urodaiwlosy.pl

FBemaillinkTwitterlink

czwartek, 17 maja 2018

Frezarka do hybryd i żeli za 30 zł?! Czy naprawdę warto?

Frezarkę do paznokci znaną powszechnie jako "różowa frezarka" (cóż za odkrywcza nazwa!) pokazywałam Wam kilka razy na insta stories i zawsze pojawiało się o nią naprawdę sporo pytań. Czy warto? Jak się ma w porównaniu do salonowych frezarek? Czy nada się do żelu? Dzisiaj rozwiejemy wszystkie tego typu wątpliwości, jeśli chodzi o frezarkę za... 30 zł!

różowa frezarka

Różowa frezarka - co to w ogóle jest?


Różowa frezarka ta zdobywa szczyty popularności ze względu na cenę, która oscyluje w granicach 30 zł na AliExpress. Można dorwać je również na allegro, a czasem i stacjonarnie w sklepach z akcesoriami do paznokci. Służy do ściągania/piłowania hybryd lub żelu, ewentualnie do opracowywania skórek, do czego ja osobiście jej nie stosuję. Nie jest to w żadnym wypadku frezarka do użytku salonowego. Każda profesjonalna manikiurzystka pracująca na frezarkach o dziesięciokrotnie większej mocy na pewno przewraca oczami widząc ten tekst, bo różowa frezarka nadaje się tylko i wyłącznie do użytku domowego. Ale za to jak się nadaje! No świetnie się nadaje!

różowa frezarka


Jak używam mojej frezarki?


Różowej frezarki używam tylko do ściągania hybryd lub żelu, co znacznie przyspiesza ten proces i jest zupełnie obojętne dla paznokci (o ile wiemy, jak jej używać), w przeciwieństwie do np. acetonu. W zestawie jest sześć frezów i nakładek, ale dużo dziewczyn kupuje sobie dodatkowe wymienne i silniejsze frezy na AliExpress, jednak zgodnie z Waszą prośbą pokazuję Wam dziś jak to wygląda w przypadku oryginalnego zestawu. 

Ściąganie hybryd


Jeśli na paznokciach mam tylko hybrydy, frezarką pracuję dość delikatnie i ściągam tylko top oraz kolor upewniając się, że baza nadal znajduje się na paznokciach, dzięki czemu nie dotykam naturalnej płytki. Część osób ściąga frezarką hybrydy do zera, jednak moim zdaniem to zabójstwo dla paznokci i NIE POLECAM :) Pozostałą bazę ściągam zmywaczem, co trwa 3 minuty. 



Ściąganie żeli


Tutaj mogę sobie już pozwolić na większą moc frezarki (jest ona regulowana) i ściągam całe hybrydy do zera, czyli do żelu, który następnie opracowuję (opiłowuję ewentualne zapowietrzenia) i uzupełniam. Jeśli potrzebuję spiłować więcej żelu do bardzo cienkiej warstwy, frezarka również sobie z tym poradzi. Ściąganie hybryd frezarką do gołego żelu zajmuje mi jakieś 5 minut. Zero nakładania wacików, zawijania w folię, zero bezbronnego siedzenia z obezwładnionymi dłońmi! :) Przy mocniejszym przyciśnięciu i mocniejszej mocy lakier spiłowuje się błyskawicznie. To nie jest jednak profesjonalna frezarka, którą w ciągu jednej sekundy dobijemy się do gołego paznokcia, co w moim odczuciu jest tylko na plus. Bardzo ciężko zrobić sobie nią krzywdę czy przepiłować płytkę. Przy minimalnej ostrożności w przypadku różowej frezarki jest to wręcz niemożliwe! 

różowa frezarka

Różowa frezarka - czy warto?


Jeśli oczekujesz profesjonalnej frezarki o salonowej mocy, którą zamierzasz ściągać żele koleżanek i domowych klientek - nie warto. Lepiej zainwestuj w coś porządnego. Jeśli jednak paznokcie wykonujesz sama w domu i szukasz czegoś tylko i wyłącznie dla siebie, a jednocześnie przeraża Cię wizja pokaleczenia się silną, profesjonalną frezarką, jak najbardziej tak! Ten sprzęt do domowego użytku jest wręcz idealny, zupełnie nie mogę na niego narzekać. Od kiedy ją mam, w ogóle nie ściągam hybryd przy pomocy folii, także jak najbardziej polecam! Kupicie ją TUTAJ! :)


Czytaj dalej

sobota, 12 maja 2018

Niekosmetyczni ulubieńcy ostatnich tygodni - akcesoria, siłownia, seriale, buty i inne

Kosmetycznych ulubieńców mam dla Was w zanadrzu, ale dziś zapraszam Was na tych niekosmetycznych, czyli rzeczy, które umilały mi życie w ostatnich tygodniach. Będzie nowo odkryta strona z butami w dobrych cenach, akcesoria, trochę odnośnie siłowni i parę innych kwestii. Zapraszam!



Słuchawki bezprzewodowe Sudio


Słuchawki te mam od ponad roku, jednak w ostatnich miesiącach wyjątkowo mocno je eksploatuję. Głównie dlatego, że na siłowni sprawdzają się wręcz genialnie! Są bezprzewodowe, więc nie mam problemu z plączącym się wokół mnie kablem czy spadającym telefonem. Zasięg jest na tyle dobry, że mogę spokojnie położyć telefon w jednym miejscu i poruszać się po całej siłowni bez konieczności zabierania go wszędzie ze sobą. Bateria wytrzymuje naprawdę sporo, bo ładuję je raz na tydzień. Są też porządnie wykonane - od ponad roku nie pojawiła się na nich ani jedna ryska. Dodatkowo są po prostu ładne, nie sądzicie? KLIK


Leginsy na siłownię H&M


Jeśli jesteśmy w temacie siłowni, koniecznie muszę polecić Wam model leginsów H&M, który świetnie się u mnie sprawdził. Jeśli ćwiczycie siłowo na pewno wiecie, że o dobre legginsy naprawdę ciężko. Takie, które nie będą prześwitywać podczas przysiadów albo spadać po każdym powtórzeniu. Ostatnio jestem zakochana w TYCH leginsach z H&M i szczerze mówiąc sięgam własnie głównie po nie podczas moich treningów. Na zdjęciu akurat inna wersja kolorystyczna, ale to ten model - z szeroką gumą, która ani trochę się nie rozciąga, a mam je już kilka miesięcy. Polecam!

Treningi Whitney Simmons

Na instagramie mam zaobserwowane chyba dziesiątki fit kont, bo lubię podpatrywać tam nowe ćwiczenia na siłownię, ale ostatnio do gustu bardzo przypadła mi Whitney Simmons. Sporą część jej ćwiczeń wprowadziłam do swojego treningu, więc koniecznie sprawdźcie jej konto na instagramie oraz youtube. Jeśli nie ćwiczycie na siłowni, Whitney ma również trochę treningów do wykonania w domu - @whitneyysimmons


Adidas Gazelle


Pastelowe adidasy chodziły za mną już od dłuższego czasu, chociaż z drugiej strony zazwyczaj kupowałam białe lub czarne, czyli najbardziej uniwersalne modele. Adidas Gazelle w różu jednak skradły moje serce, chociaż muszę przyznać, że myślę nad drugą parą w granacie lub szarości. Jeżeli lubicie sportowe buty, zamówiłam je TUTAJ. Podaję Wam linka do strony głównej, bo często po chwili przeglądania butów lub dodaniu ich do koszyka, cena obniża się nawet o kilkadziesiąt złotych :)


Granatowe espadryle


Razem z powyższymi Adidasami na tej samej stronie zamówiłam te espadryle głównie dlatego, że kosztowały grosze, ale szybko okazało się, że chodzę w nich praktycznie cały czas! Są przewygodne i jako nieliczne buty nie obtarły mnie po pierwszym ubraniu. Jeśli lubicie espadryle, bardzo je Wam polecam, szczególnie teraz na lato.


Seriale - Las Chicas del Cable & Riverdale


Tym razem mam Wam również do polecenia dwa seriale, choć szczerze mówiąc ostatnio mam bardzo mało czasu na ich oglądanie, więc moje tempo serialowe bardzo się obniżyło. :) Pierwszy z nich to Las Chicas del Cable, czyli telefonistki. Serial hiszpański, który zaczęłam oglądać głównie w celu szlifowania hiszpańskiego, ale szybko spodobał mi się sam w sobie. Akcja dzieje się w Madrycie w latach 20. To takie trochę Desperate Housewives w wersji hiszpańskiej i nieco retro!

Drugim serialem jest Riverdale, który z jakiegoś powodu zaczęłam oglądać dopiero teraz. Zdaję sobie sprawę z tego, że chyba wszyscy już go oglądali, ale jeśli nie - dajcie mu szansę. Ja sporo słyszałam o tym, jakoby to drugi sezon miał być o wiele gorszy od pierwszego, jednak sama nie mam takiego wrażenia. To typowy "odmóżdżacz" o nastolatkach z tajemnicami i dramatami w tle. Jeśli lubicie ten typ - polecam!

***
Jeśli macie coś do polecenia, koniecznie dajcie znać w komentarzu! Piszcie również śmiało, jeśli macie jakiekolwiek pytania! :)
Czytaj dalej

czwartek, 3 maja 2018

Jazda po alkoholu i całowanie koleżanek, czyli 6 rzeczy, które zaskoczyły mnie w Hiszpanii

W maju minie rok od rozpoczęcia mojej intensywnej przygody w Hiszpanii, w której jak wiecie spędziłam mniej więcej połowę minionego roku. Zanim pojawiłam się tutaj po raz pierwszy Hiszpania nie była jakoś specjalnie wysoko na liście moich miejsc do odwiedzenia i zazwyczaj pojawiało się coś ważniejszego, przez co ten kraj spadał na pozycję „może następnym razem”. Jednak od momentu, kiedy przyjechałam po raz pierwszy odwiedzić moją przyjaciółkę (która zapewne właśnie to czyta! ;)), od razu zakochałam się w Hiszpanii na tyle, że wróciłam do Barcelony raz jeszcze po zaledwie trzech tygodniach, a później kolejny raz już na miesiąc. Hiszpanię uwielbiam i choć w towarzystwie hiszpańsko-latynoskim czuję się jak ryba w wodzie, to jednak są tutaj pewne rzeczy, które ciężko było mi na początku zrozumieć, lub które mocno mnie zaskoczyły. Prosiliście o więcej tekstów na ten temat, więc zapraszam do czytania!


Czas spożywania posiłków


Jeśli będziecie mieć kiedyś okazję rozmawiać z rodowitym Hiszpanem, koniecznie wspomnijcie, że w Polsce jemy obiad około 15. Reakcja na tego typu informację zawsze jest bardzo zabawna, bo to coś na pograniczu szoku z niedowierzaniem. Nie raz usłyszałam również, że jesteśmy „jacyś dziwni”, bo o tej porze Hiszpan zastanawia się dopiero co przekąsić na lekki lunch (który może być nawet kanapką) lub trawi jeszcze śniadanie. Mniej więcej o 20 zaczyna wybierać restaurację lub posiłek, który zje na kolację około 22-23, popijając go sporą ilością wina. Przed 20 w restauracjach możecie spotkać tylko turystów, ponieważ po prostu tutaj o tej godzinie się nie je, a restauracje często oferują spore zniżki wiedząc, że klientów o tej porze nie ma. Mój organizm nie potrafi przestawić się na jedzenie o tak późnych porach, bo zwyczajnie nie jestem już głodna po 20, więc jeśli umawiam się na kolację ze znajomymi muszę specjalnie jeść bardzo mało cały dzień, aby być w stanie wcisnąć w siebie wielki posiłek o 22. Moje maksimum głodu przypada na czas, kiedy większość Hiszpanów albo śpi podczas sjesty, albo ewentualnie popija Sangrią słodką przekąskę.


Luźne podejście do zasad


Polacy są bardzo obowiązkowi i raczej trzymają się zasad oraz przestrzegają prawa. Tutaj spora część zasad traktowana jest raczej jako sugestie. Oczywiście Hiszpanie nie łamią istotnego prawa, ale np. notorycznie przechodzą na czerwonym świetle, traktując je raczej na zasadzie „może wjechać w ciebie samochód, więc przejdź szybciej”. Niestety często dotyczy to również samochodów. Na czerwonym świetle można przejść przed policyjnym samochodem, który najprawdopodobniej nie zwróci na to większej uwagi. Podobnie sprawa ma się w przypadku jazdy po spożyciu alkoholu – dopuszczalna ilość to 0,5 promila, jednak wielu moich hiszpańskich znajomych wsiada za kierownicę samochodu lub skutera po imprezie, albo w trakcie imprezy, mając zapewne więcej alkoholu we krwi. Nie wiem jak wygląda to pod względem prawnym, ale od znajomej dowiedziałam się, że za prowadzenie przy nieco większej ilości grozi jedynie mandat, choć policja niespecjalnie kwapi się do zatrzymywania kierowców, więc jeśli to prawda, to polska możliwość utraty prawa jazdy jest znacznie skuteczniejszym odstraszaczem kierowców „na gazie”. Większość samochodów ma tutaj również poobijane zderzaki, bo parkowanie przesuwając inne samochody własnym samochodem nie jest niczym dziwnym. Wnioskując z różnych rozmów ze znajomymi podobnie jest z wieloma kwestiami dotyczącymi podatków czy administracji.

Punktualność


To chyba najbardziej znany stereotyp o Hiszpanii i z moich obserwacji wynika, że prawdziwy. Oczywiście istnieją wyjątki i jeśli naprawdę trzeba, to da się być na czas, jednak w większości przypadków 15 minut spóźnienia to jest właśnie na czas, a spóźnienie zaczyna się mniej więcej od 30 minut w górę. Świetnie obrazuje to ta historia: Jedna z moich mieszkających w Hiszpanii koleżanek jest tancerką, na której wystąpienie pośród innych artystów wybierałam się któregoś zimowego wieczoru. Jej wyjście miało mieć miejsce o 21, ale niestety uciekło mi metro, więc wiedziałam, że mogę być tam najszybciej o 21 15. Moja polska logika wyglądała następująco – równo o 21:00 zacznie się występ, który potrwa pewnie jedynie kilka minut, więc nie mogę się spóźnić. Wzięłam taksówkę, za którą zapłaciłam 15 euro aby przyjechać o 20:58 i dowiedzieć się, że ze względu na opieszałość artystów wszystko przesunięte jest o mniej więcej godzinę, a moja koleżanka dopiero wykonuje sceniczny makeup!


Podejście do alkoholu


O Polakach mówi się, że dużo piją, szczególnie alkoholu wysokoprocentowego. Stety lub niestety moi hiszpańscy znajomi uważają mnie za eksperta w dziedzinie czystej wódki, skoro jestem Polką, a mi bliżej raczej do hiszpańskiego podejścia do alkoholu. W Hiszpanii raczej nikt nie sięga po wódkę, szczególnie pitą na kieliszki, co jest naszą narodową normą. Raczej nie zamawiają również drinków na wódce, nie ma tutaj raczej wódek smakowych, ewentualnie te cytrynowe i to raczej w klubach, dla turystów. Królują za to drinki – od mojito przez cuba libre do pinacolady. Mężczyzna z kolorowym drinkiem z palemką w klubie nikogo nie dziwi, w Polsce zebrałby raczej salwę śmiechu od kolegów :) Przy okazji - drinki tutaj są mocniejsze, bo alkohol lany jest "na oko", więc rumu w mojito zazwyczaj jest więcej niż polskie 20-30 ml. Bardzo dużo pije się za to wina – klasycznego, prosecco albo w hiszpańskiej wersji z owocami, czyli sangrii. Niczym dziwnym nie będzie popijanie kieliszka prosecco czy sangrii o 13. Wino, ewentualnie zamawiane jest raczej do każdego posiłku, popijane powoli, jako jego element. Kolacja wśród znajomych bez kilku butelek wina nie przejdzie!

Pewność siebie Hiszpanów


Hiszpańscy i latynoscy mężczyźni są bardzo, bardzo pewni siebie. Nawet jeśli w moim subiektywnym odczuciu nie mają do tego podstaw :) Choć to stereotyp, więc nie dotyczy każdego, to faktycznie spora ilość z nich uważa się za pięknych i szalenie męskich, choć podejście do męskości jest zgoła inne od polskiego. Męskości Hiszpanowi nie ujmie ani różowa koszula i mokasyny, ani kolorowy drink w ręce, ani kręcenie biodrami w rytmie salsy lepiej niż niejedna dziewczyna. Ogólnie hiszpańscy i latynoscy mężczyźni uwielbiają tańczyć i niczym dziwnym nie będzie tutaj mężczyzna sam na parkiecie, albo nawet grupka przyjaciół bez towarzystwa kobiet. Łatwo przychodzi im również śmianie się z samych siebie i publiczne wygłupy. Od Was zależy, które podejście do „męskości” pasuje Wam bardziej, bo nie ma tutaj na pewno lepszego i gorszego :)


Przyjacielskie relacje damsko-męskie 


Zupełnie normalnym i pozbawionym podtekstów jest nazywanie koleżanek np. mi corazon (moje serce) czy linda, guapa (słodka, piekna). Jeśli którykolwiek z moich polskich kolegów (bez urazy!) nazwałby mnie jego serduszkiem, mocno by mnie to zdziwiło. Po prostu nie leży to w naszej kulturze i tego typu teksty zarezerwowane są jedynie dla tej jedynej. Jeśli więc usłyszycie od Hiszpana guapa, raczej nie powinnyście czuć się z tym specjalnie wyjątkowo. Oczywiście tego typu teksty do koleżanek nie są rzucane na prawo i lewo, ale mogą się zdarzyć i nie będą nikogo dziwić. Podobnie wszelkiego rodzaju kontakt fizyczny, np. całusy i przytulenia na powitanie, różnego rodzaju objęcia w rozmowie, ręce na ramieniu i wszelkiego rodzaju kontakt fizyczny, który w Polsce mógłby dla niektórych być już naruszeniem pewnych granic. Ja akurat się w tym odnajduje, bo sama jestem otwartą osobą, jednak od kilku bardziej introwertycznych osób słyszałam, że jest to dla nich czasami irytujące.

***
Jeśli macie jakiekolwiek doświadczenia z Hiszpanią koniecznie dajcie mi znać, czy macie podobne spostrzeżenia. A może odnajdujecie te same sytuacje w innych krajach? Wpadnijcie też koniecznie na insta!


Czytaj dalej