urodaiwlosy.pl

FBemaillinkTwitterlink

wtorek, 11 marca 2014

Dwie nowości prosto z Korei :)

Cześć dziewczyny!


   Jeśli choć trochę interesujecie się pielęgnacją azjatycką na pewno znacie kosmetyki, które chciałabym Wam dzisiaj szybko pokazać. Dalekowschodni rynek kosmetyczny różni się od zachodniego nie tylko typami produktów, ale także podejściem do pielęgnacji cery, które znacznie odbiega od podejścia przeciętnej Europejki i szczerze mówiąc to właśnie azjatyckie podejście trafia do mnie o wiele bardziej. Na pewno znacie nasz polski akcent w Azji, czyli Basię z bloga azjatyckicukier, prawda? Jeśli jeszcze nie czytałyście, szczególnie polecam Wam serię o prewencji starzenia. Ostatnio przekopując internet w poszukiwaniu serum ze stabilną witaminą C przypomniałam sobie o polecanych przez Azjatycki Cukier kremach wodnych firmy It's Skin a szczególnie wersji z tą witaminą właśnie. Zależało mi wtedy głównie na zakupie jednego produktu należącego do moich ulubieńców, którego kolejna tubka dobiła już dna i o którym niżej, dlatego nic nie stało na przeszkodzie aby dodać do zamówienia na ebayu krem wodny. Niestety, wszystkie VC czyli z witaminą C u sprawdzonego sprzedawcy były wykupione i tak oto trafiła do mnie wersja z peptydami, czyli It's Skin WR Effector.

It's Skin WR Effector

   Bardzo żałuję, że VC nie był akurat dostępny, jednak wersja WR także znajdowała się na mojej liście do przetestowania. Moim zdaniem VC oraz WR mają najlepsze składy z całej serii Power 10 Formula i oba są dość krótkie. Krem wodny to nic innego jak serum znajdujące się w ładnej wizualnie buteleczce z pipetką. Na pewno napiszę Wam o nim więcej, kiedy dobije dna. Jestem miło zaskoczona konsystencją i zapachem, bo o działaniu ciężko mi się jak na razie wypowiedzieć. Nie jestem szczególną fanką tłustych kremów więc bardzo lubię produkty o dobrych składach i jednocześnie żelowej konsystencji. WR Effector to właśnie coś pomiędzy żelem a wodą, przypomina mi rozcieńczony kwas hialuronowy w żelu. 

It's Skin WR Effector

    W moim drobnym zamówieniu poza WR Effectorem znalazł się także produkt, którego używam praktycznie ciągle od ponad roku z małymi przerwami pomiędzy tubkami, a mowa o Mizon, Snal Recovery Gel Cream czyli żelu z filtratem ze śluzu ślimaka od Mizona :) Pisałam Wam o nim krótko TUTAJ rok temu, więc zerknijcie, jeśli macie ochotę. Zdecydowanie bardziej opłaca się zamawiać go na ebayu, gdzie jego cena to ok. 20 zł czyli o wiele mniej niż w polskich sklepach online a tubka starcza na dobre kilka miesięcy. 

 Mizon, Snal Recovery Gel Cream

   Co sądzicie o azjatyckich kosmetykach i azjatyckiej pielęgnacji? :) 

37 komentarzy:

  1. Do mnie bardzo przemawia prewencja :) Stosuję niektóre metody pielęgnacyjne zaczęrpnięte z Korei lub Japonii. Ale z kosmetyków używam tylko BB kremu (na zmianę z podkładem mineralnym) bo przechodze etap własnoróbstwa (no poza filtrami) więc na razie niczego nie zamówię :p

    OdpowiedzUsuń
  2. A do włosów coś fajnego jest? :}

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha w tej kwestii Europa przoduje :)

      Usuń
    2. A już myślałam, że po fazie na Niemcy a teraz Rosję przerzucimy się na dalszy wschód :)

      Usuń
  3. szkoda że są tak słabo dostępne ;(

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten żel z filtratem ze śluzu ślimaka brzmi kusząco :) Może kiedyś się na niego skuszę zwłaszcza, że nie miałam żadnych azjatyckich kosmetyków :)

    Kochana mam takie pytanie jak pielęgnujesz swoje włosy drugiego/trzeciego itp dnia po ich umyciu? Chodzi mi konkretnie o podkreślenie skrętu który niestety lubi się pogarszać w miarę upływu czasu. Mam z tym problem, bo już kolejnego dnia po umyciu włosów moje fale 'psują się' i nie wiem jak je 'reanimować'. Próbowałam różnych domowych odżywek w spray'u na bazie wody, ale moje włosy nie lubią częstego kontaktu z nią i po takich odżywkach robią się suche i puszą się nawet jeśli przed ich użyciem były solidnie nawilżone i gładkie.. Posiadam odżywkę w spray'u 'ultimate oil elixir' z Gliss Kura która nie puszy ani nie wysusza włosów, ale posiada w składzie silikony które niestety niezbyt pomagają mi w uratowaniu moich fal.. Może mogłabyś mi coś doradzić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie sprawdza się nałożenie na włosy odżywki b/s, bardzo dokładne wyczesanie i wygładzenie TT i związanie na noc w koczek ślimaczek. Następnego dnia mam fale takie jak zawsze :) Często też stosuję mgiełkę z wody lub zielonej herbaty i żelu lnianego w proporcjach 1:1, kilka psików i krótkie ugniatanie szybko reanimuje skręt, chociaż jeśli woda się u Ciebie nie sprawdza to może sam żel lniany albo wymieszany z odżywką? W awaryjnych sytuacjach używam kremu do rąk :D ale takiego z dobrym składem, np. z mocznikiem :)

      Usuń
    2. Ehh ja to mam pecha, bo moje włosy nie lubią siemienia lnianego :( A odżywka b/s też się nie sprawdza aczkolwiek jak dotąd stosowałam tylko te z Joanny więc może wypróbuję jakąś inną. U mnie koczek na noc się nie sprawdza, bo momentalnie się rozwala :( A jak robisz swój koczek? Używasz do tego np wypełniacza do koków albo sławnej skarpety? :D

      Usuń
    3. Kurcze, to wyjątkowy z Ciebie przypadek. Spróbuj użyć kapki ulubionej odżywki d/s jako tej b/s :) normalnie zwijam najpierw włosy wokół własnej osi w rulonik a potem ten rulonik zwijam w kok i podpinam żabkami albo zakładam miękką gumkę :)

      Usuń
    4. Moje włosy wyjątkowo nie chcą ze mną współpracować :D Wypróbuję balsam Aleppo z Planeta Organica może on się sprawdzi :) Właśnie zrobiłam sobie koczek :) Najpierw owinęłam go cienką gumką, a na to dałam jeszcze grubszą żeby lepiej się trzymał :) Może przetrwa noc :) I koniecznie daj znać jak sprawdzi się na Twoich włosach duet odżywka Isana niebieska + olej lniany ;)

      Usuń
  5. Ja bardzo polubiłam VC, tej wersji jeszcze nie stosowałam. Niech Ci się wszystko świetnie sprawdzi :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Azjatyckich kosmetyków nie miałam, na razie nie przymierzam się do zakupu, nie są kosmetycznym priorytetem {to tylko kwestia czasu, kiedy się nim staną, czuję to}. Swoją drogą, szkoda, że nie było wersji z witaminą C, bo głównie o niej słyszałam wiele dobrego, i kiedy tylko zobaczyłam tytuł postu, już wytypowałam ją jako Twój zakup. Surprice. Bo tak skrycie liczyłam na porównanie dwóch ser z wit. C {Apis kontra It's Skin - starcie tytanów}. Ale dobre i to, mam nadzieję, że w tym wypadku również zrobisz coś na kształt porównania.
    Żelem Mizonu mnie już wcześniej zaciekawiłaś, a teraz o tym przypomniałaś. I widzisz, mówiłam, że niedługo azjatyckie kosmetyki staną się kolejną istotną pozycją do kupienia, czego przykładem jest właśnie ów żel! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno kupię to serum z witaminą C, pewnie zaraz po tym jak wykończę to :) Dzięki za pomysł na porównanie z Apisem! Nie wpadłam na to :)

      Usuń
    2. Wybacz, miało być surprise, literówka.
      Porównanie It's Skin WR z Apisem czy - w późniejszym terminie, czyli kiedy zaopatrzysz się w tamtą wersję - It's Skin VC z Apisem? :)

      Usuń
    3. Myślę, że lepiej VC z Apisem bo WR ma całkowicie inny skład :)

      Usuń
  7. Prewencja jak najbardziej wskazana. Ja żałuję, że nie wcześniej się o tym nie przekonałam :) ale chyba też nie jest aż tak źle.

    OdpowiedzUsuń
  8. Hejka, chciałam zapytać czy stosujesz jakieś kremy z filtrem? :) Nienawidzę tych tłuściochów, ale przy kwasach nie ma rady.
    To tak apropos owej prewencji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stosuję, ale wciąż nie znalazłam swojego ulubieńca więc nie mogę Ci polecić czegoś super :) Z tych, które używałam do tej pory najbardziej lubię sorai spf 30 i 50. Ten drugi ma ppd (uva) 30 i sprawdza się bardzo fajnie :) Zamierzam niedługo kupić słynną emulsję matującą Vichy tylko muszę ją gdzieś dorwać w aptece :)

      Usuń
    2. Dzięki za odp. :) sorayi jeszcze nie próbowałam, ale ochrona przed uva rzeczywiście zacna ;D Jak skończę Iwostin to ją wypróbuję. To będzie moje pierwsze lato z regularna ochroną przeciwsłoneczną, ale jak ja teraz się topię, to co będzie później xX Zastanawiałam się też nad misshą wersja wodoodporna, ale na razie poszukam czegoś dostępnego w Polsce.

      Usuń
    3. Spróbuj skrobi ziemniaczanej w roli pudru, nic nie matuje lepiej :)

      Usuń
    4. Dzięki, próbowałam raz, ale wyszło ciasto... na razie sprawdza się puder bambusowy z BU. Może dam jeszcze skrobi szansę ;)

      Usuń
  9. nie słyszałam o nich w ogole, podoba mi sie konsystencja ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. ja sie nie zagłebiałam nigdy w azjatyckie dobroci ;D

    OdpowiedzUsuń
  11. Miałam trochę 'azjatyckich' kosmetyków, głównie w próbkach, ale jakoś nie robią na mojej skórze większego wrażenia.

    ps. śliczny blog! nie wiem jak mogłam wcześniej do Ciebie nie trafić :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mnie narazie póki co ciekawią :) czekam na szczegóły :)
    Radi

    OdpowiedzUsuń
  13. Miałam to serum VC, ale to z peptydami też wygląda ciekawie :) ślimaczkowy żel mizona też miałam i mi bardzo podpasował. Generalnie od kilku lat cały czas się u mnie te azjatyckie kosmetyki przewijają, czy to właśnie w formie kosmetyków pielęgnacyjnych, kremów bb czy sheet mask.

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie miałam przyjemności stosować azjatyckich kosmetyków :/ Mam nadzieję, że kiedyś się to zmieni :-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Mi rowniez jakos jeszcze te cuda nie stanely na drodze, ale koniecznie musze sie im blizej przyjrzec ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Chińskie kosmetyki kusza mnie coraz bardziej. Chyba muszę bliżej się im przyjrzeć :)

    OdpowiedzUsuń
  17. wiele osób chwali azjatyckie produkty, przez co jestem narażona na kuszenie ich zakupem

    OdpowiedzUsuń
  18. Miałam żółty, też z Vit. C... i moja szybka analiza pokazała, że tej witaminy albo wcale tam nie ma, albo rozłożyła się wieki temu :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ooo, zaciekawiłaś mnie :) co to za analiza była?

      Usuń
  19. Czy tylko ja zwróciłam uwagę na Twój cudny lakier do paznokci? :) mogłabyś napisać markę i numer? myślę, że nie tylko ja będę bardzo wdzięczna ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kochana, to piasek Wibo z serii Glamorous nr 2 :)

      Usuń
  20. Kuszące, kuszące ;) czas może zadbać o swoją cerę mocniej i porządniej, bo te nasze drogeryjne kosmetyki nie są wiele warte ;/

    OdpowiedzUsuń
  21. Ten żel Mizona bardzo lubię, jestem w trakcie drugiej tubki - na stałe wszedł do mojej pielęgnacji.
    Z It's Skin mam wspomnianego przez Ciebie VC Effectora (żółta buteleczka) i powiem Ci, że u mnie szału nie robi. Po przeczytaniu wielu zachwytów i pochwał na jego temat spodziewałam się bóg-wie-czego a tymczasem jest... przeciętnie ;>

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz. :) Staram się odpowiadać na wszystkie pytania. Jeśli Twoje pominęłam, zadaj je raz jeszcze, bo czasem część mi umyka.