urodaiwlosy.pl

FBemailTwitterlinklink

piątek, 29 sierpnia 2014

Jesienna wishlista :)

   Dzisiaj nietypowo, bo mam dla Was moje jesienne "chciejstwa". :) Jak na prawdziwego control freaka przystało, wszelkiego rodzaju listy to nieodłączny element mojego życia. Bez list, spisów i zapisków nie jestem w stanie funkcjonować, dlatego też przed każdym sezonem staram się stworzyć właśnie taką wishlistę, aby usystematyzować to, czego potrzebuję oraz to, czego nie potrzebuję, ale i tak kupię. :) Dzisiaj chciałabym się podzielić z Wami elementami garderoby i nie tylko, które koniecznie muszą znaleźć się w moich rękach tej jesieni i zimy. Trochę tego jest, więc podzieliłam całość na dwie części.


1. Lubię ciężkie i czarne buty, nic na to nie poradzę :) od dwóch sezonów moim zdecydowanym must have na jesień są tego typu botki, które znajdują się w mojej szafie w liczbie dwóch par, ale tej jesieni w oko wpadły mi botki z okuciami ze Stradivariusa. Prawdopodobnie nie będę w stanie się im oprzeć!

2. Poprzedniego sezonu bardzo wiernie służyła mi czarna, futrzana kamizelka z H&M, którą najczęściej zakładałam na skórzaną ramoneskę. W tej formie przechodziłam dużą część łagodnej zimy, jaka spotkała nas w zeszłym roku. W tym roku jednak mam ochotę na coś innego, a mianowicie kamizelkę jak ze zdjęcia wyżej. Zastanawiam się nad tą z Bershki, jednak kusi mnie tańsza wersja Sheinside

3. Duże i ciepłe oversizowe swetry to oczywiście mus każdej jesieni i zimy, zarówno te rozpinane jak i nie. Moje ulubione kolory tego typu swetrów to burgundowe, szare, białe i kremowe i pewnie kilka wpadnie mi do szafy tego roku :)

4. Rozkloszowana spódnica z grubszego materiału, za to nieco dłuższa niż większość oferowanych przez sieciówki. W mojej szafie jest dość dużo tego typu zwykłych, rozkloszowanych spódniczek, jednak większość jest raczej mini, szczególnie przy moich dość długich nogach. Rozkloszowana spódniczka w wersji nieco dłuższej, ale wciąż nad kolano poszukiwana! Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie? :)

5. Burgundowa szminka, czyli kolor, w którym czuję się najlepiej. Nie do końca pasują mi jasne szminki czy klasyczna czerwień, jednak w kolorach bordo czy śliwkowych widzę siebie tej jesieni :) Na zdjęciu MAC, zastanawiam się nad kolorem Capricious o wykończeniu Lustre, czyli nieco delikatniejszej, ale wciąż ciemnej wersji na co dzień. 

6. Uwielbiam paski i uważam, że nic nie wygląda lepiej niż klasyczne dżinsy i koszulka w biało-czarne pasy. Ewentualnie tylko cały biały t-shirt :) Tego typu wzór pasuje do wszystkiego i choć mam ich kilka w swojej szafie, to na pewno przydałyby mi się nowe kroje. 

7. Butelka Bobble, czyli butelka z wymiennym filtrem, do której możemy nalewać wodę prosto z kranu gdziekolwiek jesteśmy i mieć jakość tej butelkowanej. Kosztuje około 60 zł z filtrem, ale ponoć starcza na długo, cena wymiennego filtra to ok. 20 zł. Zamierzam przetestować ją w nowym roku akademickim :)

8. The Balm, Mary-Lou Manizer - znany już na pewno wszystkim rozświetlacz, który z jakiegoś powodu wciąż nie figuruje w mojej kolekcji. 


1. Niespecjalnie dobrze czuję się w typowo sportowych rzeczach, jednak w tym roku przekonałam się do tego typu bluz bez kaptura. W sierpniu potrzebowałam czegoś luźniejszego do samolotu i na wieczorne spacery, więc praktycznie bez przymierzania kupiłam zwykłą, czarną bluzę z napisami w H&M. O dziwo, od tamtego czasu praktycznie się z nią nie rozstaję. Pasuje świetnie do Conversów i nie tylko, więc zamierzam kupić jeszcze chociaż jedną w innym kolorze, np. właśnie szarym. 

2. Kurtka z wielkim kapturem marzy mi się już od zeszłego roku. Ta ze zdjęcia pochodzi akurat z Sheinside, jednak nie kupiłam jej jeszcze z prostego powodu. Wydaje mi się niestety, że jest dość krótka, dlatego szukam zamiennika :)

3. Skórzana kurtka - moja ulubiona ramoneska pochodzi z Cubusa, gdzie udało mi się ją dorwać 2 albo 3 lata temu w rewelacyjnej cenie. Po tym czasie jednak troszkę już mi się z nudziła i lekko przestał odpowiadać mi jej krój, dlatego szukam czegoś nowego. Ta ze zdjęcia wydaje się być idealna.

4. Spinka do włosów z H&M, która niestety nie jest jeszcze dostępna w Polsce. Czekam z utęsknieniem aż trafi do naszych sklepów, bo bardzo lubię spinać jedynie część włosów do tyłu, do czego powinna świetnie się nadać. 

5. Jimmy Choo, Flash - moje nowe perfumeryjne chciejstwo. Jeśli lubicie ciężkie, słodko-kwiatowe zapachy to Jimmy powinien przypaść Wam do gustu. Mi przypomina Hypnotic Poison Diora, choć Flash podoba mi się chyba nawet bardziej.

6. Klasyczna parka. Co prawda tego typu kurtka znajduje się już w mojej szafie, jednak przeżyła już dwa sezony, więc chętnie wymieniłabym ją na inną :) Szukam czegoś co będzie jednocześnie ładnie wyglądać oraz grzać!

7. Woskowane spodnie, czyli lżejsza wersja tych skórzanych. Koniecznie obcisłe i koniecznie czarne :)

8. Collistar, Magic Drops, czyli samoopalacz do twarzy w kroplach. Mam na niego chrapkę od jakiegoś czasu, jednak cena w Douglasie trochę mnie przeraża. Znalazłam je taniej jednak np. tutaj, więc chyba się skuszę :)

Co znajduje się na Waszej liście?

Czytaj dalej

wtorek, 26 sierpnia 2014

Moje włosy: powrót do naturalnego koloru, plany i cele na najbliższe miesiące

   Dzisiaj mam dla Was post z serii wolnych rozważań, bo chciałabym przedstawić Wam plany i cele włosowe na najbliższe miesiące a także problemy, z jakimi obecnie się zmagam. Za każdym razem gdy poruszam tego typu tematykę dostaję od Was wiele cennych rad, jak np. w poście "włosy cieniowane czy ścięte na prosto?", dlatego szczególnie lubię pisać właśnie takie posty :) Stan moich włosów macie okazję zobaczyć przynajmniej raz w miesiącu podczas włosowej aktualizacji, a ich najświeższe zdjęcia to te poniżej, z wpisu o Big Style. Zdjęcie po lewej prawie idealnie odzwierciedla długość włosów w naturalnym kolorze, który sięga już za ucho. To właśnie on na całej długości jest moim największym celem, ale o tym niżej.


1. Powrót do naturalnego koloru

   Nie raz wspominałam Wam już, że od roku nie farbuję włosów. Ostatni raz farbowane były one w sierpniu tamtego roku henną Khadi, która gościła na moich włosach wielokrotnie przedtem. Ze względu na to, że farbowanie henną miało u mnie miejsce wiele razy, a moje włosy są wyjątkowo chłonne jeśli chodzi o wszelkie barwniki, kolor na długości jest w tym momencie stały. Na pewno duży wpływ ma na to wcześniejsze farbowanie farbami chemicznymi, których pozostałości także znajdują się we włosie. Farbowanie henną pozwoliło jednak na zatarcie wyraźniej granicy między kolorem naturalnym i farbowanym, dlatego w tym momencie mam na głowie coś ala ombre. Naturalny kolor obejmuje już całe krótsze pasma przy twarzy, a jego długość wynosi 25 cm. Z tego wynika, że moje włosy przez ostatni rok rosły średnio 2 cm na miesiąc :) Ale dlaczego tak w ogóle powracam do naturalnego koloru?

   Dostaję od Was wiele komplementów odnośnie mojego koloru, jednak moim zdaniem nie jest to do końca odcień pasujący do mojego typu urody. Wszelkie mieszanki jakich używałam do farbowania naturalnego były pierwotnie kolorami bardziej brązowymi lub ewentualnie kasztanowymi, jednak w moim przypadku, jak i w przypadku dużej ilości dziewczyn, większość odcieni Khadi wypłukuje się do rudości i ciepłych odcieni. Mój naturalny kolor to jednak ciemny i przede wszystkim chłodny brąz, który mieni się bardziej na złoto a w żadnym wypadku na rudo czy kasztanowo. Chęć powrotu do naturalnego koloru opiera się w moim wypadku głównie na chęci posiadania takiego właśnie koloru na całej długości. Niestety, do tej pory nie udało mi się znaleźć ani farby drogeryjnej maksymalnie zbliżonej do mojego naturalnego koloru, ani tym bardziej farby naturalnej. Wszelkie drogeryjne brązy albo są zbyt ciepłe, bo prędzej czy później wpadają w kasztan czy mienią się na miedziano w słońcu, albo zbyt ciemne, bo są po prostu praktycznie czarne, a nie ciemnobrązowe. Z tego też powodu nie chcę farbować całości na kolor "zbliżony" do naturalnego, ponieważ prawdopodobnie skończy się to kolejnym przykryciem naturalnych włosów zbyt ciepłym kolorem. Dodatkowo w moim wypadku hennowane rudości bardzo szybko wybijają spod farby chemicznej, dlatego musiałabym farbować włosy na ten sam kolor co najmniej kilkukrotnie. Tak wygląda mój naturalny kolor:


   Bardzo ciężko było mi go uchwycić tak, aby aparat nie przekłamał kolorów, jednak nawet na pierwszy rzut oka widać różnicę w temperaturze odrostów a rudawych pasm niżej. Najlepiej widać mój naturalny kolor bliżej nasady. 

2. Pozbycie się cieniowania i cięcie w U

   Moje włosy obecnie są praktycznie wyrównane, jednak posiadają jeszcze kilka pasm krótszych od reszty, jako pozostałości po cieniowaniu. Choć wciąż nie jestem do końca pewna czy chcę rezygnować z cieniowania i przede wszystkim czy jego brak jest odpowiedni dla mojego typu włosów, to chcę jednak zapuścić całkowicie własnie te krótsze pasma, aby ściąć wtedy włosy na kształt litery U. Nie do końca dobrze czuję się z całkowicie równymi końcówkami, ale też nie jestem do końca przekonana do cieniowania, dlatego cięcie w U wydaje się być dla mnie idealnym rozwiązaniem.

3. Wyhodowanie nowych włosków i zapuszczenie ok. 10 cm więcej

   Od dobrych kilku miesięcy nie zapuszczam włosów. Oczywiście nadal rosną, jednak każdego miesiąca obcinam to, co urosło, ponieważ przez cały ten czas zależało mi bardziej na idealnym stanie końcówek i pozbyciu się cieniowania (punkt 2), niż na długości, choć moje włosy i tak są długie. Jeśli zdecyduję się jednak na cięcie w U, krótsze pasma bliżej twarzy mogą tworzyć efekt krótszej całości, dlatego obecnie skupiam się także na zapuszczeniu włosów na długości o kilka cm więcej. 

Jakie są Wasze obecne plany i cele włosowe?



Czytaj dalej

piątek, 22 sierpnia 2014

Małe cudeńko - bronzer Sephora, Poudre de Soleil

   Jako, że kilka bronzerów w mojej kolekcji powoli dobija dna, pozwoliłam sobie na zakup nowego cudeńka, które od jakiegoś czasu codziennie gości na mojej twarzy. Zakup nowego bronzera był także niesamowicie konieczny (oczywiście :)) ze względu na to, że tego lata opaliłam się nieco mocniej niż zazwyczaj. Nie dotyczy to jednak twarzy, która ze względu na sumienne stosowanie spf 50 nieco odznacza się od reszty ciała, dlatego sztuczne przybrązowienie jej jest konieczne :) Po przestudiowaniu ocen na wizażu oraz wielu pozytywnych słów usłyszanych na temat bronzerów Sephory, postanowiłam skusić się na Poudre de Soleil właśnie tej firmy. Wybrałam odcień medium, który chciałabym Wam dzisiaj nieco przybliżyć.

bronzer Sephora, Poudre de Soleil

   W Sephorze zazwyczaj goszczę stacjonarnie, ale że ze względu na wakacje przebywam głównie w moim rodzinnym mieście, musiałam zadowolić się zakupami online, które... nie będą na pewno ostatnimi! Jestem szczerze oczarowana sposobem pakowania i darmowymi próbkami perfum, którym Sephora kupiła mnie jako perfumomaniaczkę :) Dodatkowo udało mi się złożyć zamówienie z darmową wysyłką, dzięki rabatowi znalezionemu na alerabat.com, dokładnie w tym miejscu. Dzięki temu za bronzer zapłaciłam tyle samo co w sklepie stacjonarnym, czyli 55 zł. Nie jest to może najmniej w porównaniu z bronzerami małych, polskich firm, jednak tego typu produkty są szalenie wydajne. Rzadko kiedy uda mi się zużyć produkty w kamieniu czy prasowane przed końcem przydatności.
bronzer Sephora, Poudre de Soleil
   Poudre de Soleil zamknięty jest w prześlicznym, klasycznym pudełeczku z solidnego plastiku. Zamknięcie jest porządne i nie powinno się wyłamywać, w środku znajduje się także małe lusterko. Wybrałam kolor medium z dwóch powodów. Po pierwsze, przeglądając swatche w internecie wydał mi się on nieco chłodniejszy niż najjaśniejszy kolor, a po drugie jestem zdecydowaną fanką bronzerów, więc lubię nieco wyraźniejszy efekt :) W przeciwieństwie do róży, które czasem sobie odpuszczam, bronzer jest moim codziennym niezbędnikiem. Używam go nawet czasem bez podkładu, cera od razu wygląda zdrowiej! Sephora Poudre de Soleil w kolorze medium wpada lekko w ciepłe tony, jednak zdecydowanie nie jest pomarańczowy. Jest też zupełnie matowy, nie posiada żadnych drobinek ani nawet satynowego wykończenia. Z tego powodu nada się zarówno do nadania twarzy lekkiej opalenizny jak i do konturowania. Tak wygląda na twarzy w towarzystwie hourglass beige w roli rozświetlacza:

bronzer Sephora, Poudre de Soleil

    Jest też mocno napigmentowany, choć nie należy do tego typu kosmetyków, które nawet po najdelikatniejszym muśnięciu pędzlem tworzą od razu bardzo widoczny efekt. Nie jest także bardzo delikatny, ze względu na swoją nieco kremową konsystencję. Pochwalić się może także wybitną trwałością, bo całodniową lub całonocną, jak kto woli :) Pachnie ładnie, słodko, lecz nieco aptecznie, ale nie jest to nieprzyjemny zapach. Osobiście nie widzę w nim żadnych minusów, choć wydaje mi się, że nie sprawdziłby się u osób z ekstremalnie chłodną karnacją lub u tych bardzo bladych. Bladolice zdecydowanie powinny sięgnąć po najjaśniejszy kolor a osoby w typie śnieżki po coś nieco chłodniejszego, choć dla karnacji mojego typu jego odcień jest idealny.

bronzer Sephora, Poudre de Soleil
 
   Niżej możecie zobaczyć jak prezentuje się w porównaniu z dwoma innymi bronzerami z mojej kolekcji, czyli mineralnym różem Annabelle Minerals w kolorze honey, który moim zdaniem jest zdecydowanie bronzerem, a także z tańszą opcją, czyli pudrem brązującym Lovely, Sunny Powder.


Jaki jest Wasz ulubiony bronzer? Jesteście tak jak ja zwolenniczkami bardziej bronzerów, czy może na co dzień sięgacie częściej po róż?re

Czytaj dalej