urodaiwlosy.pl

FBemailTwitterlinklink

sobota, 18 października 2014

Nowy kolor włosów - jak i dlaczego wyrównałam naturalny kolor z resztą?

   Na początku chciałabym z góry uspokoić wszystkie te z Was, które wraz ze mną zapuszczają naturalki - mój naturalny kolor nie został w żaden sposób tknięty farbą. Rude, wypłowiałe włosy na długości jako pozostałości po hennie denerwowały mnie już jednak tak bardzo, że postanowiłam po raz kolejny dać szansę farbie chemicznej, zakrywając włosy na długości podobnym kolorem do naturalnego. Wybrałam nowość Garniera, czyli Garnier Olia w kolorze 4.0 ciemny brąz. O tym po co, jak i dlaczego właśnie tak dowiedzie się niżej, natomiast niżej możecie zobaczyć efekt końcowy, który część z Was widziała już na instagramie

wyrównanie odrostów, garnier olia 4.0 ciemny brąz

Dlaczego zdecydowałam się wyrównać kolor odrostów z resztą?

   Wiem, że wiele z Was lubiło rudości na mojej głowie. Ja sama nie miałam nic przeciwko ciepłym odcieniom, jednak po czasie jedynie utwierdziłam się w przekonaniu, że do mojego typu urody o wiele bardziej pasują odcienie chłodne, o czym pisałam Wam już w poście na temat zapuszczania naturalnych włosów. Niestety, włosy rok po zaprzestaniu farbowania henną mocno wypłowiały a w połączeniu ze słońcem i morską wodą przybrały dziwny, lekko pomarańczowy odcień. Naturalny odrost sięga mi już do brody i choć mogłam efekt ten nazywać naturalnym ombre, to jednak w moim przypadku wyglądało to niestety zbyt niechlujnie, abym mogła dłużej wytrzymać z takim kontrastem na głowie :) Dodatkowo, moje naturalne włosy są zdecydowanie chłodne, więc całość w żaden sposób nie współgrała. Od jakiegoś czasu nosiłam się z zamiarem sięgnięcia po farbę w kolorze ciemnego brązu i w końcu postanowiłam dać jej szansę, choć już kiedyś próbowałam przykrywać hennowane włosy farbą bez większego skutku. Na poniższym zdjęciu włosy w świetle dziennym, w słońcu:

wyrównanie odrostów, garnier olia 4.0 ciemny brąz

Jak wykonałam zabieg farbowania? 

   Szczerze mówiąc, było to w pewnym stopniu ryzyko, podjęte przeze mnie świadomie :) Liczyłam się z możliwością uzyskania plam, niezakrycia rudego przejścia między naturalnymi a resztą, zbyt równej granicy czy innych rewelacji, wszystko jednak przebiegło prawidłowo. Włosy podzieliłam najpierw na dwie części, wierzchnią i dolną, a później każdą z nich jeszcze na dwie. Najpierw farbowałam dół, z czym nie było większego problemu, ponieważ ewentualne nierówności nie powinny się rzucać w oczy. Farbę nakładałam od miejsca, w którym zaczynało się rude przejście w dół, zarówno przy wierzchniej i dolnej warstwie. Przy wierzchniej wykonywałam to jednak wręcz z chirurgiczną precyzją, bojąc się o efekt, dlatego farbowanie zajęło mi o wiele więcej czasu niż przed laty, gdy farbowałam włosy chemicznie regularnie. :) Po zakończeniu nakładania farby lekko przeciągnęłam całość o pół centymetra w górę, aby mieć pewność, że cały rudy kolor zostanie zakryty. 

Wczytywanie
Próba trwałego pozbycia się rudych końców bez ruszania odrostu - podejście numer 1. :) #garnier #olia

Czy jestem zadowolona z farby Garnier Olia 4.0 ciemny brąz?

   Na zdjęciu wyżej widzicie włosy bezpośrednio po użyciu Garniera Olia, spłukaniu, nałożeniu dołączonej odżywki i wysuszeniu suszarką. Włosy nie miały kontaktu z żadną maską a odżywkę nałożyłam dosłownie na 2 minuty. Ze stanu włosów jestem zadowolona, choć końcówki bezpośrednio po farbowaniu były lekko przesuszone, co widać na zdjęciach. Następnego dnia efekt jednak minął po użyciu maski NaturVital. Nie mogę wypowiedzieć się na temat ewentualnego wypadania po tej farbie, ponieważ praktycznie nie miała ona kontaktu ze skórą głowy. Zużyłam jedno opakowanie, które wystarczyło mi dosłownie na styk na zafarbowanie 2/3 moich włosów. Gdybym farbowała całość, na pewno musiałabym kupić dwa opakowania. Co zabawne, pierwotnie planowałam zaoszczędzić i zużyć tylko pół, ale na szczęście postanowiłam wymieszać całość :) Co do koloru, według numeracji miał to być chłodny brąz (4.0). Ciemne brązy zazwyczaj oznaczane są cyfrą 3, natomiast jak możecie zobaczyć, właśnie taki kolor uzyskałam. Co więcej, końce wyszły mi nieco ciemniejsze, bo prawie czarne, ale zupełnie mi to nie przeszkadza. Prawdopodobnie i tak wypłuczą się do ciemnego brązu po kilku myciach. Jestem bardzo zadowolona z temperatury odcienia, ponieważ nie ma w niej ani kapki ciepłych poblasków. Ewentualnie cieplejsze pasemka to efekt farbowania na rudym. Jeśli chodzi o skład farby, to nie kierowałabym się tutaj dodatkiem olejków, które figurują na końcu składu. Olię wybrałam ze względu na brak amoniaku, alkoholu i sles, za to ze względu na skład oparty na parafinie, którą potraktowałam jako dodatkową ochronę. Ogólnie jestem zadowolona i myślę, że sięgnęłabym po tę farbę ponownie. Kolor wyszedł baaardzo podobny do mojego naturalnego, a o to głównie chodziło.

wyrównanie odrostów, garnier olia 4.0 ciemny brąz

Dlaczego farba chemiczna, zamiast indygo czy farby aptecznej?

   Na pewno o wiele lepszym rozwiązaniem byłoby sięgnięcie po indygo lub np. Biokap czy Color&Soin, jednak zależało mi głównie na trwałości. Nie ma co oszukiwać się, że szybko wypłukujące się indygo czy delikatniejsze farby apteczne mogą konkurować pod względem trwałości z farbami chemicznymi, które są po prostu bardziej agresywne i przez to bardziej trwałe. Szczególnie w przypadku farbowania włosów takich jak moje, czyli rudawych po wielokrotnym farbowaniu henną, użycie innej farby zapewniłoby mi efekt na mniej więcej tydzień.

Czy jednorazowe farbowanie rozwiąże problem?

   Niestety, zdaję sobie sprawę, że kolor na 100% wypłucze się znów do ciepłych odcieni. W zależności od tego, jak wyglądał będzie po jakimś czasie, zdecyduję się albo na zostawienie włosów w spokoju albo na kolejne pokrycie farbowanej części farbą. W tym momencie priorytetem jest dla mnie zapuszczenie włosów naturalnych, jednak gdybym musiała dłużej chodzić z wypłowiałym rudym, prawdopodobnie prędzej czy później złamałabym się i znów sięgnęłabym po hennę lub ścięłabym co najmniej kilkanaście centymetrów najjaśniejszych końców. Mimo tego, jestem bardzo zadowolona z efektu i żałuję, że zdecydowałam się na to tak późno :)

Co sądzicie o efekcie?

Czytaj dalej
05092014B Image Banner 750 x 200

środa, 15 października 2014

KONKURS - wygraj kurację Seboradin FitoCell o wartości 250 zł

   Dzisiaj mam dla Was kolejny konkurs, po raz drugi z Seboradinem. Tym razem nagrody są nawet jeszcze bardziej atrakcyjne, ponieważ pełną kuracje FitoCell o wartości 250 zł otrzymają aż trzy osoby. Ja sama rozpoczynam niedługo testowanie kuracji na moich włosach, więc trzy z Was będą mogły do mnie dołączyć. Wszystkie informacje znajdziecie poniżej.


   Nagrodą jest pełna kuracja FitoCell, czyli szampon, maska oraz zestaw serum, która powędruje do trzech osób. Wszystko co musicie zrobić, to odpowiedzieć na pytania poniżej, a wszelkie informacje znajdziecie na stronie Seboradinu, TUTAJ :) Dodatkowo należy polubić fanpage Seboradinu, można także zaobserwować bloga, ale nie jest to wymóg konieczny. Nie ma znaczenia, czy Wasza odpowiedź będzie wierszem, prozą, balladą, czy będzie długa czy krótka. Wygrywają osoby, których odpowiedzi najbardziej zapadną mi w pamięć. 

Pyt. nr. 1: Jak na włosy działa olej z orzecha brazylijskiego - jeden ze składników aktywnych kuracji FitoCell?

Pyt. nr. 2: Jakie jest Twoje najmilsze wspomnienie związane z włosami?




W komentarzu podajcie proszę także swój email, dzięki któremu będę mogła skontaktować się z Wami w razie wgranej.


PODSTAWOWE ZASADY:

1. Konkurs trwa od dzisiaj 15.10.2014 do 24.10.2014 do godziny 24
2. Nagrodą główną są trzy pełne kuracje FitoCell o wartości 250 zł, po jednej dla każdego zwycięzcy.
3. Wygrywają trzy osoby, które spełnią wymogi konkursu.
4. Warunkiem przystąpienia do konkursu jest poprawna odpowiedź na pytanie dotyczące orzecha brazylijskiego oraz opis najmilszego wspomnienia dotyczącego włosów.
5. W konkursie mogą brać udział osoby pełnoletnie lub niepełnoletnie za zgodą rodziców.
6. Fundatorem nagród jest firma Seboradin
7. Wyniki konkursu pojawią się na blogu urodaiwlosy.pl w przeciągu dwóch dni od zakończenia konkursu a ze zwycięzcami skontaktuję się osobiście za pomocą podanego w komentarzu adresu email.

POWODZENIA! :)
   
Czytaj dalej

wtorek, 14 października 2014

MUST HAVE - odżywki i maski do włosów niskoporowatych

   Dzisiaj mam dziesięć masek dla dziewczyn, które nie skorzystały z poprzedniego wpisu, czyli dla posiadaczek włosów niskoporowatych. Każda z tych propozycji to moim zdaniem produkt, po który warto sięgnąć w przypadku takich właśnie włosów, bo to praktycznie pewne, że któraś okaże się totalnym hitem, jak nie kilka. Co prawda wśród nich są także trzy maski, które osobiście uwielbiam. Jestem tutaj jednak wyjątkiem, bo mimo określania moich włosów jako wysokoporowate ich większość powróciła już w tym momencie do stanu przed lat, czyli porowatości średniej. Mimo to, wciąż stosuję w ich przypadku pielęgnację dla wysokoporowatków, ze względu na priorytet, jakim jest doprowadzenie do idealnego stanu problematycznych, wciąż wysokoporowatych końców. Każdy z moich trzech ulubieńców nie przyniesie także pożądanego efektu na włosach wysokoporowatych jakim jest dociążenie i brak puchu, ale o tym niżej. Oto moje propozycje, odżywki i maski do włosów niskoporowatych:

odżywki i maski do włosów niskoporowatych

1. Bioetika, Crema di Essenza I - maska, która zbiera genialne recenzje i ma świetną ocenę na kwc, a jednocześnie cudowny, prosty skład. Nie kosztuje majątku, bo 15 zł, za to posiada w składzie dwóch sprzymierzeńców włosów niskoporowatych - sok z aloesu i olej kokosowy. 

2. NaturVital, aloesowa maska dla wrażliwej skóry głowy - mój hit w kwestii nawilżenia, sypkości i lekkości, o którym pisałam Wam TUTAJ. Obecnie jest w Naturze w promocji za 15 zł, czego dowiedziałam się dzięki jednej z Was (dzięki! :)). Sama swoją już kupiłam, do czego zachęcam także Was. Maska ta ma wielki dodatkowy plus, jakim jest przeznaczenie także do nawilżania skóry głowy!

3. Serical, Crema Al Latte - znana szerzej pod błędną nazwą Kallos Latte, którą sama także się posługuję, bo jakoś tak się już utarło. :) Prosty, lekki skład, odpowiednia dawka protein i super zapach to jej główne zalety. Poza tym bije na głowę inne pod względem ceny, bo za litr maski zapłacimy ok. 11 zł.

4. Alterra, Granat i aloes - ta propozycja pojawi się także w spisie dla włosów średnioporowatych, bo tak naprawdę jest dość uniwersalna. Polubi ją także wiele wysokoporowatków, jednak nie umieściłam jej w poprzednim spisie, ponieważ chciałam skupić się na maskach typowo dla włosów wysokoporowatych. Alterra także jest tania i świetnie nawilża. Można dorwać ją w promocji za nawet 5 zł.

5. L'Biotica, Biovax, Latte - czyli kolejna dawka protein hydrolizowanych ale i nieco olejku ze słodkich migdałów. Sprawdza się u większości włosów niskoporowatych.

6., 7., BingoSpa proteiny kaszmiru i kolagen, BingoSpa maska mleczna z elastyną - dwie podobne w działaniu maski BingoSpa, także bardzo tanie choć niego gorzej dostępne. Polecam szukać w małych drogeriach i sklepach typu Lewiatan czy innych osiedlowych z własnym regałem z kosmetykami :)

8. BingoSpa, arganowa kuracja dla włosów - poza olejkiem arganowym dość wysoko w składzie znajdziemy tutaj także wiele ekstraktów. Tak samo jak inne produkty BingoSpa maska ta należy do tych zdecydowanie tańszych.

9. Kallos, Keratin - maska podobna do Serical, Crema Al Latte w działaniu, jednak z większą dawką protein. Również dostępna za grosze w dużej pojemności.

10. Mrs. Potter's, maska odbudowująca i nawilżająca z aloesem i jedwabiem - maska podobna do NaturVital. Krótki, prosty skład z aloesem w składzie, dodatkowo zawiera proteiny jedwabiu. Tania (8zł) ale sama nie widzę jej ostatnio w sklepach. Czy ktoś z Was wie, gdzie mogę ją obecnie znaleźć?



Czytaj dalej