urodaiwlosy.pl

FBemaillinkTwitterlink

środa, 8 sierpnia 2018

Minerały latem? Naturalnie wyglądający mineralny makijaż z Lily Lolo

Jak dobrze wiecie, fanką minerałów jestem od wielu już lat, choć używam ich zamiennie z podkładami płynnymi i klasyczną kolorówką. Do podkładów mineralnych najczęściej wracam latem. Jakiś czas temu pokazałam Wam kilka razy efekt połączenia kilku produktów mineralnych Lily Lolo na insta stories i większość z Was opowiedziała się za tym, aby pokazała Wam dokładniejsze efekty również tutaj. Dzisiaj mam więc dla Was mój letni makijaż twarzy wykonany tylko produktami mineralnymi. Jeśli lubicie naturalny efekt „flawless” z odrobiną błysku, te kosmetyki na pewno się Wam spodobają!


Dlaczego warto spróbować produktów mineralnych do twarzy?


Po minerałki sięgam zazwyczaj latem nie bez powodu. Podczas upałów, kiedy zazwyczaj wybieram makijaż w minimalnej wersji, potrzebuję czegoś naturalnego, co zapewni mi odpowiednie krycie, ale jednocześnie pozwoli zrezygnować z grubej warstwy makijażu, oraz czegoś, co nie będzie działać zapychająco, o co latem bardzo łatwo. Wysokie temperatury nie współgrają zbyt dobrze z klasycznymi podkładami na bazie silikonów i olejów. Minerały mają większą "przepuszczalność" i choć samo "oddychanie skóry" jest właściwie mitem, to zapychanie porów już nie, dlatego minerały latem są znacznie lepszą opcją niż zwykłe podkłady płynne. Dodatkowo mam wrażenie, że zapewniają większą trwałość podczas wysokich temperatur. Niezależnie od pory roku są najzwyczajniej w świecie zdrowsze dla naszej cery oraz nie są testowane na zwierzętach, jeśli ma to dla Was znaczenie. Wielkim plusem jest również wydajność. W moim przypadku 10g produktu, czyli standardowy słoiczek wystarcza na rok używania!



Lily Lolo, naturalny krem BB


Mineralny KREM BB to świetna opcja dla tych z Was, których nie przekonują z jakiegoś powodu podkłady płynne. Ja zakochałam się w nim od pierwszego użycia! Efekt jaki daje jest wręcz niepowtarzalny i przypomina mi koreański styl makijażu. Cera po jego użyciu ma wyrównany koloryt i przykryte mniejsze niedoskonałości, a dodatkowo nabiera przepięknego, naturalnego błysku, który wygląda raczej jak zdrowa skóra niż sztucznie osiągnięty makijażem efekt. Wygląda to tak naturalnie, że ciężko stwierdzić, czy został użyty jakikolwiek produkt! Kremu BB używam na co dzień samodzielnie, kiedy nie potrzebuję większego krycia lub jako bazę pod podkład mineralny, co pozwala mi uzyskać świetne krycie przy naturalnie wyglądającym efekcie. Zazwyczaj lekko przyprószam krem BB sypkim pudrem w strefie T, aby utrzymał się na mojej twarzy dłużej bez zbędnego świecenia. Mój kolor kremu BB to medium.


Podkład mineralny Lily Lolo


W podkładach mineralnych najbardziej lubię możliwość stopniowania ich krycia. W zależności od użytej ilości (podkład należy nakładać warstwowo, cienkimi warstwami!) można uzyskać efekt od małego do mocnego krycia tym samym produktem, więc daje to sporo możliwości. Mój kolor obecnie to COFFEE BEAN, który jest dość ciemnym odcieniem z ciepłej gamy wpadającej w żółć. Wszystkie kolory możecie kupić również w wersji miniaturowej, idealnej do przetestowania. Ich cena to 10,90 zł.

Odrobinę podkładu należy wysypać na wieczko, nabrać na przeznaczony do podkładów mineralnych PĘDZELEK KABUKI produkt wykonując okrężne ruchy w wieczku, strzepać nadmiar podkładu uderzając pędzlem o wieczko i nakładać produkt na przygotowaną skórę (należy nałożyć wcześniej krem nawilżający) wykonując takie same, okrężne ruchy. Zazwyczaj od dołu do góry, czyli zaczynając od żuchwy, a na czole kończąc. Jest to naprawdę bardzo łatwy proces i pod warunkiem, że nie nabierzecie zbyt dużej ilości podkładu efekt jest naprawdę naturalny! Zobaczcie jak podkład wygląda na mojej twarzy:



Na zdjęciu możecie zobaczyć dwie bardzo cieniutkie warstwy, które zapewniły mi dość intensywne krycie, jednak podkład nie wygląda na skórze sztucznie i nie odznacza się. Po kilku minutach od zetknięcia ze skórą mineralne podkłady scalają się z nią i nie wyglądają w żaden sposób pudrowo. Podkład Lily Lolo ma półmatowe wykończenie, więc nie jest intensywnym matem. Dodatkowo zapewnia mineralny filtr spf 15, co jest kolejną zaletą, jeśli chodzi o używanie go latem. Podkład utrzymuje się cały dzień jeśli przypudruję go pudrem wykończeniowym Flawless Silk:


Puder sypki, Flawless Silk


Puder FLAWLESS SILK ma lekko rozświetlające, satynowe wykończenie, dzięki czemu wygląda bardzo naturalnie. Można stosować go samodzielnie, na krem BB albo na sypki podkład mineralny. Nakładam go zwykłym pędzlem do pudru. Jak możecie zobaczyć na zdjęciu wyżej, efektem jest lekko rozświetlona, naturalnie wyglądająca cera ze zdrowym blaskiem. Puder występuje również w wersji matującej oraz transparentnej (bez koloru). Jeśli jednak zależy mi na dodatkowym rozświetleniu, stosuję rozświetlacz mineralny:


Prasowany rozświetlacz Champagne Illuminator


Na zdjęciu wyżej możecie zobaczyć efekt prasowanego, MINERALNEGO ROZŚWIETLACZA. Nie jest to typ rozświetlacza "widocznego z kosmosu", ale dość naturalnie wyglądającego, jednak dającego wyraźny efekt rozświetlenia. Jest ono tutaj znacznie mocniejsze niż w przypadku pudru Flawless Silk, dlatego stosuję to jedynie na kości policzkowe, nos czy pod łukiem brwiowym. Na zdjęciu wyżej możecie zobaczyć również efekt wszystkich pozostałych produktów - kremu BB jako bazy, podkładu mineralnego Coffee Bean, pudru Flawless Silk, rozświetlacza Champagne Illuminator oraz błyszczyk ENGLISH ROSE, o przepięknym, naturalnym kolorze i zapachu budyniu.



***
Jakie macie doświadczenia z produktami mineralnymi? Koniecznie dajcie mi znać!
Czytaj dalej

poniedziałek, 30 lipca 2018

Trzy włosowe błędy, które prawdopodobnie popełniasz latem

W ciągu lata narzekasz na stan swoich włosów, a po lecie wydają się znacznie bardziej zniszczone niż przed, co zmusza Cię do ich podcięcia nieco mocniej każdej jesieni? Prawdopodobnie to nie przypadek, a winna kilku czynników. Gorąca, potu, basenowego chloru i słonej wody. Ich działanie można jednak zminimalizować unikając popełniania pewnych włosowych błędów, które większość z Was popełnia właśnie latem!


Brak ochrony przeciwsłonecznej na włosy


Filtry słonecznie stosujemy chyba wszyscy na twarz i ciało, jednak mało kto pamięta o tym, że należy stosować je również na włosy! Co więcej, w przeciwieństwie do skóry nie mają one możliwości regeneracji, więc promienie słoneczne szkodzą im nieodwracalnie, co prowadzi prosto do konieczności ich obcięcia. Na szczęście mamy obecnie dostęp do wielu produktów z filtrami, choć moim ulubieńcem wciąż pozostaje jeden - MGIEŁKA Z FILTREM UV ANWEN. Nie do końca mam zaufanie do mgiełek z filtrem drogeryjnych marek typu Elseve, gdyż podejrzewam, że filtr jest tam na poziomie spf2 ;) Mgiełka Anwen dodatkowo świetnie nawilża i bosko pachnie arbuzami! Mgiełką spryskuję włosy za każdym razem gdy wychodzę dłużej na słońce, a na plaży to już obowiązkowo!  Innym wartym polecenia produktem jest WAX SUN SPRAY. Ma całkiem przyjazny skład i dostaniecie ją z łatwością stacjonarnie. Na plaży świetną opcją są również różnego rodzaju nakrycia głowy, w szczególności kapelusze z dużym rondem, które przy okazji chronią cerę. 


Jako wytęskniona słońca mieszkanka kraju, w którym porządnie ciepło jest przez 2 miesiące w roku, w Barcelonie najbardziej lubię fakt, że pełen sezon plażowy trwa tu przynajmniej pół roku - od maja do listopada 🌴 Czasem nawet w grudniu albo w marcu zdarzy się po 20 stopni. Do tego do 20 jest tu zazwyczaj pełne słońce, więc bez problemu można się wybrać na plażę i o 17 ☀ Zupełnie nie rozumiem moich hiszpańskich znajomych uciekających przed słońcem, zasłaniających okna i opuszczających domy po zachodzie 😁 albo sensu budowania daszków nad oknami w kamienicach, żeby ograniczyć ilość światła. Szaleństwo! Lubicie słońce i spędzanie czasu na plaży, czy raczej szukacie cienia i nie możecie doczekać się jesieni? 💕 ____________________________________ #playa #beach #sea #barcelona #spain #espana #travel #travelling #vacation #visiting #traveler #instatravel #instago #wanderlust #trip #holiday #photooftheday #lifeofadventure #beachbody #body #sun #tanning #girl #polishgirl #palmtrees #sand #water
Post udostępniony przez Marta Grzegorzak (@martagrzegorzak)


Brak ochrony przed słoną i chlorowaną wodą


Promienie słoneczne to nie wszystko. Jeśli miałyście okazję spędzić dłuższy urlop nad morzem, szczególnie tym o wysokim zasoleniu jak np. Morze Śródziemne, to na pewno poczułyście na własnej skórze jak mocno słona woda odbija się na stanie naszych włosów. Podobnie bywa z wodą chlorowaną, jeśli wakacje spędzacie pod znakiem basenu. Na ratunek przychodzą tutaj... oleje! To, co znacie jako tradycyjne olejowanie, ale w nieco oszczedniejszej opcji. Ja często na plaży nakładam odrobinę olejku głównie na końcówki, a następnie zaplatam je w warkocz lub kok. W większości przypadków olej w ogóle nie jest widoczny, a nawet jeśli odrobinę jest, to włosy wyglądają po prostu na mokre. W ten sposób stwarzamy im barierę przed działaniem soli i chloru. Tutaj najlepszym wyborem będzie OLEJ Z PESTEK MALIN, który dodatkowo ma wysoki, naturalny SPF!


Traktowanie włosów w niedelikatny sposób


Z nieba leje się żar, od wilgoci w powietrzu włosy pokręciły się we wszystkie strony i zrobiły jakieś takie dziwnie suchawe, a Wy zamiast przeczesać je szczotką i delikatnie spiąć zwijacie je w byle jaki, splątany kok, który rozplątujecie później przez 10 minut po powrocie do domu? Wszystkie mamy za uszami takie traktowanie włosów, jednak w ciągu lata szczególnie nie sprzyja to ich dobrej kondycji. Podobnie jak związywanie ich mokrych, czy odpuszczanie sobie pielęgnacji po kąpielach morskich. Niestety, to wszystko powoduje, że ich stan znacznie się pogarsza! Pamiętajcie, aby po wyjściu z wody albo je rozczesać, albo od początku trzymać je związane np. w warkocze. Ja ogólnie jeśli nie muszę, to staram się włosów nie moczyć. Zamiast zwijać je spuszone i poplątane w kok, przeczeszcie je przed, a może nawet w miarę możliwości nałóżcie olejek na końcówki.


***
Który z tych błędów popełniacie? Koniecznie dajcie mi znać! :)

Czytaj dalej

wtorek, 24 lipca 2018

Trzy azjatyckie triki, które warto wprowadzić do swojej pielęgnacji

Od kiedy zaczęłam interesować się azjatyckim podejściem do pielęgnacji, odkryłam naprawdę wiele trików, które stopniowo zaczęłam wprowadzać do swojego życia. Wbrew pozorom nie wymaga to zamawiania drogich kosmetyków z Japonii, bo azjatycka pielęgnacja to w dużej mierze cała filozofia, a nie jedynie wybór konkretnych produktów. Sporą jej część można bez problemu przełożyć na polskie warunki! Dzisiaj mam dla Was trzy azjatyckie zasady, które przemyciłam do własnej, codziennej pielęgnacji i które przyniosły mi świetne efekty. Zapraszam! 


Sleeping masks, czyli maski całonocne 


Maski całonocne działają jak nic innego i naprawdę warto przetestować je na swojej cerze. Mogą kojarzyć się po prostu z kremem, jednak mają zazwyczaj nieco inną konsystencję i znacznie bogatszy skład, bo przeznaczone są do stosowania raz, dwa razy w tygodniu. Nakładamy je grubą warstwą na noc i zmywamy pozostałości rano. Moją ulubioną maską całonocną jest Holika Holika Honey Sleeping Pack Acerola, jednak nie musicie koniecznie sięgać po azjatyckie produkty, aby wykonać maskę całonocną. Nadają się do tego niektóre maski polskich marek czy tych łatwo dostępnych u nas w drogeriach. Muszą jednak spełniać kilka warunków – mieć odpowiednią, najlepiej żelową lub gęstą konsystencję oraz bogaty skład, który nadaje się do nałożenia na całą noc! W tym wypadku polecam głównie maski o bardzo naturalnych składach. Możecie spróbować wykonać sleeping mask przy użyciu kremu, nakładając go po prostu dość grubą warstwą i zmywając rano, jednak nie częściej niż dwa razy w tygodniu. Efekty są świetne, szczególnie w poziomie nawilżenia. 


Demakijaż przy pomocy olejów 


Azjatycki hit, który bardzo dobrze sprawdza się u mnie od dłuższego już czasu. Co prawda nieco zmodyfikowałam go do własnych potrzeb, jednak olejowy demakijaż stosuję zawsze wtedy, gdy w ciągu dnia miałam na twarzy makijaż. Sposobów jest wiele i na szczęście równie wiele dostępnych produktów do tego celu na polskim rynku. Ja stosuję olejek do demakijażu Miya, którym bardzo dokładnie wykonuję masaż zwilżonej cery jako pierwszy krok w makijażu. Czasem nawet lekko go podgrzewam, aby bardzo mocno oczyścić pory. Następnie stosuję klasyczny żel do mycia. Uwierzcie mi, że dopiero po takim oczyszczeniu zrozumiecie czym jest porządny demakijaż! Nic tak pięknie nie rozpuszcza makijażu oczu i podkładów czy korektorów jak oleje. Taki olejek do makijażu możecie zastosować też samodzielnie, ale ja osobiście lubię użyć później tylko żelu. Olejki nadają się świetnie również do demakijażu samych oczu! 


Częste stosowanie esencji i toników 


W naszym polskim podejściu do pielęgnacji toniki i esencje są często traktowane po macoszemu, jednak w Azji mają bardzo istotne znaczenie i nigdy nie są pomijane. Nic dziwnego, bo porządna esencja potrafi przynieść więcej korzyści niż krem do twarzy. Moim ulubieńcem od dawna jest esencja Secret Key którą wręcz uwielbiam (działa lepiej niż wiele innych produktów, które znam!) ale na polskim rynku znajdziecie np. esencje Miya, które również stosuję i które świetnie się sprawdzają, a przy okazji mają dobre składy i niską cenę. Esencje stosuję wieczorem pod krem lub serum, a czasem jako jedyny krok. Uwielbiam nakładać je również rano czy w ciągu dnia, szczególnie na plaży, a nawet spryskiwać nimi makijaż!

***
Który z tych trików stosujecie? Jeśli macie jakieś pytania, piszcie śmiało! :)
Czytaj dalej