urodaiwlosy.pl

FBemailTwitterlinklink

wtorek, 9 lutego 2016

Dlaczego warto mieć swój uniform, czyli jak wyglądać dobrze w 5 minut

Gdy sięgnę pamięcią do gimnazjum czy liceum, widzę wypełnioną po brzegi szmatkami szafę i odwieczny problem "nie mam się w co ubrać". Paradoks? Możliwe, ale na pewno znany większości z Was. Kwestia minimalizmu w szafie i dokonywania słusznych wyborów zakupowych to kwestia na inny post, ale dziś zajmiemy się czymś, co znacznie ulepsza naszą szafę i usprawnia proces porannego wyboru stroju. Dziś bowiem wyjątkowo nie o urodzie, a o... uniformie!



Czym jest uniform? 


To nasz własny zestaw ciuchów, który jest prosty i uniwersalny oraz pasuje do większości czynności, jakimi zajmujemy się na co dzień. Nie wymaga specjalnych dodatków ani przygotowania, ale za to czujemy się w nim w 100% dobrze i wiemy, że wyglądamy w nim również dobrze. Nie chodzi o konkretne rzeczy, ale raczej kategorie rzeczy, z jakich do stworzymy. Uniform powinien być złożony z rzeczy w dobrym stanie i dobrej jakości, zawsze gotowych do zarzucenia na siebie w pięć minut i wyjścia z domu z dobrym humorem, zamiast z niedopasowanymi do siebie ubraniami. :) Powinien być również całkowicie dopasowany do nas samych. 

Mój uniform


Obecnie od dłuższego już czasu składa się on z kilku podstawowych rzeczy: tshirtu (biały, w paski lub szary), dżinsowego, klasycznego dołu w zależności od pory roku i pogody, skórzanej ramoneski lub prostego, rozpinanego swetra, wygodnych butów na co dzień (w zależności od pory roku czy okazji - baleriny, sandałki, Conversy lub zimą czarne botki płaskie lub na słupku) oraz prostej torebki i prostych, złotych dodatków (zegarek, delikatny naszyjnik, małe kolczyki). Jak widać bazuje on raczej na klasykach, jednak ich takie a nie inne połączenie pasuje do mnie najbardziej. Mój uniform w wersji na chłodniejsze dni widzicie na zdjęciu powyżej. W mojej szafie nigdy nie brakuje tshirtów - gładkich, szarych i białych oraz tych w biało-granatowe lub biało-czarne paski. Dżinsy są zazwyczaj albo ciemno-granatowe albo czarne, za to obecnie ulubiona ramoneska to ta ze Stradivariusa, która zastąpiła w tamtym roku poprzednią, z Cubusa :) Buty w moim uniformie to albo trampki (na 99% Converse, na zdjęciu akurat całkiem nowa para na nowy sezon :)) albo czarne baleriny czy proste sandałki. Skórzaną torebkę ze zdjęcia kupiłam dawno temu w SH i szczerze ją uwielbiam. Szukam od dawna nowej wersji, ale nigdzie nie umiem znaleźć torebki w podobnym rozmiarze i podobnej jakości.









W wersji letniej jest podobnie, tylko zmienia się oczywiście długość dołu no i to, co zarzucam na siebie. W ramoneskach i prostych kardiganach chodzę praktycznie cały rok nie licząc zimy. Zawsze staram się, aby w mojej szafie nie zabrakło żadnego elementu mojego uniformu, więc gdy tylko zaczynam odczuwać deficyt prostych tshirtów czy ciemnych dżinsów, od razu wybieram się na zakupy po nowe. Moje ulubione sklepy jeśli chodzi o spodnie to Stradivarius i Pull&Bear, ponieważ mój rozmiar zawsze leży na mnie idealnie i jeszcze żadna para nie rozciągnęła mi się tak szybko, jak np. większość dżinsów z Zary czy H&M. Tshirty kupuję najczęściej w Stradivariusie, Mango lub C&A - w tym ostatnim sklepie łatwo znaleźć dobre składowo proste koszulki w dobrej cenie, np. 12,90. Kardigany ze świetnym składem (kaszmirowe, wełniane) można znaleźć za grosze w SH! Lubię też te z H&M, o ile nie są z samego akrylu :)

Dlaczego warto mieć swój?


Wypracowanie mojego uniformu zajęło mi dużo czasu, a wynikało to z tego, że jako nastolatka nie do końca wiedziałam co tak w ogóle mi się podoba. Krążyłam między kokardkami po koszule w kratę, od leginsów po niepasujące do mnie słodkie sukienki. Posiadanie własnego uniformu jest moim zdaniem bardzo istotne z dwóch głównych powodów:

1. Uniform eliminuje dni, w czasie których zakładamy na siebie w pośpiechu byle co i źle czujemy się przez cały dzień. 

2. Wyznacza w pewien sposób styl, za którym warto podążać - najczęściej uniform jest automatycznie instynktowym wyznacznikiem naszego stylu i rzeczy, które podobają nam się najbardziej.



Jeśli nie macie jeszcze swojego uniformu, koniecznie spróbujcie go wypracować. Pomaga w tym spisanie sobie na kartce rzeczy, które lubicie nosić lub dodanie odpowiadających Wam strojów do tablicy np. na Pintereście, a później przejrzenie jej w poszukiwaniu wspólnych cech. Możecie też wpaść na jedną z moich tablic. :) Oczywiście, Wasz uniform może wyglądać zupełnie inaczej niż mój. Dla przykładu, jeśli na co dzień pracujecie w biurze lub w korporacji, Waszym uniformem może być biała koszula, czarne spodnie czy spódnica ołówkowa i szpilki. Jeśli śmigacie z dziećmi, ramoneskę może zastąpić szara bluza itd. Wszystko zależy od Was :)

*
Mam nadzieję, że podobała Wam się ta odmiana od tematów urodowych. Planuję dla Was również post o "uniformie" w makijażu do stworzenia w 5 minut. Dajcie mi koniecznie znać czy macie swój uniform a jeśli tak, to jak on wygląda!
Czytaj dalej

niedziela, 7 lutego 2016

Szybki sposób na złagodzenie zbyt mocnego lub wysuszającego szamponu

Jak pewnie zdążyłyście już zauważyć, uwielbiam niekonwencjonalne, szybkie tricki na zasadzie "dodaj coś do czegoś" lub "użyj czegoś przed czymś". Zazwyczaj wpadam na nie sama, co wynika z mojej naturalnej potrzeby mieszania wszystkiego co się nawinie i szukanie niekoniecznie standardowych rozwiązań. Dziś mam dla Was trick włosowy, który odkryłam przypadkiem i który sama stosuję już od pewnego czasu bardzo często. Pomaga on złagodzić zbyt mocny szampon lub po prostu zadbać bardziej o nawilżenie włosów przez niewystawianie ich na mocne działanie detergentów.


Sposób ten jest hybrydą mycia maską i tradycyjnego mycia szamponem. Chodzi o nic innego niż mieszanie odpowiedniej maski lub odżywki z szamponem w proporcji 2:1 i mycie włosów taką mieszanką! To trochę oszukana metoda mycia maską dla tych z Was, u których takie mycie nie sprawdza się dobrze, ze względu na niedomywanie włosów czy brak objętości. Metoda sprawdzi się świetnie również u kręconowłosych, bo może podbić skręt, jednak tak naprawdę polecam Wam wszystkim spróbować takiego mycia. Proporcje możecie oczywiście dostosować do własnych potrzeb.

Jedyne co jest istotne to skład maski, a konkretniej obecność składników myjących, bo bez nich metoda zupełnie nie zadziała i efekt będzie odwrotny od zamierzonego. Szukamy następujących składników:

Behentrimonium chloride, Benzalkonium chloride, Cetrimonium chloride, Tallowtrimonium chloride, Tricetyldimonium chloride

Jeśli praktykujecie mycie samą odżywką czy maską, na pewno wiecie jakie sprawdzają się u Was najlepiej. Metoda mieszania z szamponem jest o tyle przyjemniejsza, że nie ma większego znaczenia jakiej maski użyjemy - może być nawet tak, która sprawdza nam się kiepsko, bo poza złagodzeniem szamponu i stworzeniem małej bariery ochronnej nie ma ona w tym przypadku szansy specjalnie zadziałać.



Najlepiej byłoby, gdyby maska nie zawierała również parafiny i dużej ilości silikonów. Co do olejków - jeśli macie suche włosy, mogą być nawet pożądane. Te skłonne do przetłuszczania bardziej polubią lżejsze maski czy odżywki. Samo mycie przebiega identycznie jak to tradycyjnie, jedynie cała mieszanka nieco mniej się pieni, jednak doczyszcza całkowicie włosy, nawet te naolejowane. 

Ja myjąc dziś włosy użyłam akurat maski z awokado Nectar of nature, za którą specjalnie nie przepadam i która zalegała w mojej szafce, a w ten sposób dziś dobiła dna i okazała się działać bardzo fajnie. Wymieszałam ją profilaktycznie z slesowym szamponem Nivea. Świetnie sprawdzają się do tego celu również np. odżywki z serii Ultra Doux (teraz w promocji KLIK) czy Kallosy. Czego możemy się spodziewać? Bardziej wygładzonych włosów, miększych i mniej suchych końców, podkreślenia skrętu a w długofalowej perspektywie zdrowszych włosów.

Przy okazji - wiem, że wiele z Was na to czekało, więc informuję, że do sprzedaży w Biedronce znów wrócił tani zamiennik szczoteczki elektrycznej Clarisonic KLIK. Tym razem sama się wybiorę, bo po opublikowaniu postu o ręcznej szczoteczce z Rossmanna wiele z Was zachwalało biedronkową. :)
Czytaj dalej

czwartek, 4 lutego 2016

Czym myć pędzle? Moje trzy ulubione produkty do czyszczenia pędzli

Mycie pędzli, zwłaszcza jeśli mają posłużyć nam długo, to wcale nie taka prosta sprawa. Choć dobre pędzle powinny być wytrzymałe, to łatwo je zniszczyć i skrócić jednocześnie ich żywot. Nie powinno się do ich mycia używać mocnych środków i choć teoretycznie najlepiej sięgnąć po te po prostu przeznaczone do tej czynności, to i tutaj bywa różnie. Jednak dzięki przestrzeganiu paru zasad w wyborze produktów do mycia pędzli możemy cieszyć się nimi długie lata! Czym myć pędzle?


Unikaj silnych środków



Mycie pędzli produktami takimi jak drogeryjne żele do kąpieli na bazie SLES czy szampony silnie oczyszczające to prosta droga do ich zniszczenia. Tego typu produkty to w dużej mierze głównie mocne detergenty, które nie są specjalnie łagodzone żadnymi odpowiednimi składnikami. Wysuszają włosie i sprawiają, że jest ono szorstkie i nieprzyjemne, wygina się i sterczy.



Szukaj środków na bazie...



...delikatnych detergentów lub z dodatkami w postaci olejków i innych emolientów. Świetne będą delikatne szampony do włosów (w końcu pędzle to też włos!), delikatne żele do twarzy, produkty przeznaczone do skór suchych i atopowych. Warto umyć pędzle stosując ten sposób, czyli mocząc je wcześniej przez parę minut (jedynie włosie) w wodzie z odrobiną olejku myjącego lub kremowego produktu, a dopiero później delikatnie czyszcząc je docelowym produktem. Jeśli nie macie olejku myjącego, spokojnie możecie wymoczyć pędzle w szamponie dla dzieci z odrobiną dowolnego olejku, np. sezamowego, który zmiękczy włosie. Olej sezamowy dostępny tanio np. TUTAJ.



Olejek myjący Wellness&Beauty



Powyższy olejek to jeden z moich trzech ulubionych produktów do mycia i świetnie nadaje się do zastosowania opisanej wcześniej metody mycia w dwóch krokach. Produkt ten jest tani, ale zawiera sporą ilość olejów, które zabezpieczają włosie przed zbędnym przesuszeniem a dodatkowo pomagają domyć pędzle z produktów typu cienie w kremie, ciężkie korektory i podkłady, w myśl zasady "tłuszcz rozpuszcza tłuszcze". Oczywiście zawiera również typowe składniki myjące, więc doczyszcza pędzle idealnie.



Yves Rocher, szampon w kremie



Kremowy szampon francuskiej firmy jest wręcz stworzony do mycia pędzli. Zapewnia idealną równowagę między myciem a pielęgnacją, ze względu na swoją delikatną i kremową konsystencję. Świetnie doczyszcza i sprawia, że po wysuszeniu pędzle są nadal miłe w dotyku.




Ava, płyn micelarny w żelu



Ten produkt ma dość niespotykaną formułę, bo to płyn micelarny, ale w żelu. Dzięki temu możemy nałożyć odrobinę produktu na pędzel i pozostawić go na nim kilka minut, dzięki czemu większości zanieczyszczeń pozbędziemy się już przy pierwszej fazie, bez agresywnego mycia i szorowania. Ma bardzo delikatny skład i choć do oczyszczania cery sprawdza się tak sobie, to jako pierwszy krok w myciu pędzli jest niezastąpiony!

*
Koniecznie dajcie mi znać czym Wy najczęściej myjecie pędzle. Może macie jakieś warte polecenia produkty lub triki ułatwiające cały proces?
Czytaj dalej

wtorek, 2 lutego 2016

Włosy w styczniu - duży przyrost i masa baby hair

Jak wiecie, moim obecnym priorytetem jest zagęszczenie włosów po letnim wypadaniu, którego skutki odczuwam niestety do dzisiaj. Z tego względu pewnie przez dłuższy czas będę Wam dawała znać o postępach w tej kwestii a na koniec zrobię zbiorczy wpis podsumowujący i mam nadzieję, że będę mogła w nim pochwalić się odzyskaniem utraconych centymetrów w obwodzie kucyka. Dziś mam dla Was aktualizację styczniową.


Duży przyrost włosów



Jak wiecie, bo wspominałam już o tym kosmetyku milion razy, indyjski olejek Sesa był i jest moim obecnie ulubionym olejem-wcierką pobudzającym porost włosów. Choć obecnie zapuszczanie ich długości jest dla mnie drugoplanowym celem, to nie można odmówić Sesie działania. Ostatnio dołączyłam do pielęgnacji kilka czynników mających przywrócić objętość po wypadaniu, ale zadziałały one również na przyrost właśnie i w styczniu zauważyłam, że włosy zdecydowanie urosły więcej niż zazwyczaj. Za ten stan odpowiada prawdopodobnie właśnie Sesa ale i Biotebal, którego pierwsze opakowanie właśnie kończę. O reszcie możecie przeczytać w tym wpisie o planie zagęszczenia włosów.



Same trafione kosmetyki!



W styczniu moje włosy były zupełnie bezproblemowe, głównie ze względu na fakt, że używałam zamiennie dwóch bardzo fajnych masek: Biovaxu Bambus & Avocado, którą kupiłam w dużej promocji, od razu dwa opakowania: KLIK KLIK. Nie kupujcie nigdy Biovaxów w stałej cenie, bo praktycznie zawsze są gdzieś o połowę tańsze. Druga maska to ekstremalnie nawilżająca maska z Auchan. Tą drugą chętnie myłam również włosy na długości, do czego sprawdza się świetnie i czego efekt możecie zobaczyć na dzisiejszych zdjęciach. Przed ich zrobieniem umyłam włosy właśnie maską Auchan a potem zostawiłam drugą porcję na długości jeszcze na 2 minuty. Efekt? Błysk, gładkość i miękkość bez braku objętości. Troszkę odpowiedzialny jest za to nowy olejek Schwarzkopf, który pokazywałam Wam na instagramie i którego użyłam dziś po raz pierwszy. Szampony - zamiennie nowość Nivea (Repair & Tangled Care) i Alterra Granat & Aloes. Dwa razy oczyściłam włosy szamponem Ziaja. Cena niska i świetny do oczyszczania, polecam :) Poza tym naturalna maska Nacomi na długość do olejowania (mieszanka kilku różnych olejków - świetna!), oczywiście wyżej wspomniana już Sesa przed każdym myciem oraz na końce serum Indola. Do tego spray ułatwiający rozczesywanie, również Indola, bezpośrednio po myciu na mokre włosy. 



Masa baby hair



Regularne stosowanie Sesy od kilku już miesięcy zaowocowało bardzo dużą ilością baby hair na mojej głowie. Rzadko chodzę w spiętych włosach więc nie zauważam tego na co dzień, ale ostatnio gdy zrobiłam wysoki kucyk wręcz nie mogłam ich opanować. Są wszędzie, wokół całej głowy, na skroniach i na karku. Niektóre mają już dobre kilka cm, niektóre są króciutkie i myślę, że Biotebal ma również w tym swój pierwszy udział, bo wiele z Was pisało, że bardzo dobrze zadziałał w Waszym przypadku na porost nowych włosków. Osobiście uważam je za urocze, uwielbiam odrastające baby hair i dawno nie widziałam na swojej głowie czegoś takiego :) Dowód:

Grzywkę mam w kucyku i jest ona znacznie dłuższa. Wszystkie włosy z przodu to baby hair! :)

Stan końcówek?



Same końce są w świetnym stanie. Ostatnio podcinałam je dwa miesiące temu i nie widać ani jednej rozdwojonej końcówki. Choć chętnie bym je już podcięła, aby nabrały równiejszej linii, to myślę, że wybiorę się do fryzjera dopiero wiosną.

A jak tam Wasze włosy sprawowały się w styczniu? Kiedy ostatni raz byłyście podciąć końcówki i czy tak jak ja, planujecie zrobić to na wiosnę? :)


Wpadnijcie też na instagram! Buziaki!

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika MARTA ���� beauty blogger (@urodaiwlosyblog)
Czytaj dalej

niedziela, 31 stycznia 2016

Ulubieńcy ostatnich tygodni - maski do włosów, kosmetyki do makijażu, perfumy i inne

Ostatnimi czasy kupiłam zdecydowanie za dużo kosmetyków, ale na szczęście większość z nich okazała się bardzo fajna i warta polecenia. W dzisiejszych ulubieńcach ostatnich tygodni mam dla Was kilka perełek - dwie maski do włosów, kosmetyki do makijażu, świetny i tani tonik, perfumy oraz genialny zmywacz do hybryd. Zapraszam!


Maska Biovax, Bambus i olej avocado



Ten Biovax w ślicznym, jaskrawozielonym kolorze to nowość w ofercie marki L'Biotica. U mnie sprawdziła się świetnie i myślę, że najbardziej zadowolone powinny być dziewczyny z włosami nisko lub średnioporowatymi. Maska świetnie nawilża włosy, ale nie jest mocno dociążająca. Daje efekt, który bardzo lubię, czyli sprawia, że włosy wyglądają ładniej i są gładsze, ale nie tracą na objętości. Brak tutaj właśnie mocnego dociążenia, za które mogłyby polubić maskę włosy wysokoporowate, ale warto spróbować. Najlepsze efekty daje pozostawiona na 30 minut. Pachnie świetnie, jak jabłkowe gumy do żucia sprzedawane jako kilkumetrowe rolki w latach 90 :)



Auchan, maska ekstremalnie nawilżająca



Druga maska to prawdziwe tanie rozwiązanie, bo jest dostępna w sklepach sieci Auchan za całe 5 złotych. Faktycznie dobrze nawilża i choć nie nazwałabym tego nawilżenia ekstremalnym, to mniej wymagające włosy będą z niej bardzo zadowolone. Daje szybki efekt, nawet po minucie na włosach. Jeśli znajdziecie ją w Auchanie, koniecznie wrzućcie do koszyka!



Evree, różany tonik do twarzy



O tym toniku pisałam Wam przy okazji ostatniego posta. Jest naprawdę świetny z kilku powodów. Ma bardzo dobry skład, który bazuje na hydrolacie różanym z dodatkami w postaci m.in. pantenolu i kwasu hialuronowego, pachnie bardzo naturalnie jak róże herbaciane, co mi osobiście bardzo się podoba, bo nie przepadam za syntetycznym, kosmetycznym zapachem różanym. Poza tym, co chyba najważniejsze, świetnie nawilża i odświeża skórę. Posiada atomizer a sam producent odradza używanie wacików, które wchłaniają większość produktu. Zamiast tego zaleca spryskiwać twarz produktem i delikatnie wklepywać tonik.



Eveline, skoncentrowane serum do rzęs 3 w 1



Na samym początku muszę zaznaczyć, że nie używam tego serum w roli odżywki, bo tutaj nie przynosi większych efektów. Jest za to świetną bazą pod tusz, która faktycznie podbija działanie tuszu i sprawia, że rzęsy są nieco grubsze i dłuższe, lepiej rozdzielone. W tej roli serum sprawdza się genialnie, współpracuje dobrze z większością tuszy.



Bell, konturówka do ust 01



W skrócie - świetna i trwała konturówka do ust, która jednocześnie ich nie wysusza. Sama stosuję ją na całe usta i w tej roli sprawdza się świetnie. Jest lepsza od popularnych Inglotów i sama odstawiłam te drugie na rzecz tańszej Bell. Kolor 01 jest idealny na dzień, to dość ciemny, naturalny kolor, lekko jaśniejszy od mojego koloru ust, ale powinien pasować większości typów urody. Jest to konturówka automatyczna, ale jest wystarczająco cienka, aby móc precyzyjnie zaznaczyć nią kontur. Przy najbliższej wizycie w Naturze zamierzam zaopatrzyć się w pozostałe odcienie!



Róże Makeup Revolution



Kolejne świetne i tanie produkty, jednak niestety kiepsko dostępne. Z drugiej strony coraz częściej można znaleźć je w mniejszych drogeriach i łatwo dorwać je online. Są bardzo kremowe, dobrze napigmentowane i trwałe. Za moje zapłaciłam całe 5 zł za sztukę! Niestety, opakowanie jest tragiczne, bo mimo że dość solidne, to otwierając je można połamać sobie paznokcie, ale można dojść do wprawy. Na szczęście są również dostępne w tradycyjnych, normalnie otwieranych, okrągłych opakowaniach. Ja wybrałam dla siebie dwa skrajne kolory - bardzo chłodny Wow! oraz bardzo ciepły Treat.



Pierre Rene, hybrid remover



Zmywacz do hybryd Pierre Rene odkryłam zupełnie przypadkiem, ale szybko okazał się hitem w swojej kategorii. Zmywa szybciej i lepiej niż popularna Isana, znacznie przyspiesza proces ściągania hybryd, za którym sama niespecjalnie przepadam. W połączeniu z hybrydami ten samej firmy sprawia, że cały manicure odchodzi bez problemu w 7 minut. 



Dolce Gabbana, The One



The One to jedne z ulubionych perfum ostatnich tygodni i jedne z moich ulubionych perfum ogólnie. Są słodkie, waniliowo-owocowe z wyczuwalną nutą białych kwiatów (lilii i jaśminu) oraz brzoskwini i liczi. Całość tworzy dość klasyczny i bardzo kobiecy zapach. Choć The One jest zdecydowanie po stronie słodkiej, to raczej daleko mu do dziewczęcych słodziaków w typie Escady. Sprawdźcie!

Dajcie koniecznie znać jakie kosmetyki są Waszymi ulubieńcami a jeśli macie do mnie jakieś pytania, piszcie śmiało w komentarzu :)
Czytaj dalej