niedziela, 13 kwietnia 2014

Wiosenny photo mix

Cześć dziewczyny!


   Poprzedni, a zarazem pierwszy photo mix mogłyście zobaczyć kilka miesięcy temu w samym środku zimy, więc dzisiaj mam dla Was wersję letnią. Szczerze mówiąc nawet nie zauważyłam, że minęło już tyle czasu! Mam nadzieję, że równie szybko zleci mi czas do wakacji, których już po prostu nie mogę się doczekać! Cieszy mnie jednak przynajmniej fakt polepszenia pogody, bo należę do tych osób, które zdecydowanie wolą słońce niż śnieg :)


1. Zdjęcie zrobione aparatem mojego chłopaka, które uświadomiło mi, że czas chyba zainwestować w lepszy sprzęt :) 

2. Torebka, której szukałam praktycznie od stycznia! Spodobała mi się w H&M jeszcze pod koniec jesieni, jednak nie kupiłam jej wtedy i przypomniałam sobie o niej w momencie, kiedy w wielu miejscach była już wyprzedana. Prostej, dużej, sztywnej i klasycznej torebki potrzebowałam akurat wtedy, gdy zniknęła ze sklepów :) Udało mi się ją dorwać jednak w H&M na rynku we Wrocławiu i polecam Wam ją serdecznie, jeśli szukacie czegoś w tym stylu. Mieści wszystko!


3. Bardzo lubię otręby, jednak w klasycznej formie są dość ciężkie do jedzenia a nie zawsze jest okazja, aby je do czegoś dosypać. Właśnie dlatego ostatnio często sięgam po otręby firmy Sante w wersji granulowanej. Przypominają nieco jedzenie dla gryzoni, ale cóż, przynajmniej w smaku są dobre i występują w wersjach z kilkoma dodatkami. :) Najczęściej dosypuję orzechy, suszone owoce i właśnie te otręby do jogurtu, np. sojowego lub wcinam z mlekiem ryżowym czy migdałowym. 

4. Indyjski olejek Amla, którego używam ostatnio jako praktycznie jedynego oleju do olejowania. Przynosi bardzo fajne efekty, jednak mam do niego kilka zastrzeżeń, ale o tym napiszę Wam w osobnym poście. Co ciekawe, moim zdaniem wcale nie śmierdzi tak, jak opisuje to wiele osób. Przynajmniej mi jego zapach nie przeszkadza :)


5. Dość długo szukałam ładnych i dobrze wykonanych papierowych kwiatów, bo za tymi typowymi sztucznymi nie przepadam. Te tulipany wykonane z bibuły udało mi się kupić na stoisku z kwiatami w galerii handlowej, a wazonik w Kiku. Do tego kosztowały grosze, bo chyba 2 zł za sztukę. 

6.  Kwitnąca magnolia w moim ogrodzie, a raczej już przekwitająca, co widać po listkach na ziemi :) Nie mniej jednak jej widok za każdym razem bardzo mnie cieszy! Nie mogę się doczekać aż zakwitnie bez!


7. W mojej szafie znajduje się już kilka par lordsów, które uwielbiam, więc nie mogłam zrezygnować też z tych malinowych z Pull and Bear. Szczególnie urzekła mnie czarna lamówka! 

8. Vansy w super słodkie świnki, przeuroczy motyw :) Udało mi się je dorwać praktycznie nowe w SH za gorsze i choć nie wiem jeszcze, czy kiedykolwiek je ubiorę, to żal było mi ich nie brać. 

sobota, 12 kwietnia 2014

Jak zużyć nielubiane kosmetyki?

Cześć dziewczyny!

   Do dzisiejszego wpisu zainspirowało mnie sprzątanie w moich kosmetycznych zbiorach i zdecydowanie zbyt wiele zalegających buteleczek i słoiczków. Udało mi się uzbierać dość pokaźną kolekcję średnio lubianych kosmetyków i kilka bubli, których jednak nie chciałam wyrzucać. Przypomniałam sobie więc różne, niekoniecznie oczywiste, zastosowania kosmetyków oraz wymyśliłam kilka nowych, więc jeśli macie ochotę poznać moje sposoby na to, jak zużyć nielubiane kosmetyki i znaleźć dla nich inne zastosowanie, czytajcie dalej :)


1. Podkłady

   Kiedy przerzuciłam się na podkłady mineralne, w szufladach zostało mi dobre kilka buteleczek podkładów płynnych, do których niespecjalnie chciałam już wracać. Część z nich rozdałam ale część wciąż leżała nieużywana, więc postanowiłam wykorzystać przeczytany gdzieś dawno sposób o dodawaniu ich do balsamu. Balsam z odrobiną podkładu nałożony na nogi świetnie wyrównuje koloryt i ogólnie wygląda bardzo fajnie. Może być alternatywą dla znanych rajstop w sprayu :)

2. Wcierki/mgiełki

    Zazwyczaj o tym, że dana wcierka nie sprawdza się w naszym przypadku, dowiadujemy się dość szybko i zostaje nam cała buteleczka produktu, z którym nie wiadomo co zrobić. Tak było u mnie w przypadku nowego składu Jantaru, jednak udało mi się zużyć go do rozcieńczania szamponu w małym kubeczku. Taki szampon nadal dobrze się pieni i oczyszcza, ale jest łagodniejszy dla naszych włosów a dodawanie wcierki na pewno przynosi lepsze korzyści niż dodawanie zwykłej wody. W ten sposób zużyłam całą buteleczkę bez skutków ubocznych wcierki, które odczuwałam aplikując ją bezpośrednio na skórę głowy. Tak samo możecie wykorzystać także mgiełki.

3. Krem 

   Nielubiane kremy możemy zużyć tak naprawdę na kilka sposobów. Ja zazwyczaj wsmarowuję je w szyję lub w dłonie, jednak ostatnio odkryłam jeszcze jeden fajny sposób, a mianowicie mieszanie ich z glinkami. Pisałam Wam już kiedyś o dodawaniu do nich olejku, co zapobiega szybkiemu wysychaniu na twarzy i okazuje się, że kremy sprawdzają się równie dobrze. Jedynym minusem jest fakt, że trzeba ich dodać nieco więcej, ale w końcu i tak naszym celem jest ich zużycie :)

4. Silikonowe serum

   Być może części z Was ten sposób jest znany, ale ja poznałam go dopiero niedawno. Jeśli silikonowe serum przeciąża nasze włosy lub powoduje inne, nieciekawe efekty, możemy użyć go jako... wysuszacza do lakieru. Moją wielką zmorą są długo schnące lakiery i co za tym idzie, fantazyjne wzorki na paznokciach typu odgnieciona faktura spodni :) Posmarowanie minimalnie podsuszonych paznokci kropelką serum znacznie przyspiesza proces schnięcia.

5. Perłowe lub brokatowe cienie czy sypkie pigmenty

   Na pewno większość z Was ma gdzieś na dnie szuflady starą paletkę czy pojedynczy cień, którego faktura nie do końca Wam odpowiada. Bez problemu możecie pokruszyć go i dodać do balsamu dzięki czemu uzyskacie bardzo fajny balsam rozświetlający. Mi bardzo często zdarza się używać tego typu gotowych balsamów czy olejków latem w okolice obojczyków, więc czemu nie zrobić takiego balsamu samemu? :)

6. Olej

   Jeśli olejujecie włosy, pewnie zdarzyło Wam się trafić kiedyś na olej, który im nie pasuje, obciąża je, puszy czy przetłuszcza. Jeśli jest to olej spożywczy taki jak np. kokosowy, lniany czy winogronowy, spokojnie możecie zużyć go w kuchni, jednak do czego jeszcze? Po pierwsze, bardzo polecam Wam olejowanie paznokci, którego efekty możecie zobaczyć w tym poście. Olejki możemy wykorzystać także do smarowania brwi czy rzęs a nawet łokci. 

7. Odżywki/maski

   Pewnie znacie patent z goleniem nóg na odżywkę, ale ja mam dla Was jeszcze dwa inne, ale wciąż włosowe zastosowania tej średnio lubianej. Po pierwsze, możecie użyć jej do emulgowania oleju, szczególnie jeśli macie problem z jego zmyciem. Nałożenie odżywki na naolejowane włosy i pozostawienie jej na dwie minuty a następnie spłukanie i odpowiednie mycie pozwoli Wam pozbyć się nadmiaru oleju bez konieczności używania bardzo silnych szamponów. Drugi sposób polega na wymieszaniu odpowiedniej porcji odżywki z wodą w butelce z atomizerem. W ten sposób powstanie nam mgiełka, która może spisywać się świetnie i jednocześnie eliminować negatywne efekty odżywki nakładanej bezpośrednio na włosy, takie jak np. szybsze przetłuszczanie. Ilość odżywki zależy od Waszych włosów, jednak nie powinna być zbyt duża, aby ich nie obciążać. Tak naprawdę w ten sposób możecie zużyć także maski. Oba te produkty możecie oczywiście także spróbować tuningować, czyli dodawać do nich odpowiednie półprodukty czy oleje. O dodawaniu oleju do maski przeczytacie tutaj. Odżywki zdarza mi się także nakładać na pędzle po myciu :)


Co mogłybyście dodać od siebie? Macie jakieś fajne patenty na to, jak wykorzystać buble? :)