urodaiwlosy.pl

FBemailTwitterlinklink

środa, 30 lipca 2014

Aktualizacja włosów - lipiec

Cześć dziewczyny!

   Choć osobiście uwielbiam upały, to moje włosy wprost przeciwnie. Na pewno znacie ten moment, kiedy po wyjściu z pięknie ułożoną fryzurą wprost na żar słońca kończycie z suchą szopą, prawda? Do tego dochodzi także dywan na plecach, który wcale nie pomaga w chłodzeniu, a także wszelkiego rodzaju zbiorniki wodne, które nie są do końca łaskawe dla włosów. Z tych właśnie przyczyn moje włosy spędziły w lipcu praktycznie 90% czasu w koku lub kucyku, z przewagą tego pierwszego, przy czym wcale nie zanosi się na zmianę fryzury miesiąca w sierpniu. Rozpuszczone włosy nosiłam chyba tylko kilka razy podczas różnych wieczornych wyjść, jednak jak się okazuje, bycie związanymi przez większość czasu zdecydowanie im służy. Wiele razy pisałam Wam, że uwielbiam nosić rozpuszczone włosy a wszelkie upięcia to dla mnie katorga, więc to właśnie noszenie nieustannie rozpuszczonych włosów i wystawianie ich na różne niszczące czynniki to jeden z głównych sposobów, w jaki je niszczę. W lipcu wygrał jednak upał i kok, więc moje włosy nie miały praktycznie szansy się niszczyć. To wpłynęło także na lekką zmianę pielęgnacji i odpuszczenie wszelkich odżywek b/s czy mgiełek, a skupienie się głównie na pielęgnacji przed i po samym myciu. Mimo ciągłego noszenia ich w koku znów wychodzą na wierzch dręczące mnie czerwienie, więc kilka dni temu nałożyłam tylko na farbowaną część, bez ruszania odrostów, popielatą farbę Joanny w kolorze srebrny pył. Nie powiem, było to dość ryzykowne, jednak nie skończyłam z zielonymi glonami, a czerwień nieco się ochłodziła, czego nie widać oczywiście na zdjęciu :) Często pytacie mnie czy nie zamierzam zafarbować całości na coś zbliżonego do mojego naturalnego koloru, zamiast zapuszczać go od wielu miesięcy. Niestety, rude pozostałości po hennie wybijają już po tygodniu lub dwóch spod każdej farby a do tego mój naturalny kolor jest bardzo chłodnym, popielatym brązem, praktycznie nie do uzyskania farbą. Musiałabym farbować włosy co dwa tygodnie, czego z oczywistych przyczyn nie chcę im robić.



Mycie:

   Jako, że mój ukochany szampon Yves Rocher Volume skończył mi się niedawno a nie po drodze mi do zamówienia online, cały lipiec używałam drugiego ulubieńca, czyli Alterry granat i aloes. Ze względu na lipcowy minimalizm nie sięgałam ani po mycie odżywką, ani po inne szampony.

Odżywki i maski:

   Tutaj nieco nowości, bo po pierwsze mój nowy ulubieniec, czyli aloesowa maska NaturVital. Maski stosowałam po każdym myciu, czyli 2-3 razy w tygodniu. Na zmianę był to albo właśnie NaturVital, albo jajeczna maska Joanny z olejkiem rycynowym, albo Gliss Kur Oil Nutritive. Wszystkie nakładałam na co najmniej 30 minut, po czym spłukiwałam i nakładałam odżywkę. W tym miesiącu była to głównie i niezmiennie Nivea Intense Repair na 20 minut. Kilka razy użyłam także Gliss Kura Liquid Silk, jednak nie odpowiada ona moim włosom w 100%, a także Garniera z olejkiem arganowym i żurawiną pod olej. Połączenie 30 minut z maską i 20 minut z odżywką daje na moich włosach wspaniały efekt miękkości i dociążenia, nie do uzyskania przy krótszym czasie trzymania. 


Oleje:

   W lipcu olejowałam włosy jedynie olejem winogronowym, który praktycznie już mi się skończył. Na sucho olejowałam jedynie raz, bo ze względu na upały, moje włosy potrzebowały większego nawilżenia, jakie zapewnia mi olejowanie na odżywkę, w tym wypadku Garnier olejek arganowy i żurawina. Odżywkę nakładałam na zwilżone włosy. Ten sposób olejowania sprawdzał się genialnie stosowany przed każdym myciem.

Na końce:

   W związku z tym, że jak wspomniałam Wam wcześniej, moja lipcowa pielęgnacja była naprawdę mocno minimalistyczna, pozostaje już tylko jedna kategoria. Mgiełki i wszelkie inne odżywki b/s poszły całkowicie w odstawkę, jednak nie obeszło się bez totalnego must have, czyli silikonowego serum. W tym miesiącu w tej kategorii królowało jedno z moich ulubionych, czyli Natura Silk

A jak tam Wasza lipcowa pielęgnacja? :) Też odpuszczacie nieco ze względu na upały? :)

Czytaj dalej

wtorek, 29 lipca 2014

Wasze włosy - metamorfoza włosów Cukrowej

Cześć dziewczyny!

   Pamiętacie trzymiesięczną przemianę włosów Agnieszki? Dzisiaj mam dla Was kolejną, bardzo inspirującą metamorfozę w wersji kręconej. Przesłała mi ją jakiś czas temu czytelniczka, która w internecie istnieje pod jakże słodkim pseudonimem Cukrowa Księżniczka :) Sama pisze o swoich włosach tak:

"Witaj Martusiu!
   O włosy dbam od stycznia, jeszcze baaaardzo dużo im brakuje, zapewne z 2 lata pielęgnacji albo i nawet dłużej żeby osiągnęły moją wymarzoną długość(do pępka), gęstość i dobry,zdrowy stan. Mimo wszystko patrząc na zdjęcia które zaczęłam robić od stycznia, widzę ogromną różnicę, pomimo że na żywo jej kompletnie nie widzę;).
   Moja przygoda z Twoim blogiem zaczęła się właśnie w styczniu. Od listopada moje włosy zaczęły wypadać i to nie garściami a "tonami" mogłabym rzec.. Straciłam ich tak dużo że wyłysiałam w kilku miejscach. Końcówki się łamały, kruszyły i rozdwajały. Musiałam je ściąć. Poszłam do fryzjera i ścięłam 10cm. Mimo wszystko włosy nadal nie były ładne więc się zdenerwowałam i wzięłam zwykłe nożyczki i zaczęłam sobie obcinać w różnych miejscach, nie ważne że było nie równo :D ... Oczywiście efekt był opłakany, ale cieszyłam się nimi na krótką metę(przecież były krótkie i fajniutkie...). Zaczęłam je prostować, codziennie. W dodatku prostownicą kupioną do grzywek za 11zł na allegro.. Wyrywała mi włosy, ale czy mnie to obchodziło? Uznałam, że gorzej już być chyba nie może... Myłam je codziennie szamponem z SLS, nie używałam odżywek, masek,mgiełek zupełnie nic. Czesałam moje loczki szczotką, na sucho(włosy latały po całej łazience, były na ubraniach i na szczotce oczywiście też...) W końcu gdy wstałam z łóżka moje włosy były jednym wielkim łysym placek. Czesanie, układanie nic nie pomagało bo wciąż byłam łysa z tyłu głowy(zdj z listopada), aż mi wstyd pokazywać. W dodatku to nie było wszystko bo tak chodziłam na co dzień(wszyscy się ze m
nie śmiali a ja rozpaczałam...) nie dało się tego zakryć, bo miałam zbyt mało włosów....:


Nie będę tu pisała MWH, bo to jeszcze nie czas na takie historyjki, moje włosy potrzebują dużej pielęgnacji ale mam nadzieję że za rok lub 2, będę mogła się pochwalić ładnymi włosami.
Przesyłam zdjęcia z kwietnia i z dziś:) Myślę że w ciągu tych 3 miesięcy zmieniły się sporo, choć może mi się tylko wydaje? :)


Lipiec:


Moja pielęgnacja:

Mycie:

*Mycie raz na 3-4dni, metoda OMO, szampon Babydream i odżywka Garnier Awokado i masło karité,
*raz na 2tygodnie szampon z sls Gliss Kur hair repair

Odżywki/maski:
*Maska Gloria, raz w tygodniu na 30minut, czasem zdarzyło się 2x w tygodniu na 10-15min.
*Odżywka Garnier Awokado i masło karité przy każdym myciu.

Oleje:
*Olej winogronowy, który niedawno jak wiecie zaczęłam używać:) Dziś było trzecie użycie na mokro i zauważyłam, że na mokro moje włosy najbardziej lubią:)
*i używałam jeszcze oleju Khadi na skalp.

Końcówki:
*Silikonowe serum NaturaSilk

Wewnętrznie:
*Pokrzywa do picia raz dziennie. Już wybiło 16 dni od jej spożywania.
*Pestki dyni, tak dla przegryzki.
*I duuużo owoców, przede wszystkim truskawek i jagód, zmiksowanych ;)

Mgiełki:
*Marion Natura Silk jedwabna kuracja, używana praktycznie codziennie, bardzo służy moim kręciołkom.
*Na zmianę z Gliss kurem Liquid Silk Gloss.

Ogólnie:
*delikatne traktowanie włosów,
*spinanie na noc dużą klamrą,
*kołtuny rozplątuje delikatnie palcami,
*nie wyrywam i nie ciągnę włosów,
*nie suszę
*nie prostuję(ostatnio włosy prostowałam na sylwestra),
*nie wychodzę z mokrymi włosami na słońce,
*często masuję skórę głowy,
*nie trę włosów ręcznikiem, a nadmiar wody "wsiąkam" w ręcznik papierowy i zostawiam włosy do wyschnięcia;)
*płuczę letnią, a na końcu zimną wodą.

Kochane włosomaniaczki i te początkujące kobietki: Nie poddawajcie się! I przede wszystkim bądźcie cierpliwe, bo to jest najważniejsze! Ja choć wciąż załamana stanem swoich włosów, mam nadzieję że za rok lub dwa będę miała czym się tak na prawdę pochwalić... :) Róbcie zdjęcia bo na żywo może nie być dużej różnicy w ich stanie, a po zdjęciach zobaczycie że jednak jest duża poprawa..
Ja robiłam zdjęcia co miesiąc i założyłam własną stronę internetową dla pokazywania efektów i pisania rad dla Was, bo dzięki książkom, stronom i wielu radom sama się już wiele nauczyłam i chcę pomóc tym, co są początkującymi osóbkami (http://cukrowa-ksiezniczkaa.blogspot.com/)
Trzymam za Was kciuki i mam nadzieję, że Wy za mnie też!
Pozdrawiam i całuję,
Cukrowa.księżniczka!"





   Moim zdaniem obecne włosy Cukrowej są po prostu prześliczne, loczki jak u aniołka :) Największą różnicę widzę w końcówkach, które są o wiele gęstsze, ale i w sprężystości i ogólnym stanie skrętu. Na szczęście udało się też pozbyć łysego placka na czubku głowy. Trzymam kciuki za dalszą pielęgnację!

Czytaj dalej

poniedziałek, 28 lipca 2014

Odżywka do rzęs Long 4 Lashes - efekty po trzech miesiącach

Cześć dziewczyny!

   Trzy miesiące temu pisałam Wam TUTAJ o rozpoczęciu mojej kuracji odżywką do rzęs Long 4 Lashes. Co prawda producent obiecuje pełne efekty po sześciu miesiącach, jednak w związku z tym, że minęło już pół czasu, na jaki powinna starczyć buteleczka, przychodzę dzisiaj do Was z efektami oraz moją opinią. Czy warto kupić odżywkę Long 4 Lashes? Czy przynosi faktycznie świetne efekty? O wszystkim przeczytacie niżej :)

odżywka long 4 lashes efekty

   Jeśli nie wiecie w ogóle cóż to za produkt oraz jak go stosować, zerknijcie proszę najpierw na TEN post, w którym opisałam odżywkę nieco dokładniej. Do tej pory udało mi się przeprowadzić trzymiesięczną kurację, w czasie której nakładałam preparat na linię rzęs codziennie wieczorem. Kilka razy podczas nocy poza domem zdarzyło mi się zapomnieć wziąć ją ze sobą, jednak łącznie ominęłam może trzy dni. Na początku stosowałam ją z maksymalną ostrożnością ze względu na zawarty w składzie bimatoprost, jednak gdy po jakimś czasie nie zauważyłam ani pieczenia, ani zaczerwienienia skóry, przestałam nieco martwić się o ewentualnie skutki uboczne :) Pamiętajcie jednak, że z tego typu preparatami nie ma żartów. Po pierwszym miesiącu nie zauważyłam praktycznie żadnej różnicy poza faktem, że rzęsy przestały wypadać i pojawiać się na wacikach podczas demakijażu. Rzęsy zaczęły wyraźnie rosnąć dopiero pod koniec drugiego miesiąca stosowania, a efekt mocno mnie zaskoczył. Później nieco się pogłębił, ale tak naprawdę długie rzęsy pojawiły się praktycznie nagle i tak już zostało do dzisiaj. Na początku trzeciego miesiąca nieco rzęs wypadło, jednak kilka tygodni później znów wyrosły długie i powywijane. Efekt najlepiej widać w zewnętrznym kąciku, który czasem trudno mi pomalować tuszem, ze względu na długość rosnących tam rzęs. Oto efekty Long 4 Lashes na niepomalowanych rzęsach:

odżywka long 4 lashes efekty

   Jak mam nadzieję widzicie, rzęsy są zdecydowanie gęstsze, dłuższe, ciemniejsze i grubsze. Najlepiej różnicę widać jednak na pomalowanych rzęsach. Trzy miesiące pisałam Wam, że moje naturalne rzęsy są ok, ale także bez większego szału. Dzisiaj patrząc na te zdjęcia uważam, że zbyt dobrze je oceniłam :) Pomalowane tym samym tuszem, czyli Max Factor 2000 calorie.

odżywka long 4 lashes efekty

   Obecnie rzęsy bez tuszu wyglądają bardzo podobnie do rzęs sprzed kuracji, ale... z tuszem :) Czy warto kupić Long 4 Lashes? Moim zdaniem zdecydowanie tak. Co prawda odżywka nie jest najtańsza, jednak jej cena także nie jest zabójcza, bo w promocji można dorwać ją za 50-60 zł. Swoją buteleczkę kupiłam na doz.pl, gdzie obecnie kosztuje 59,81 zł. Standardowa cena tej odżywki to natomiast ok. 80 zł, jednak bardzo często jest przeceniona. Choć ciężko określić jej ilość w białej buteleczce, to wydaje mi się, że po trzech miesiącach stosowania mam jej jeszcze około połowy, więc nie mogę narzekać także na jej wydajność. Czy ma jakieś minusy? Jeden. Lekko przyciemnia skórę na linii rzęs, co możecie zobaczyć na drugim zdjęciu, jednak mi osobiście w ogóle to nie przeszkadza. Jeszcze jedno zdjęcie "po", bez tuszu:

odżywka long 4 lashes efekty

   A tak prezentują się rzęsy pomalowane jedynie tuszem, bez towarzystwa eyelinera, na tle całej twarzy:

odżywka long 4 lashes efekty

Widzicie różnicę? :)


Czytaj dalej