urodaiwlosy.pl

FBemaillinkTwitterlink

czwartek, 14 czerwca 2018

To całkowicie zmieni Twój makijaż, czyli dlaczego puder sypki, a nie prasowany

Pytanie o najlepszy puder pada na łamach tego bloga wraz z pytaniami o podkłady chyba najczęściej ze wszystkich. Często narzekacie, że Wasz makijaż nie utrzymuje się w macie, puder wygląda po kilku godzinach bardzo źle, wchodzi w pory, podkreśla zmarszczki, nieestetycznie schodzi... Gdy pytam, czego dokładnie używacie, w 99% przypadków jest to puder prasowany, najczęściej nakładany dołączoną gąbeczką czy puszkiem. A to spory błąd! Dlaczego warto przerzucić się na pudry sypkie? O tym właśnie dzisiaj! Ja jestem ich wielką fanką i oczywiście zrozumiem, jeśli z jakiegoś powodu nie podzielacie mojej fascynacji ;), ale jeśli narzekacie na swój makijaż, koniecznie sięgnijcie po tę wersję pudru!


Kontrola używanej ilości


Kiedy pomyślę o nakładaniu prasowanego pudru dołączonym puszkiem, to robi mi się wręcz gorąco. Puder sypki jest nieporównywanie lepszy, jeśli chodzi o nakładaną ilość, a wbrew pozorom większa ilość produktów nie równa się dłużej zachowany mat. Zbyt gruba warstwa pudru zwiększa przetłuszczanie się skóry oraz powoduje "ciastolenie" się podkładu, który po kilku godzinach wygląda nieestetycznie i zbiera się w załamaniach wraz z nadprogramową ilością pudru. Stosowanie pudru sypkiego, nakładanego pędzelkiem, daje nam sporą kontrolę ilości używanego produktu. Nakładamy tylko tyle, ile potrzeba - idealną ilość, daleką od przesady.


Naturalniejszy efekt


Puder sypki to również naturalniejszy efekt. Bez względu na to, jakie wykończenie wybierzecie (matowe, satynowe lub półmatowe), za każdym razem uzyskacie naturalny efekt, bo z pudrem sypkim naprawdę ciężko przesadzić. Nie tylko użyjecie mniejszej warstwy, ale również rozprowadzicie go bardziej równomiernie, co pozwoli Wam uniknąć matowego placka po użyciu puszka zatopionego w prasowanym pudrze na środku czoła. Puder sypki to również brak zbyt matowego efekt pudru osadzonego na włoskach. 


Dłuższy efekt zmatowienia


Wbrew pozorom, mimo stosowania mniejszej ilości produktu, nie skrócicie tym samym wcale efektu matu, a raczej go wydłużycie. Z mojego doświadczenia wynika, że pudry sypkie pozwalają uniknąć znacznie trwalszy efekt zmatowienia, niż te prasowane. Utrwalają sam makijaż lepiej i sprawiają, że wygląda on dobrze znacznie dłużej, a efekt lekkiego świecenia pojawia się o kilka godzin później. To świetna opcja dla osób ze skórą tłustą. 


Lepszy dobór kolorów i produkty transparentne


Z jakiegoś powodu wśród pudrów sypkich znacznie łatwiej o te o neutralnych kolorach, które w żaden sposób się nie odznaczają. Nawet te kolorowe wyglądają bardzo naturalnie, choć bez problemu dostaniecie pudry transparentne (bez koloru) oraz półtransparentne, co w żaden sposób nie wpływa na właściwości matujące. Nic nie wkurza mnie bardziej niż różowy puder, który całkowicie niweczy efekt idealnie dobranego podkładu.

Lepszy, niezapychający skład


Choć nie jest to reguła, to niestety większość pudrów prasowanych zawiera tłuste składniki, takie jak oleje czy nawet parafinę. Wynika to z ich formuły, natomiast pudry sypkie, jako że nie wymagają stałej konsystencji, zazwyczaj są ich pozbawione. Bardzo łatwo więc o dobre składowo produkty, stworzone jedynie z kilku składników, najczęściej mineralnych. 


Jakie pudry sypkie polecam?


Jeszcze w liceum zmuszona byłam zamawiać puder bambusowy z biochemii urody, bo na naszym rynku nie było ich wcale w ogóle. Dziś mamy ich całkiem sporo, a pośród nich wiele perełek, również tych cenowych! Najbardziej polecam:

Puder Paese w wersji HD (na zdjęciach)


Czytaj dalej

czwartek, 7 czerwca 2018

Sukienki na wesele 2018 - od 50 do 300 zł!

Wiem, że poprzednie teksty z propozycjami weselnymi bardzo przypadły Wam do gustu, więc dzisiaj na Waszą prośbę mam dla Was wersję tegoroczną sukienek na wesele 2018. Tym razem postawiłam na te w niskich cenach, bo zaczynają się one już od 50 zł i nie przekraczają 300 zł. Koniecznie dajcie znać, którą same byście założyły!

Sukienki na wesele 2018

Sukienki na wesele 2018 do 150 zł


1. Ta mała czerwona z przodu wygląda bardzo klasycznie, bez dużego dekoltu, jednak to jej tył jest wisienką na torcie. Przepięknie eksponuje plecy, szczególnie w połączeniu ze spiętymi włosami. Cena też jest świetna: KLIK. Często pytacie mnie o to, jak rozwiązuję sprawę stanika w tego typu sukienkach. Albo nie ubieram go po prostu w ogóle, albo jeśli materiał sukienki na to nie pozwala, stosuję tego typu samonośne staniki.

2. Ten model jest dość niespotykany, ale zobaczcie jak pięknie eksponuje ramiona na zdjęciach na modelce. Przy proporcjonalnych figurach będzie wyglądać bosko! KLIK

3. Bardzo lubię takie zalotne wycięcia na nodze. Ten model pośród sukienek na wesele 2018 ma niby klasyczny krój, ale właśnie wycięcie oraz jedno odsłonięte ramię dodają jej tego czegoś. Kupicie ją TUTAJ

4. Ten krój spodoba się fankom romantycznego stylu. Czyż ta kokardka na plecach nie jest urocza? Krój dekoltu również bardzo mi się podoba. Kolor nie do końca mój, ale blondynki będą wyglądać w niej świetnie. KLIK

5. Energetyczna żółć i nieco odmieniony falbaną krój klasycznej, trapezowej sukienki. Od dawna obiecuję sobie, że kupię W KOŃCU żółtą sukienkę, która moim zdaniem świetnie wygląda na opalonej skórze, więc być może trafi nawet na tę sukienkę z H&M.

Sukienki na wesele 2018

Sukienki na wesele 2018 do 300 zł


1. Niby mini, ale przedłużona piękną koronką do kolan. No i ta czerwień! Ja sama chętnie bym ją założyła, a Wy? Jeśli szukacie sukienek na wesele 2018, to kupicie ją TUTAJ.

2. Ostatnio mam słabość do tego typu dekoltów, a w tym kroju podobają mi się również małe falbanki wokół niego. Na modelce wygląda jeszcze lepiej, zobaczcie same: KLIK

3. W tym roku w H&M znajdziecie znów koronkowy krój, który był baaardzo popularny. Sama mam podobną w różu, ale z Romwe. Bardzo romantyczna i uwierzcie, wygląda świetnie na żywo. Jest dostępna w kilku kolorach TUTAJ.

4. Koronki, więcej koronek! Ta lodowa szarość bardzo przypadła mi do gustu, więc jeśli lubicie kroje odcięte w talii, koniecznie zerknijcie na tę sukienkę.

5. Ten model podoba mi się chyba nawet bardziej krojem od poprzedniego, bo dekolt jest wręcz prześliczny. Szkoda, że błękit to nie do końca mój kolor, bo jest naprawdę ładna i wcale nie droga: KLIK

***
Który model sukienek na wesele 2018 spodobał Wam się najbardziej?

Czytaj dalej

wtorek, 29 maja 2018

Jak osiągnąć efekt opalonej cery? Moje ulubione produkty brązujące

Z natury opalam się dość szybko i nawet krótki spacer w ciągu dnia w pełnym słońcu kończy się w moim przypadku lekką opalenizną. Do opalania twarzy podchodzę jednak dość mocno rygorystycznie i zawsze stosuję mocny filtr, więc zazwyczaj kończę z lekką różnicą pomiędzy opalenizną na twarzy a na reszcie ciała. Zresztą nawet noszenie makijażu w ciągu dnia powoduje, że moja cera opala się wolniej, a stosowanie częstych peelingów niesie za sobą szybsze znikanie opalenizny. Nie mam z tym jednak żadnego problemu, bo efekt pięknej opalenizny osiągam w kilka minut odpowiednimi kosmetykami i dzisiaj właśnie o nich, czyli jak osiągnąć efekt opalonej cery, zapraszam!

efekt opalonej cery

Jak osiągnąć efekt opalonej cery?


Produkty brązujące uwielbiam! Bronzer to mój must have przy każdym makijażu i szczerze mówiąc często zdarza mi się nie malować oczu ani nie używać podkładu, ale za to musnąć kilkakrotnie twarz bronzerem. W zależności od humoru matowym, rozświetlającym lub satynowym, w kremie lub w pudrze. Mam całkiem sporą kolekcję produktów brązujących, bo uważam, że naprawdę "robią robotę"! Jeśli nie używacie bronzera, uwierzcie mi - ten produkt zmieni Wasze makijażowe życie! 

Na zdjęciu wyżej możecie zobaczyć efekt końcowy samego "opalania". Mam na nim tylko podkład oraz trzy produkty brązujące. Oczywiście na co dzień nie zawsze sięgam po całą trójkę, czasem jest to tylko jeden z nich w zależności od tego, co chcę osiągnąć i jaki mam obecnie humor ;) Na starcie moja cera bez żadnego bronzera wygląda tak:

efekt opalonej cery

Jak możecie zobaczyć, moja cera jest nieco mniej opalona od np. ramion. Oczywiście nie jest to na tyle widoczne w normalnym życiu, aby zwracało czyjąś uwagę, jednak np. po nałożeniu samego podkładu cera wygląda na zbyt równą - bez żadnego cienia i wymiarowości. Właśnie ze względu na to bronzer jest moim zdaniem punktem obowiązkowym w każdym moim makijażu.



Oriflame Giordani Gold Stick, bronzer w sztyfcie


Gdy chcę osiągnąć naprawdę ładny efekt opalonej cery, na świeżo nałożony podkład (to dość istotne, bo na zmatowionym podkładzie produkt zachowuje się inaczej) nakładam bronzer w sztyfcie od Oriflame. Produkt jest rozświetlający (kolor bronze glow), jednak nie ma widocznych drobinek, więc daje efekt skóry muśniętej słońcem. Nakładam go pod kośćmi policzkowymi, na żuchwie, po bokach nosa oraz na czole jak na zdjęciu, ale uwaga. Nie jest to produkt matowy, więc nie postępuję z nim jak przy typowym konturowaniu na mokro. Staram się dość mocno go rozblendować. W przypadku policzków robię to do góry, a w  przypadku czoła lekko w dół. Nie zależy mi na mocnym konturowaniu, a bardziej nadaniu efektu naturalnej opalenizny. Po rozblendowaniu całość lekko przypudrowuję. Jeśli chcę uzyskać bardzo naturalny efekt, sztyftu używam przed podkładem.

efekt opalonej cery

Czekoladowy bronzer Lovely


Następnie sięgam po matowy, czekoladowy bronzer Lovely (KLIK), który uwielbiam ze względu na bardzo neutralny kolor, który nie wpada ani w róż ani w pomarańcz. Jest idealnie brązowy! Nakładam go w tych samych miejscach co bronzer w sztyfcie, jednak znów - nie robię tego bardzo dokładnie. Używam większego pędzla i bardziej omiatam skórę w tym miejscu, nie skupiając się na tworzeniu idealnych linii, ale bardziej cienia. W ten sposób uzyskujecie efekt opalonej cery, zamiast idealnego konturowania. 

efekt opalonej cery

Bronzerem omiatam również szyję, czasem miejsca nad i pod obojczykami. Jeśli chcecie używać bronzera w ten sposób, do uzyskania efektu opalonej cery, polecam poszukanie czegoś, co nie jest zbyt ciemne. Dla mnie Lovely jest idealny, jednak ja nie mam bardzo jasnej skóry. Bledszym dziewczynom polecam Kobo Sahara Sand lub Nubian Desert, bardzo jasne bronzery w neutralnych odcieniach.

efekt opalonej cery


Paese, Mosaic Bronzer


Na sam koniec, jeśli mam ochotę na trochę naturalnego rozświetlenia, które wciąż utrzyma się w konwencji "naturalnej opalenizny", sięgam po Mosaic Bronzer od Paese (KLIK). To świetny bronzer rozświetlający, dość jasny i dający bardzo naturalny efekt opalonej cery. Oprószam nim kości policzkowe, nos i brodę. Nie nadaje się do konturowania, ale jeśli lubicie brąz i rozświetlenie w jednym (dość delikatne, nie jest to rozświetlacz!) to bardzo Wam go polecam. 

***
Lubicie taki efekt opalenizny, osiągniętej kosmetykami? Który produkt wpadł Wam w oko najbardziej? Jeśli macie jakieś pytania, piszcie śmiało - chętnie pomogę :)
Czytaj dalej