Pamiętacie mój post o idealnych włosach ? Dzisiaj mam Wam do pokazania produkt, który od jakiegoś czasu pomaga mi troszkę oszukać naturę moich włosów. Obecnie są one długie i dość ciężkie, więc same w sobie czasem nie mają zadowalającej mnie objętości. Nie mogę narzekać na nią w przypadku, gdy pozostawię włosy do naturalnego wyschnięcia, bez rozczesywania ich na mokro, jednak nie odpowiada mi wtedy brak gładkości na długości. Wysuszone na szczotce lub rozczesane zaraz po myciu i potraktowane silikonowym serum są proste i gładkie, jednak brak im właśnie objętości. Tutaj z pomocą przychodzi mi bohater dzisiejszego posta, Dove Root Lift Spray z nowej serii Oxygen&Moisture , czyli po prostu spray unoszący włosy u nasady . Myśląc o kosmetykach dodających włosom objętości, do głowy przychodzą mi od razu dwa typy produktów. Pierwszym są kosmetyki typu suchy szampon Batiste, który dodaje nadaje włosom lekki efekt "volume", ale nie usztywnia ich u nasady, nie skleja...
Na widok włosów Lilki od razu się uśmiechnęłam, ponieważ przypomniały mi moje sprzed paru lat, są jednak o wiele dłuższe. Lilka zapuszcza również naturalny kolor, a w związku z tym, że swojego maila napisała do mnie dość dawno, chętnie zobaczyłabym jak naturalki prezentują się teraz. Właścicielka o swoich włosach pisze tak: "Emolienty to nieodłączny kompan moich włosów. Są suche z natury, chociaż ostatnio weszły na wyższy stopień wtajemniczenia i dążą uparcie w kierunku średniej porowatości. Uwielbiają się puszyć dlatego podejrzewam, że są ukrytymi falowańcami. Olejuję je co najmniej raz w tygodniu, głowę myję co 3-4 dni. Prawie co mycie nakładam maskę na 20-30 minut, czasami w dniu wielkiego lenia tylko je myję i zostawiam samym sobie. Nie lubię przetrzymywac kosmetyków na włosach. Olejuję na sucho lub olejowym serum. Staram się zachować równowagę humektantowo-emolientowo-proteinową. Mam to szczęście, że moje włosy nie są wybredne, ciężko je obciążyć i dość szybko rosną, zacz...
Cały poprzedni tydzień był dla mnie mocno pracowity, więc ze względu na brak czasu przeoczyłam początek miesiąca, a co za tym idzie, włosową aktualizację. Dziś więc spóźniony stan moich włosów i ich pielęgnacja z lutego. Tak "szczęśliwie się złożyło", że udało mi się dzisiaj lekko przeproteinować końce gotowym zabiegiem laminowania Marion, ale postanowiłam, że i tak pokażę Wam te zdjęcia w dzisiejszej aktualizacji. Moje włosy do tej pory na gotowe laminowanie reagowały świetnie (KLIK) , więc tym razem postanowiłam przedłużyć czas zabiegu do... 40 minut :) Tak się kończą eksperymenty. Tragedii nie ma, ale końce są spuszone i nastroszone. Przy okazji mam dla Was też zdjęcia naturalnego odrostu, który już niedługo będzie sięgał ramion. Na zdjęciu poniżej po lewej stronie naturalki w cieniu, po prawej w pełnym słońcu, oba zdjęcia bez flesza. Długość jest już troszkę rudawa bo większość farby się wypłukała, ale nie rzuca się to w oczy tak jak przed farbowaniem, więc na r...
Jak już pewnie wiecie, perfumy mają u mnie honorowe miejsce pod względem ważności zaraz za włosami. :) Rzadko jednak poświęcam moim buteleczkom osobne posty, więc dzisiaj postanowiłam to zmienić. Jakiś czas temu pisałam Wam o jednych z moich ulubionych perfum, klasycznej Lolicie . Dziś mam dla Was kolejne perfumy z mojej kolekcji, tym razem zupełnie odmienne od słodkiej Loli. Crystal Noir to bowiem po prostu seks w butelce. Gardenia, kokos i piżmo Mój flakonik trafił do mnie tak naprawdę przypadkiem, ponieważ perfumy zamówiłam ledwo je pamiętając. Pamiętałam jedynie, że dawne testy w perfumerii były pozytywne i nie przypominałam sobie, aby perfumy te zrobiły na mnie negatywne lub nijake wrażenie, dlatego bazując na szczątkowych wspomnieniach postanowiłam wrzucić je do koszyka. Po odebraniu przesyłki bardzo się zdziwiłam, ponieważ Crystal Noir mocno odbiega od kategorii perfum, które zazwyczaj podobają mi się najbardziej. Osobiście jestem fanką słodko-ciężkich i ciepłych pe...







