urodaiwlosy.pl

FBemaillinkTwitterlink

czwartek, 12 lipca 2018

Trwały makijaż i manicure na wakacje - letnie zwiedzanie z Semilac

Pogodzenie wielogodzinnego zwiedzania zatłoczonego miasta w pełnym słońcu i przy trzydziestostopniowej temperaturze z perfekcyjnym i przede wszystkim trwałym, gotowym do wykonania wakacyjnej sesji fotograficznym makijażem, to zdecydowanie niełatwe zadanie. Dzisiaj wraz z marką Semilac, która od niedawna poza produktami do paznokci posiada w swojej ofercie również produkty do makijażu, mam dla Was kilka porad i sposobów na to jak nie martwić się o makijaż i manicure w ciągu dnia pełnego atrakcji!


Trwały makijaż ust


Makijaż ust to coś, co podczas wakacyjnego zwiedzania miasta lubię najbardziej, bo unikam wtedy zazwyczaj ciężkiego makijażu oczu, stawiając na usta. Dobry produkt do ust potrafi pozostać na nich spokojnie kilka godzin. W tym przypadku wybieram zazwyczaj szminki w płynie, koniecznie w macie, choć wolę te, które mają lekko "gumowe" wykończenie i pracują na ustach, zamiast tych bardzo suchych, bo efekt wysuszonych ust to nie do końca to, na czym mi zależy. Matowe szminki w płynie Semilac to hit! Na pewno zdążyłyście już o nich usłyszeć, bo szturmem podbijają ostatnio wszelkie social media. 


Trwałość jest cudowna, a wykończenie należy właśnie do matów, jednak nie tych piaszczyście suchych, a bardziej tych z typem wykończenia, które nazywam właśnie gumowym, czyli pracującym lekko z ruchami ust, dzięki czemu unikniecie pęknięć i przesuszeń. Podczas zwiedzania latem i nie tylko latem nie polecam błyszczyków ani niematowych szminek - wystarczy lekki wiatr, aby zaczęły przyklejać się do nich włosy, co przynajmniej dla mnie jest bardzo irytujące.


W najnowszej kolekcji możecie znaleźć sporo soczystych, letnich kolorów, ale i trochę tych bardziej stonowanych. Do moich ulubieńców, co pewnie Was nie zaskoczy, należą Burgundy i Indian Roses, czyli dwa brudne róże, ciemniejszy i jaśniejszy. Burgundy mam na ustach na zdjęciu głównym. Bardzo do gustu przypadł mi również Purple Diamond i Elegant Raspberry, oraz Sexy Red. Czerwień przetestowałam ostatnio w ekstremalnych, imprezowych warunkach z tłustym jedzeniem, wysoką temperaturą i drinkami - po powrocie usta nadal wyglądały dobrze, a poprawiłam je tylko raz w ciągu kilku godzin, bezpośrednio po jedzeniu.


Trwały makijaż oczu


Jeśli chodzi o makijaż oczu, który ma przetrwać długie godziny zwiedzania w pełnym słońcu, ja zazwyczaj stawiam na maty lub produkty błyszczące, ale w wersji zastygającej, czyli np. w kremie lub pigmenty. Makijaż z dzisiejszych zdjęć wykonałam za pomocą palety Semilac Warm Nude użytej do cieniowania górnej i dolnej powieki oraz cienia w kremie 054. Palety dostępne są w dwóch tonacjach, ciepłej i wpadającej w róż. W każdej z nich znajdziecie pięć cieni idealnych do wykonania dziennego makijażu w brązach i odcieniach nude. Od jasnych, po ciemniejsze. Dodatkowo znajdziecie w nich dołączony dwustronny pędzelek. 


Cienie są bardzo fajnej jakości i łatwo się blendują, trwałość na duży plus, jak to w przypadku produktów matowych. Jeśli jednak chcę dodać mojemu makijażowi odrobinę błysku, a zależy mi na dużej trwałości, idealnym wyjściem są satynowe cienie w kremie. Raczej w takich warunkach nie sięgam po prasowane cienie satynowe, bo w połączeniu z upałem mają tendencję do rolowania się i spływania. Polecam nałożyć małą kropkę na dłoń, a następnie wklepać cień delikatnie w powiekę palcem. Jeśli zależy Wam na trwałości naprawdę wielogodzinnej, warto pod cienie nałożyć bazę. Ta z nowej serii Semilac sprawdza się naprawdę fajnie, a cenę ma bardzo przystępną.




Moim ulubieńem jest szampański kolor 054 oraz różowe złoto 094, naprawdę polecam Wam ich zakup! Przepięknie się mienią, a po zastygnięciu (a lepiej się spieszyć! :)) są nie do zdarcia. Jeśli wolicie chłodniejsze kolory, być może podpadnie Wam lekko fioletowy 109. W ofercie znajdziecie również złoto i srebro (037 i 144), które mają nieco więcej widocznych drobinek niż pozostałe trzy kolory.


Trwały makijaż twarzy


Nie wiem jak Wy, ale ja podczas zwiedzania w upałach raczej unikam podkładów, albo stosuję raczej te lekkie i matujące, lub sięgam po kremy BB. Stawiam raczej na makiaż ust i oczu, przy którym mogę pozwolić sobie na zastosowanie bardziej trwałych produktów bez uczucia ciężkości na twarzy. Tutaj wybieram raczej odrobinę bronzera, różu oraz sypkiego pudru. O przewadze sypkich pudrów nad praowanymi pisałam Wam TUTAJ. W dzisiejszym makijażu możecie zobaczyć rozświetlający róż z drobinkami Fresh Pink, który nadaje efekt zdrowej, lekko rumianej cery.



Trwały manicure


Hybrydy na wyjazd wakacyjny to dla mnie mus! Szczególnie w połączeniu z żelem, bo wtedy mogę zapomnieć o paznokciach na trzy tygodnie, a ostatnie czego potrzebuję na wakacjach to zmarwienia z powodu odpryskujacego lakieru. Jeśli wiecie, że przez pewien czas nie będziecie mieć okazji poprawić Waszego manicure, przyłóżcie się do niego zwracając uwagę na to, żeby nie zalać skórek. To własnie ten błąd najczęściej odpowiada za zmniejszenie trwałości hybryd. 


Lakiery Semilac należą do jednych z najtrwalszych na rynku, dlatego też wymagają użycia acetonu przy ich zmywaniu. Ja od jakiegoś czasu używam jednak tylko frezarki, więc nie straszne mi ściąganie :) Zajmuje mi to dosłownie kilka minut. Na moich paznokciach możecie zobaczyć kolor Brave Coral, czyli koral wpadający w intensywny róż. To element najnowszej kolekcji Celebrate:





Delicate White - ciepła biel wpadająca w krem, ślicznie wygląda przy opalonej skórze. Mój typ jeśli chodzi o pedicure.
Power Cobalt - klasyczny, ciemny kobalt. Bardzo elegancki, ale jednak wciąż letni kolory, idealny na wakacje!
Brave Coral - odcień, który mam obecnie na paznokciach to koral wpadający w intensywny róż. Trochę barbie, trochę koral :) Uroczy!


Joyful Yellow - klasyczny, energetyczny żółty, choć wpadający lekko w słonecznik. Świetny do zdobień.
Kind Apricot - jeden z delikatniejszych kolorów z kolekcji. Mleczna brzoskwinia, lekko pastelowa.
Freedom Blue - to idealnie smerfny kolor :) Jeśli lubicie niebieski, będziecie z niego bardzo zadowolone.

***
Jakie są Wasze sposoby na trwały makijaż latem? Jakie kosmetyki wybieracie?

Czytaj dalej

wtorek, 10 lipca 2018

Związek z obcokrajowcem, czyli jak to jest być z Latynosem - Q&A

Zazwyczaj nie podejmuję na łamach bloga tematyki dotyczącej mojego prywatnego życia, jednak fakt, że mój chłopak nie jest Polakiem oraz to, czy przeprowadziłam się do Hiszpanii i czemu w ogóle jestem tyle czasu bardzo Was interesuje, a ja staram się odpowiadać na najczęściej pojawiające się pytania. Tygodniowo dostaję od Was pełno komentarzy w tej kwestii, więc ostatnio zapytałam Was na insta story o Wasze pytania w tym temacie, także dzisiaj obiecany tekst o nieco bardziej prywatnej tematyce. Odpowiem w nim na część tych najczęściej zadawanych!


Z jakiego kraju pochodzi mój chłopak? 


Dużo z Was myśli, że jest Hiszpanem, ze względu na miejsce zamieszkania, którym jest Barcelona. :) Jest on jednak Argentyńczykiem, czyli Latynosem, jednak z podwójnym obywatelstwem – włoskim (ze względu na pochodzenie pradziadków) i argentyńskim, czyli właściwie zgodnie z prawem jest również obywatelem Unii Europejskiej, co pozwala mu na swobodne mieszkanie w Europie bez konieczności uzyskiwania pozwoleń czy wiz. Obecnie mieszka więc w Barcelonie. 

Czy przeprowadziłam się do Hiszpanii? 


O to pytacie bardzo często, bo jak możecie zauważyć chociażby po zdjęciach na instagramie, w Hiszpanii jestem ostatnio częściej niż w Polsce. Szczerze mówiąc nie dopuściłam jeszcze do siebie myśli, że oficjalnie zmieniłam kraj, więc pozostaję przy opcji, że mieszkam w dwóch :D Oboje pracujemy zdalnie, więc nie mamy problemu z podróżowaniem między Hiszpanią a Polską. Barcelona to więc obecnie mój drugi dom. 



W jakim języku rozmawiamy? 


Jak wiecie, ja po angielsku mówię płynnie, podobnie jak na szczęście mój chłopak. Angielski jest więc naszym głównym, wspólnym językiem, w którym się porozumiewamy. Od kiedy połowę mojego czasu spędzam w Barcelonie, oczywistym jest, że uczę się również języka hiszpańskiego i czasem przestawiamy się na chwilę na ten język lub wprowadzamy pewne wstawki, łatwiejsze do przetłumaczenia czy zrozumienia w danej sytuacji. Z tego powodu pojawiają się w naszych konwersacjach kwiatki typu „baby, could you buy el cebollino?” (kochanie, mógłbyś kupić szczypiorek?) czy „vamos a la playa?” czyli idziemy na plażę, bo jakoś tak dziwnie mówić o plaży po angielsku :). Przyznam, że zdarza mi się również przeklinać po hiszpańsku! Gdy mnie lekko wkurzy, zdarza mi się mówić do niego po polsku, choć oczywiście rozumie bardzo mało i jest w stanie powiedzieć tylko kilka podstawowych słów czy zwrotów. Po polsku zdarza mi się też mówić wtedy, gdy nagle mnie obudzi i mój mózg nie zdążył przypomnieć sobie jeszcze, że to nie ten język, w którym rozmawiamy. No cóż! Tego typu sytuacji mogłabym przytoczyć Wam bardzo dużo, wszak posiadanie niepolskojęzycznego partnera bywa bardzo zabawne. Naszym głównym językiem jest jednak angielski. 

Czy pojawiają się między nami bariery językowe? 


Szczerze mówiąc bardzo rzadko, ponieważ oboje mówimy po angielsku płynnie. Oczywiście zdarzają się takie sytuacje, że trzeba coś powiedzieć opisowo lub sprawdzić w słowniku, jak np. ostatnio podczas rozmowy o zepsutej klimatyzacji w mieszkaniu. Uświadomiłam sobie wówczas, że nie tylko nie mam zielonego pojęcia czym jest czynnik chłodzący, ale również nie wiem jak powiedzieć „czynnik chłodzący” po angielsku. To jednak zupełnie nam nie przeszkadza, bo w końcu oboje jesteśmy native speakerami, a i tym przecież zdarza się jakiegoś słowa nie znać. 

Wiem, że wiele z Was zastanawia się nad tym, czy można stworzyć język bez zaawansowanych umiejętności językowych. Zależy. Myślę, że dużym problemem byłoby, gdyby obie osoby nie mówiły w żadnym wspólnym języku przynajmniej na dobrym poziomie, bo pojawia się wówczas problem z tym jak właściwie przekazać danej osobie siebie i własne poglądy, kiedy nie można zrobić tego słownie. Co z dyskusjami o polityce, czy ekonomii? W takim wypadku myślę, że trzeba nastawić się na dość szybką naukę danego języka lub po prostu zrezygnowanie z tego typu związku. Jeśli jednak jedna z osób jest od urodzenia anglojęzyczna lub mówi w tym języku płynnie, a druga mówi tak sobie, to uwierzcie mi – już po miesiącu zauważycie wielkie postępy, bo nic nie uczy lepiej, niż praktyka.


A co z barierami kulturowymi? 


Zależy. Od obu osób i od obu kultur, a w szczególności od tego jak są od siebie odległe. Nie tylko kultury, ale i charaktery. Na pewno nie można powiedzieć, że Latynosi są tacy a tacy, tak samo jak nie można powiedzieć, że każdy Polak jest identyczny. Są jednak pewne ogólne cechy, które można przypisać do ogółu, oczywiście z wyjątkami. W przypadku Latynosów będzie to na pewno ogromna otwartość i pozytywne nastawienie do życia, czasem aż zbyt pozytywne, czyli przesadny optymizm :) Ja należę do osób ekstrawertycznych, więc w otoczeniu głośnych i śmiejących się Latynosów czy Hiszpanów, lubiących przekraczać polskie granice na każdym kroku (np. z dotykiem, przytulaniem i całowaniem) czuję się bardzo dobrze. Nie jestem przekonana jednak jak w takim otoczeniu czułaby się osoba bardzo introwertyczna. Albo jak w związku z Latynosem odnalazłaby się dziewczyna, która ma tendencje do przesadnej zazdrości, bo tutaj często my Polacy odbieramy rzeczy inaczej. Albo jak w związku z Polką, która oczekuje typowo patriarchalnego związku, odnalazłby się Latynos, w którego kraju matka i babcia sprawują całą władzę :) W przypadku kultury polskiej w starciu z kulturą argentyńską nie nazwałabym tego barierami, ale raczej wyzwaniami. Dla mnie są to wszak plusy, a nie minusy i właściwie dostrzegam znacznie więcej zalet w tej kulturze i wychowaniu mężczyzn, niż wad. Na rzeczy takie jak spóźnialstwo, wieczne „jakoś to będzie, po co się martwić” czy czasem aż zbytnią otwartość przymykam więc oko i nie mam z tym problemu. Ważne jednak, aby dobrać się nie tyle kulturowo, co charakterologicznie, aby nasze charaktery odnalazły się dobrze w danej kulturze.

Jakie są plusy i minusy związku z obcokrajowcem? 


Nie rozróżniając na narodowości myślę, że największym plusem jest różnorodność w związku. Dla obu stron wszystko jest nowe i ciekawe, a do tego można sobie wzajemnie trochę podebrać z własnych kultur to, co najbardziej nam się podoba. Tak też śniadania jemy po polsku, czyli na słono, a do obiadu (o 20!) pijemy wino. W sobotę tańczymy salsę z mojito w ręce, a w niedziele jemy rosół z pietruszką. Ja widziałam argentyńskie filmy i seriale, o których normalnie nigdy bym nie słyszała, a mój chłopak wszystkie części Pit Bulla, Killera, Dzień Świra i wiele innych. Oczywiście ogromnym plusem jest możliwość rozwoju pod względem języka! Dla mnie możliwość nauczenia się hiszpańskiego od hiszpańskojęzycznej osoby jest bezcenna, a do tego na co dzień posługuję się angielskim, więc na bieżąco ćwiczę płynność. Mogę mieszkać na co dzień w Barcelonie, a mój chłopak odwiedzić większość miast w Polsce i dać się upić moim polskim znajomym wódką za każdym razem, gdy odwiedza mój kraj. 

Jeśli chodzi o minusy, to bardziej wskazałabym barierę językową, jeśli chodzi o rodzinę – nie wszystkie ciocie i babcie będą mówić po angielsku. Trzeba nastawić się na rolę wiecznego tłumacza i zapomnieć o widoku wujka prowadzącego zażartą dyskusję na temat PiS czy PO z Waszym facetem. Z drugiej strony możecie patrzeć, jak Wasz facet ogląda mecz razem z Waszym ojcem i uczy się wymówić łamanym polskim „żółta kartka”. Minusem może być również niezrozumienie pewnych typowo polskich spraw, jak chociażby wyżej wspomniane kwestie polityczne, religijne, czy chociażby żarty – nie możecie wysyłać sobie polskich memów, a nawet przetłumaczone nie będą śmieszne bez znajomości tła. Minusem może być również problem z wyborem kraju, w którym będziecie wspólnie mieszkać, ale tutaj wszystko zależy od sytuacji. 

Jak to jest być w związku z Latynosem? 


Myślę, że musiałabym być z przynajmniej dziesięcioma, żeby móc jednoznacznie to stwierdzić. I to z różnych krajów! Wszak Kolumbijczyk nie będzie taki sam jak Argentyńczyk czy Brazylijczyk. Obserwując jednak moich wszystkich latynoskich znajomych oraz oczywiście mój związek, mogę wysnuć pewne ogólne tendencje. Na pewno jest bardzo romantycznie. Latynosi nie mają problemu z mówieniu o uczuciach i okazywaniu ich. To coś, czego czasem może brakować w polsko-polskim związku. Wbrew stereotypom, w związkach te słowa są naprawdę szczere – czują tak samo jak Polacy, jednak łatwiej im o tym mówić. W takim związku jest też bardzo dużo czułości. Buziaków, tulenia, potrzeby ciągłego kontaktu ze strony mężczyzny, chociażby w postaci trzymania ręki podczas jedzenia czy nawet prowadzenia samochodu! Mój chłopak potrafi usilnie trzymać mnie za rękę nawet wtedy, gdy prowadzę i co chwilę zmieniam biegi. Jest też bardzo wesoło, bo to bardzo pozytywni i śmiejący się ciągle ludzie, jest emocjonalnie bo kłótnie wyglądają czasem jak opera mydlana. Szczerze mówiąc ciężko mi się kłócić w takiej atmosferze, bo gdy widzę mojego dramatyzującego faceta z miną godną aktora w brazylijskiej telenoweli po prostu wybucham śmiechem i ogólnie mało się kłócimy, bo Latynosi to również osoby bardzo ugodowe. Szczególnie, jeśli chodzi o Argentyńczyków, bo zazwyczaj idą na wiele ustępstw i na większość rzeczy są po prostu na tak bez robienia zbędnych problemów. Wybuchają na krótko, mają potrzebę od razu wszystko wyjaśnić (zapomnijcie o kilkugodzinnym fochu) i po kilku minutach jest po problemie. Jest też zaskakująco, chociażby wtedy gdy Twój chłopak po godzinie w polskim barze ma dziesięciu nowych kolegów, szczególnie gdy nie mówią oni za dobrze po angielsku i dogadują się z nim mieszanką łamanego angielskiego i niemieckiego.

***
Odpowiedziałam dziś na najczęściej pojawiające się pytania, jednak jeśli macie inne - piszcie w komentarzach. Tam też postaram się na nie odpowiedzieć! :)
Czytaj dalej

środa, 27 czerwca 2018

Mów do siebie, czyli jak nauczyć się angielskiego samemu? Najlepsze sposoby!

Obecnie przez większość mojego czasu posługuję się językiem angielskim i dziękuję sobie w myślach za to, że kiedyś miałam chęci do samodzielnej nauki tego języka, zamiast oprzeć się jedynie na nauce akademickiej. Ja sama odkrywałam co ma sens przy nauce samemu, a co tylko powoduje frustrację, dlatego dzisiaj ze względu na wiele próśb z Waszej strony podam Wam w pigułce sposoby na to, jak nauczyć się angielskiego samemu (i każdego innego języka), a dokładniej te, które sprawdziły się najlepiej w moim przypadku. I nie mają nic wspólnego z kuciem!

jak nauczyć się angielskiego samemu

Jak to było z moim angielskim?


Języka angielskiego uczyłam się w różnych szkołach łącznie przez 18 lat, do których zalicza się skończenie dwujęzycznej filologii z językiem angielskim jako jednym z dwóch. Mimo tego uważam, że mój obecny poziom języka to w dużej mierze moja własna zasługa, bo niestety – poziom nauczania języków w naszych szkołach kuleje. Nie przez nauczycieli, ale przez system, który zamiast na praktyce skupia się na wkuwaniu na pamięć zasad bez ich kompletnego zrozumienia i wałkowania tych samych czasów od początku w każdej szkole. W razie, gdyby wkute na pamięć zasady z poprzedniej zdążyły wylecieć Ci z głowy, a pewnie wyleciały, bo jak można zapamiętać coś, czego sensu się po prostu nie rozumie? Brakuje samodzielnej praktyki w sytuacjach zbliżonych do życiowych, bo wierzcie mi – możecie znać zasady past perfect na pamięć, ale równie dobrze możecie zrozumieć 10% z tego, co mówi do Was 60-latek ze specyficznym, irlandzkim akcentem, albo 17-latek z gwarą prosto z amerykańskiego lub high school. Serio! Dobrym testem znajomości angielskiego jest obejrzenie jednego odcinka Skins bez napisów :). Dość dużo załapałam w liceum, ale nadal czułam, że brakuje mi przede wszystkim sporo swobody i płynności, więc wybrałam studia językowe, aby nie tracić kontaktu z angielskim. Chciałam mówić płynnie tak, aby móc przeprowadzać rozmowę na KAŻDY temat nie operując jedynie suchym językiem z książek i myśląc nad tym jakiego czasu powinnam teraz użyć. Szybko zorientowałam się, że nawet studia mi tego nie zapewnią, choć na pewno bardzo pomogły, bo każda wiedza ma sens i rozwija nasze językowe umiejętności. Nawet ta zdobyta dzięki przesiedzeniu godziny na nudnej lekcji angielskiego w szkole, chociażby mielibyście wynieść z niej znajomość dwóch nowych słów. Mniej więcej pod koniec liceum zorientowałam się, że bazując tylko na szkole (nawet na studiach, jak się potem okazało) nie osiągnę mojego wymarzonego poziomu i zaczęłam się uczyć na własną rękę z innej strony. 

jak nauczyć się angielskiego samemu

Książki, czasopisma i artykuły w oryginale


Pamiętam, że moją pierwszą książką po jaką sięgnęłam w języku angielskim był jakiś beznadziejny romans, który nie był nawet ciekawy. Dorwałam ją jednak za złotówkę w jednym z second handów - polecam właśnie tam szukać książek po angielsku! Na moje szczęście poziom zastosowanego języka nie był na tyle duży, bo w końcu przeznaczony dla nastolatek, żeby znacznie przewyższyć mój ówczesny poziom, ale oczywiście czytanie nie było najłatwiejsze. Skrupulatnie jednak tłumaczyłam słowa, których nie znam w słownikowej aplikacji na telefon i zapisywałam długopisem nad oryginałem (jestem wzrokowcem, więc tak szybciej zapamiętuję). Po kilkudziestu stronach zauważyłam, że zapisuję coraz mniej, bo pewne słowa, których nie znałam na początku książki naturalnie się powtarzały, więc zapisywanych nie było aż tak dużo, aż na początku. Zapisywanie kontynuowałam dość długo. Czytanie w oryginale jest świetnym sposobem na naukę, bo części słów możecie domyślić się z kontekstu, a więc też zapamiętać o wiele łatwiej niż podczas wkuwania na pamięć, a i samo czytanie pozwala naturalnie przyswoić słowa. Ja obecnie jestem na tyle przyzwyczajona do czytania po angielsku, że po polsku czytam tylko polskojęzycznych autorów, a wszystkich innych tylko po angielsku.

No dobrze, ale co jeśli nie jesteście w stanie przeczytać normalnej książki, bo Wasz poziom nakazywałby tłumaczenie 90% słów i ciężko byłoby Wam zrozumieć sam kontekst? Wybierzcie coś, co odpowiada Waszemu poziomowi, chociażby miałaby to być książka dla czteroletniego dziecka. Serio. To też polecałam dorosłym, których uczyłam angielskiego (udzielałam jakiś czas korków), a których poziom był bardzo słaby. Mierzmy siły na zamiary! Tego typu książki w internecie znajdziecie bardzo łatwo w wersji pdf. Tutaj strona z darmową literaturą dziecięcą. Mogą to być również krótkie artykuły w internecie, np. na zagranicznych serwisach plotkarskich (język prostszy, niż serwisy z wiadomościami) albo nawet banery reklamowe czy ulotki! Nie polecam rzucania się na coś o wiele wyższego poziomem, niż Wasz, bo po prostu się zniechęcicie, a ma być to przede wszystkim przyjemna forma. 

***
Książki w oryginale najłatwiej dostać w księgarniach online. Polecam użycie darmowego refundera podczas zakupów, czyli programu, który zwraca procent za zakupy online na konto, bo wychodzi znacznie taniej. A do tego rejestrując się z mojego linka dostaniecie 25 zł na konto, więc można je sobie potem wydać na darmową książkę :) Info TUTAJ, mają bardzo proste zasady i sporo sklepów online w programie, również np. odzieżowych!

jak nauczyć się angielskiego samemu

Filmy, seriale, youtube, piosenki


Kolejną świetną formą na przyjemną naukę jest oglądanie. I tutaj znów – w zależności od Waszego poziomu. Jeśli jest dość słaby, oglądajcie na YT bajki przeznaczone dla NAJMNIEJSZYCH dzieci. Takich, które też właśnie uczą się poziomu od zera. Tak swoją drogą nauczyłam się moich pierwszych słów po hiszpańsku, oglądając bajki, w których podstawowe słowa wymawiane są bardzo powoli i dokładnie. Wystarczy wpisać na YT np. „cartoons for kids”. Bardziej zaawansowanym polecam oglądać filmy i seriale, do wyboru dwie opcje: albo w oryginale, ale z angielskimi napisami (opcja dostępna np. na Netflixie, albo można sobie dodatkowo ściągnąć napisy angielskie) albo całkowicie w oryginale, bez napisów. Polecam jednak z napisami, bo po prostu szybciej się nauczycie przez połączenie słuchu i wzroku. Jeśli nie znacie danego słowa i nie możecie wywnioskować co znaczy z kontekstu – zróbcie pauzę i sprawdźcie w translatorze. I tyle. Po prostu oglądajcie. Nawet nie wiecie, ile może nauczyć Was 10 sezonów ulubionego serialu! :) Tutaj polecam głównie seriale i filmy amerykańskie, bo amerykański akcent jest łatwiejszy do wyłapania, niż brytyjski. Np. Przyjaciół, lub większość seriali stacji CW. Bardziej zaawansowani mogą oglądać angielskojęzyczne youtuberki albo nawet wiadomości, które bez problemu znajdziecie online. Jeśli macie kablówkę, na pewno znajdziecie też sporo programów anglojęzycznych. Ciekawą opcją jest również tłumaczenie sobie samemu słów ulubionych piosenek. Wystarczy znaleźć w internecie oryginalny tekst i spróbować przetłumaczyć go słowo po słowie. Oczywiście mogą to być również łatwe piosenki dla dzieci, w zależności od potrzeb. Nikt Was tutaj nie ocenia, nie wystawia oceny, nie sprawdzi zadania domowego. Może będzie źle, ale część sprawdzonych i przetłumaczonych słów na stałe zostanie Wam w głowie!

Mówienie do siebie. Serio!


Jakkolwiek szalenie to brzmi, ten sposób praktykuje dużo poliglotów :). Mówienie lub myślenie (wśród ludzi, gdy nie wypada mówić) w języku angielskim to genialna praktyka za darmo, która przy okazji oswoi Was z językiem w sytuacjach codziennych. Po prostu – np. jadąc pociągiem, myśląc o sukience w kwiatki dziewczyny z drugiego rzędu, zamiast po polsku, zróbcie to po angielsku. Gotując obiad w domu wymieniajcie wszystkie czynności na głos po angielsku: and now I’m going to boil two potatoes brzmi trywialnie, ale naprawdę świetnie oswaja Was z językiem i pomaga wypracować płynność. Jeżeli nie jesteście w stanie jeszcze sklecić całych zdań, spróbujcie nazywać rzeczy, które mijacie po drodze do szkoły. Tych, których nie znacie, wyszukajcie w aplikacji ze słownikiem. Róbcie to jak najczęściej w przeróżnych sytuacjach! To jedna z tych dziwnych rzeczy, na wspomnienie których wszyscy najpierw robią minę na zasadzie „zwariowałaś?”, a potem polecają innym. 


Rozmowy w praktyce


Jeśli po kilku miesiącach oglądania filmów z angielskimi napisami, czytania książek po angielsku i mówieniu do siebie załapiecie trochę wprawy, łatwo podbić swój poziom angielskiego poprzez rozmowy w praktyce. Wiem, że dużo osób się boi i stresuje, ale niestety sucha wiedza niewiele Wam da. Trzeba ćwiczyć. Tym z Was, którzy wolą zostać w domu polecam np. chatroulette, czyli platformę do czatów video z randomowymi osobami. Można je dowolnie przełączać, losują się automatycznie. Można sobie po prostu porozmawiać, niekoniecznie z rodowitym Amerykaninem czy Anglikiem. Fajną opcją są również wszelkie wymiany językowe w większych miastach. Np. we Wrocławiu raz w tygodniu można spotkać się w barze w grupie różnych obcokrajowców, żeby porozmawiać po angielsku. Nikt nie wymaga perfekcyjnej znajomości tego języka! Możecie spróbować również znaleźć kogoś, komu zależy na nauce polskiego (tak, są tacy ludzie :D) i wymienić się Waszymi umiejętnościami językowymi. Trochę rozmowy po polsku, trochę po angielsku. 

***
A Wy? Macie jakieś sposoby na samodzielną naukę języka, albo pytania w tej kwestii? Dajcie znać! :)

Czytaj dalej