich jednak osobom, które lubią często zmieniać kolory.


Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Marta (@urodaiwlosyblog)

Mam nadzieję, że zaspokoiłam Waszą ciekawość :) Jeśli zapomniałam o czymś napisać i macie jakieś pytania - piszcie w komentarzu! :)
Czytaj dalej

sobota, 24 stycznia 2015

Swietna alternatywa dla silikonów - Yves Rocher serum wygładzające do włosów

   Praktycznie każdy kosmetyk do włosów Yves Rocher skrada moje serce, choć na pewno ma na to wpływ fakt, że sięgam tylko po te z bardzo dobrym składem, o które w przypadku tej marki nie trudno. Cieszę się, że Yves Rocher ma swoje sklepy stacjonarne, bo w innym wypadku prawdopodobnie odpuściłabym sobie zakupy. Dzisiaj mam dla Was kilka słów o bardzo ciekawym serum przeciw puszeniu się włosów, które różni się od innych produktów tego typu tym, że nie zawiera silikonów. 


   Co prawda w przypadku ograniczenia puszenia silikony radzą sobie świetnie, jednak nie każdy lubi po nie sięgać z różnych powodów. Tutaj sprawdzi się właśnie idealnie serum wygładzające do włosów Yves Rocher, którego skład bazuje na dwóch olejkach: jojoba i słonecznikowym. Co prawda zamiast słonecznikowego wolałabym coś bardziej wyszukanego, ale nie narzekam :) Poza tym, olej jojoba znajduje się bardzo wysoko w składzie. Poza olejkami mamy w nim także inne emolienty czy np. pantenol. Serum ma wygładzać włosy na 48 godzin. 


   Serum YR nie ma ani konsystencji ani działania tradycyjnego silikonowego serum nakładanego tylko na końcówki. Jest czymś na pograniczu serum a odżywki bez spłukiwania. Producent radzi nakładać odpowiednią porcję na całą długość włosów po myciu i faktycznie ten sposób się sprawdza, chociaż sama lubię stosować je po prostu w ciągu dnia, rozcierając odrobinę w dłoniach i nakładając na włosy na długości od ucha w dół. Produkt ma lekką konsystencję, więc nie przeciąża włosów, jednak na całą długość faktycznie lepiej nakładać go jedynie po myciu, inaczej prawdopodobnie pożegnamy się z objętością. Bardzo fajnie wygładza włosy, choć nie robi tego na takiej samej zasadzie jak silikony. Nie jest to natychmiastowy efekt wizualny zaraz po nałożeniu, tak jak w przypadku silikonów, ale kilka minut po. W tym czasie serum wchłania się i włosy wyglądają jak po nałożeniu dobrej składowo odżywki. Są gładkie, zdyscyplinowane i dociążone. Czy na 48 godzin? Raczej nie :) ale na pewno na wystarczająco długo, czyli cały dzień poza domem. Chyba największym plusem serum YR, dzięki któremu przeważa ono nad tradycyjnymi produktami wygładzającymi z silikonami jest fakt, że YR faktycznie na bieżąco pielęgnuje włosy. 


   Najlepiej sprawdzi się w przypadku włosów kręconych oraz wysokoporowatych, szczególnie tych falowanych czy też "nieokreślonych" w skręcie :) W ich przypadku może być faktycznie wybawieniem i warto nosić je na co dzień w torebce. Dzięki poręcznej pompce i pojemności (100 ml), bez problemu można sięgać po nie w ciągu dnia. Naprawdę polecam spróbować głównie posiadaczkom właśnie tych typów włosów, bo możecie się z nim bardzo polubić.


  Nie przepadam do końca jedynie za jego zapachem. Nie pachnie brzydko, ale daleko mu do migdałowych zapachów tradycyjnych silikonowych "olejków". Ma standardowy dla YR świeżo-ziołowy zapach, ale niedrażniący i nieutrzymujący się długo na włosach. Serum w standardowej cenie kosztuje ok 22 zł, ale obecnie jest na nie promocja 50% :) 

   Tym z Was, które wolą jednak pozostać przy połączeniu naturalnych olejów z zabezpieczającymi silikonami polecam zerknąć na te z nowych serii Dove, Ten z serii "dry oil" ma przykładowo w składzie poza silikonami 6 olejów roślinnych, więc całkiem fajnie! Obecnie są w dość dużej promocji w SuperPharmie (KLIK!)



Czytaj dalej

wtorek, 20 stycznia 2015

Maski do włosów Kallos - którą wybrać i co o nich sądzę?

   Maski do włosów Kallos to już klasyk w pielęgnacji włosów wielu dziewczyn, także w mojej. Kallosy nieustannie towarzyszą mi praktycznie od początku istnienia bloga, jednak do tej pory nie pojawił się tutaj żaden konkretny tekst na ich temat, mimo że wiele razy polecałam Wam je przy innych okazjach. Z racji tego, że są one coraz bardziej popularne i coraz lepiej dostępne stacjonarnie, dzisiaj mam dla Was parę słów o moim zdaniu na temat tych masek. Jeśli chcecie wiedzieć dlaczego tak bardzo je lubię, u kogo się sprawdzą i po jaki rodzaj sięgnąć, czytajcie dalej :)

maski do włosów Kallos

Dlaczego lubię Kallosy?

   Obecnie zawsze przynajmniej jedno litrowe opakowanie stoi w mojej łazience i nie chciałabym, aby nagle maski te przestały być produkowane. Swoją przygodę zaczęłam od wersji Latte, która tak naprawdę Kallosem nie jest, ponieważ produkuje ją firma Serical, jednakże tak już się forma "Kallos Latte" utarła, że sama też jej używam i wybaczcie mi to uproszczenie. Wydaje mi się jednak, że Serical i Kallos to ten sam koncern, ale mogę się mylić. Po Latte przetestowałam wiele innych, już prawdziwych Kallosów i większość dawała na moich włosach podobny efekt - wygładzone, zdyscyplinowane ale pełne objętości włosy. Wszystkie maski tej firmy mają krótkie i sensowne składy, które opierają się zazwyczaj na cetearyl alcohol (alkohol tłuszczowy, emolient, nieszkodliwy (!) oraz cetrimonium chloride (emulgator, antystatyk). W zależności od rodzaju do tej bazy dodany jest olej lub dwa albo różnego rodzaju proteiny, czasem witaminy i to właśnie ich największa zaleta. Składy są proste, ale konkretne, niewypełnione bezsensownymi dodatkami. Łatwo więc w ich przypadku zgadnąć, w przypadku których włosów się sprawdzą. Jeśli wiecie, że Wasze włosy lubią konkretny olej, bez wahania sięgnijcie po Kallosa z nim w składzie. Jeśli lubią proteiny, wiecie co robić :) Poza tym, maski te są śmiesznie tanie (10-12 zł) przy jednoczesnych ogromnych pojemnościach (1000 ml). Są superuniwersalne, ponieważ sprawdzają się w moim przypadku po pierwsze do mycia, a po drugie jako tradycyjne maski na 3 minuty i na 20, choć w tym drugim przypadku wygładzają włosy lepiej. Część nie zawiera silikonów a część tak, jednak jeśli już, są to zazwyczaj dwa silikony: dimethicone i cyclopentasiloxane, z czego jeden jest bardzo łatwo zmywalny a drugi lotny, więc jeśli nie unikacie ich specjalnie, to i te maski z silikonami sprawdzą się do mycia. W wielu przypadkach zapach masek jest bardzo ładny i o dziwo utrzymuje się dość długo na włosach. Poza Blueberry, która zamiast jagodami pachnie syntetyczną różą, której osobiście bardzo nie lubię :)

maski do włosów Kallos


U kogo się sprawdzą?

   Jeśli oczekujecie efektu jak po wyjściu od fryzjera, odłóżcie to 10 zł na inną maskę, ponieważ żaden z Kallosów raczej Wam go nie zapewni. Są to maski z rodzaju "nie robią efektu wow, ale jakimś cudem włosy zawsze dobrze po nich wyglądają". ;) Raczej pasują każdemu, z małymi wyjątkami. Fajnie wygładzają włosy, można po nie także sięgnąć w przypadku braku czasu na dłuższy rytuał pielęgnacyjny. Dodatkowo przetestować powinna je każda z Was, która lubi lub planuje zacząć myć włosy odżywką. 

Którego Kallosa wybrać?

   Składy tych masek są na tyle proste, że nie powinnyście mieć problemu z ich chociaż pobieżnym rozszyfrowaniem. Wyżej wyjaśniłam Wam dwa główne składniki każdej z masek, natomiast w wyborze warto kierować się właśnie tym dodatkowym składnikiem lub kilkoma, charakterystycznym dla każdego rodzaju. Maski Blueberry, Color, Omega, Banana czy Silk to maski emolientowe, których dodatkowym składnikiem są oleje. Algae, Keratin czy Chocolate to maski z dodatkiem protein do tej samej bazy. 

maski do włosów Kallos

Gdzie kupić?

   Tak jak wspomniałam wyżej, Kallosy są już dostępne w wielu miejscach stacjonarnie. Sama kupuję swoje w Hebe, w którym z resztą bardzo często jest na nie promocja, więc można kupić je jeszcze bajecznie taniej. Polecam sprawdzanie na bieżąco promocji (KLIK!). Wiem, że można je też dorwać już w Drogeriach Polskich oraz w Dayli :) Poza tym, można je też oczywiście dostać w internecie, chociażby na allegro.

Czytaj dalej